<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449</id><updated>2012-03-16T11:01:08.778+01:00</updated><category term='iran'/><category term='turcja'/><category term='nepal'/><category term='taftan'/><category term='wizy'/><category term='azja'/><category term='szczepienia'/><category term='indie'/><category term='pakistan'/><category term='shiraz'/><category term='wyprawa'/><category term='pietruszkowy pobratymca krykieta'/><category term='Esfahan'/><category term='persepolis'/><title type='text'>Dzienniki z podróży</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>69</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-7047141516911129606</id><published>2009-05-02T12:25:00.019+02:00</published><updated>2009-12-14T11:07:41.288+01:00</updated><title type='text'>Delhi</title><content type='html'>&lt;strong&gt;13-19.03.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Delhi. Kazde duze miasto na samym poczatku przygniata swa nieogarnietoscia i zgielkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ucieczka przed riksiarzami, taksowkarzami i reszta naciagaczy, co najmniej kilka prob wypytania o droge i w koncu wkraczamy do dzielnicy waziutkich uliczek, tysiaca straganow, malych sklepikow i hotelikow. Miejsce to wyglada, jakby zostalo zbudowane zaraz po odzyskaniu niepodleglosci i odtad pozostawione samo sobie. Od czasu do czasu udaje mi sie dostrzec spod blota i smieci kawalek asfaltu – wspomnienie dawnej swietnosci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto Pahar Ganj – glowny bazar miasta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pokoje kosztuja srednio 200-250 rupii, wiec mamy ambicje znalezc taki za 150. W koncu nam sie udaje. Hotelik ma klatke schodowa w ksztalcie spirali – tak waska, ze ledwo przeciskamy sie z naszymi plecakami (namiot szoruje jednoczesnie po lewej i prawej scianie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze nie wiemy, ze spedzimy w nim caly tydzien. Jeszcze mamy naiwna nadzieje, ze uda sie zlozyc wszystkie dokumenty potrzebne do wiz w ciagu dwoch dni i uciec z ochydnego, wielkiego miasta ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Gdy schodzimy na dol zalatwic formalnosci (po dwa dlugie formularze plus zdjecie, zeby moc wynajac pokoj...), spotykamy Jure – Rosjanina z Moskwy. Jako ze w naszym pokoju sa trzy lozka, proponujemy zeby sie do nas przeniosl. I tak oto nastepne trzy dni spedzamy razem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jura to dopiero jest przypadek... :) Jest szczegolnym rodzajem Wypasanca. Nie praktykuje medytacji, lecz narkotyzowanie sie. I rzeczywiscie - haszysz z LSD rozszerzaja mu percepcje ze hej. Niektore odkrycia, jak np to, ze banany mozna obierac na dwa rozne sposoby, na zawsze zmieniaja moje zycie...;) Ale trzeba mu przyznac, ze jest bardzo uwaznym obserwatorem i niezle rozgryzl Hindusow. Dzieki niemu chyba lepiej ich zrozumielismy. Zdradzil nam tez kilka sposobow, jak podejsc ich przy targowaniu, z czego Zuza skwapliwie korzysta ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jura to pogodny chlopak, czesto powtarzajacy, ze jest szczesliwy. Ale z urywkow jego opowiesci mozna zbudowac sobie tez troche inny obraz... Corka, ktora zobaczyl tylko raz w zyciu, zupelnie zerwane wiezi z rodzicami, dziwne relacje z kobietami, codzienna harowa w firmie prawniczej i szukanie wytchnienia w chemii...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Wiekszosc czasu spedzamy w ambasadach (o tym w oddzielnym wpisie) albo tu, gdzie mieszkamy – na bazarze. Mozna tu pewnie spedzic dlugie tygodnie i codziennie spotykac cos nowego interesujacego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej charakterystyczna cecha Pahar Ganj jest tlok (czasem sami piesi sie nie mieszcza, a do pieszych trzeba dodac jeszcze riksze, tuk-tuki, samochody i krowy) oraz niekonczaca sie rzesza ludzi, ktorzy zaczepiaja cie po drodze. Glownie sa to sprzedawcy. „Toilet paper?”. „No, thanks”. „No? Why?????” – dziwia sie pelni oburzenia, jakby kupienie papieru byl obowiazkiem kazdego turysty. Czasem sa juz naprawde zdesperowani: (placzliwie) „Sir, what can I sell you???”, albo (wladczo) „Sir, I am here! Listen to me!” Czasem sa tez przebiegli... „Skad jestes? Dlugo w Indiach? Lubisz gory? Ja jestem z Kaszmiru, tam sa piekne gory... Chcesz zobaczyc zdjecia?” Nie, dziekuje, wiem ze zdjecia sa w twoim sklepie, gdzie bedziesz chcial mi sprzedac sto rzeczy, ktorych nie potrzebuje :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasem po prostu chca pogadac, pocwiczyc angielski. Spotykamy takiego jednego. Wypytuje o rozne sprawy, na ustach usmiech, w oczach dozgonna przyjazn. Nagle jednak mina mu powazniej i bez slowa od nas ucieka... Niedaleko zatrzymaly sie trzy blond amerykanki – na pewno rozmowa bedzie ciekawsza :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczepiaja tez oczywiscie zebracy. Ale na ten temat nic ciekawego powiedziec chyba nie potrafie... Moze tyle, ze pierwszy raz w zyciu widze ludzi chorych na trad...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Nie sposob nie wspomniec tez o sklepikach. W indiach jest podobno bardzo niskie bezrobocie. Jak to mozliwe w tak przeludnionym i slabo rozwinietym kraju? Otoz po prostu prace, ktora moze wykonac jedna osoba, wykonuje osob kilka. I nie jest to rozwiazanie sztucznie narzucone, jak w komunizmie. Oni sami z siebie organizuja sobie zycie w ten sposob. Sa wiec np ludzie, ktorych jedynym obowiazkiem jest otwieranie/zamykanie drzwi. W najmniejszych sklepikach pracuje po kilka osob. Najfajniej widac to w sklepach z dywanami. Na podlodze siedzi zaturbaniony Sikh albo „bialy” hindus, wokol niego 3-4 „ciemnych” hindusow z nizszych kast i... siedza. Pija herbate, pala papierosy, rozmawiaja – po dywany rzadko ktos przychodzi. Ale prace ma 5 osob.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lecz jesli pojdzie sie do bardziej ekskluzywnej dzielnicy, w sklepach towarow jest wiecej, a obslugi mniej. I widzi sie juz tylko ludzi o jasnej karnacji... I wszedzie czuc perfumy – co chwile ktos lata z flakonikiem i pieczolowicie spryskuje sklep i ulice przed sklepem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A u nas, na Pahar Ganj, sprzedawcy lataja z miotelka – ciagle trzeba omiatac towary z wszedobylskiego pylu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;W tym miejscu mialo byc kilka historyjek ilustrujacych "dusze" Hindusow, ale uzupelnie ten fragment w przyszlosci. Inaczej nie wiem jak dlugo musialbym czekac z opublikowaniem tego wpisu ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zamian - wiele mowiace zdjecie:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sfwmj-jnL8I/AAAAAAAAAUI/U8OeKQVg_54/s1600-h/IMG_0549.JPG"&gt;&lt;font face="trebuchet ms"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5331178458429468610" style="WIDTH: 320px; CURSOR: hand; HEIGHT: 240px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sfwmj-jnL8I/AAAAAAAAAUI/U8OeKQVg_54/s320/IMG_0549.JPG" border="0" /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Oprocz Hindusow na uliczkach bazaru spotkac mozna oczywiscie takze bialych. Spotykamy m.in Arka (o ktorym pozniej), starego acz jurnego Greka, ktory zawsze ma jakas fajna opowiesc „co to nie on” oraz... Celine i Mathiasa! Szwajcarow, ktorych poznalismy na granicy Pakistansko-Indyjskiej. U nich nic nowego – wciaz stacjonuja na granicy i od 48 dni tocza heroiczna walke o pozwolenie na wjazd do Indii dla swoich osiolkow (dla odmiany po heroicznej walce o pozwolenie na wyjazd z Pakistanu). W miedzyczasie przyjezdzaja do Delhi udzielac wywiadow (tu tez powoli staja sie slawni;) i uderzac do coraz to wyzszych oficjeli. Niedlugo maja spotkac sie rzecznikiem prasowym premiera. Ale bez lapowki pewnie i tak nie da rady. Bo prawo to prawo – ktos sie zagapil i o zwierzetach jest wspomniane tylko w przepisach dot. ruchu morskiego i powietrznego. Moga wiec wwiezc te osiolki tylko statkiem albo samolotem. Tzn teraz nawet tego nie moga, bo nie wpuszcza ich juz z powrotem do Pakistanu. Paragraf 22 to pikus.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Razem z nimi, oraz spotkanymi pod ambasada Pakistanu Bernardem i Andrzejem, trzymamy sie razem do konca pobytu w Delhi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bernard jest Niemcem. Ktoregos dnia cos nam kupuje, a gdy chcemy oddac mu pieniadze, wykreca sie, wykreca, az w koncu mowi „To i tak nie moje pieniadze, tylko rzadu niemieckiego”. Bo Bernard jest na bezrobociu i co miesiac dostaje taki zasilek, ze glowa mala. To nic, ze od kilku miesiecy jest poza granicami kraju i ani mysli szukac roboty. Fajnie jest byc Niemcem :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Andrzej jest korespondentem Tygodnika Powszechnego (i kazdego innej gazety i telewizji, jesli cos od niego chca;). Byl na wojnie na Sri Lance, a teraz wybiera sie do Pakistanu i Afganistanu pisac o Talibach. W Delhi tworzyl &lt;a href="http://tygodnik.onet.pl/31,0,23885,zawsze_oczekuj_nieoczekiwanego,artykul.html"&gt;ten felieton&lt;/a&gt;. Jesli wydaje wam sie, ze mozna napisac lepszy, wezcie pod uwage, ze zawsze, gdy Andrzej chcial sie zabrac za pisanie, jakas niewidzialna sila wsadzala mu do reki flaszke whisky i przyprowadzala do rozowosciennego pokoju rodakow ;)&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfwmClEjjqI/AAAAAAAAAUA/SK3baB_0CAU/s1600-h/SDC12196.JPG"&gt;&lt;font face="trebuchet ms"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5331177884652637858" style="WIDTH: 320px; CURSOR: hand; HEIGHT: 240px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfwmClEjjqI/AAAAAAAAAUA/SK3baB_0CAU/s320/SDC12196.JPG" border="0" /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Owi rodacy to szczegolny przypadek na Pahar Ganj ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziewczyne najczesciej spotkac mozna, gdy robi uzytek ze swych zdolnosci kupieckich. Targuje sie bezwzglednie. Sprzedawcy bledna na jej widok, rwa sobie wlosy z bezsilnosci, wychodza na zaplecze brac srodki uspokajajace – na Zuzannie nie sa w stanie zarobic... Zuza za to blednie na widok indyjskiej bizuterii i niskich cen. Kto ja zna, ten zna jej umilowanie do badziewi. I ten nie zdziwi sie, ze do swojego bez mala 30kg bagazu nie wahala sie dorzucic 2,5kg koralikow :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdzies niepodal Zuzy zazwyczaj przyuwazyc mozna brodatego chlopaka, spiewajacego na caly glos polskie piosenki religijne, które zapamietal z podstawowki. Ale nie pytajcie dlaczego to robi :) Mozna sie tylko domyslac, ze ma frajde z tego, ze moze tu robic cokolwiek, a i tak nikomu nie wyda sie to dziwne. Mozna wygladac i ubierac sie tak, jak ma sie ochote. Smieci mozna wyrzucac wszedzie, gdzie ma sie ochote. Sikac mozna prawie wszedzie, gdzie ma sie ochote. W pociagach wprowadzili zakaz palenia i co? Ktos nam opowiada, jak ludzie pobili konduktora, ktory chcial komus wlepic mandat za palenie. To nic, ze sami byli niepalacy – liczy sie wolnosc!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Raz poszlismy ogladac zabytki... Ilustracje jedynych ciekawych rzeczy ponizej:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfwoZM22ImI/AAAAAAAAAUg/OOx5JUR3Ofo/s1600-h/IMG_0666.JPG"&gt;&lt;font face="trebuchet ms"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5331180472312930914" style="WIDTH: 240px; CURSOR: hand; HEIGHT: 320px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfwoZM22ImI/AAAAAAAAAUg/OOx5JUR3Ofo/s320/IMG_0666.JPG" border="0" /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Slynny meczet jakis tam. I dziad przed meczetem. Pilnuje zeby wszyscy zdejmowali buty. Wobec bialych wyrozumialy, ale wobec „swoich” raz uzyl tego kijka :)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sfwp5RCuy4I/AAAAAAAAAUw/yzLeKWpFvOs/s1600-h/IMG_0676.JPG"&gt;&lt;font face="trebuchet ms"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5331182122703965058" style="WIDTH: 320px; CURSOR: hand; HEIGHT: 240px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sfwp5RCuy4I/AAAAAAAAAUw/yzLeKWpFvOs/s320/IMG_0676.JPG" border="0" /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Slynny Czerwony Fort. Fort nudny jak flaki z olejem, ale spacerujac wzdluz murow nagle zdajemy sobie sprawe, ze od kilku minut bylismy zupelnie sami – zadnych Hindusow dookola. Szczescie na naszych twarzach nie jest udawane ;)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfwpYYpbYaI/AAAAAAAAAUo/Y6drY_54AkU/s1600-h/IMG_0663.JPG"&gt;&lt;font face="trebuchet ms"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5331181557809635746" style="WIDTH: 240px; CURSOR: hand; HEIGHT: 320px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfwpYYpbYaI/AAAAAAAAAUo/Y6drY_54AkU/s320/IMG_0663.JPG" border="0" /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Uliczny koncert&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfwnEWyMlZI/AAAAAAAAAUQ/gY_AP-563s8/s1600-h/IMG_0664.JPG"&gt;&lt;font face="trebuchet ms"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5331179014688904594" style="WIDTH: 320px; CURSOR: hand; HEIGHT: 240px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfwnEWyMlZI/AAAAAAAAAUQ/gY_AP-563s8/s320/IMG_0664.JPG" border="0" /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Na zblizeniu widac, jak skrajne emocje budzi muzyka...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Zostala jeszcze jedna rzecz do napisania - czuje sie w obowiazku ostrzec wszystkich przed zabieraniem do Indii czekow podroznych :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpierw trzeba znalezc bank, ktory chociaz teoretycznie takie czeki realizuje. Wiem ze robi to Bank of India. Niestety znalezienie czegokolwiek w kilkunastomilionowym miescie, w ktorym domy nie maja numerow, jest naprawde trudne. GoogleMaps podpowiada mi przyblizone polozenie. Ale na miejscu zadni miejscowi nie maja pojecia o czym mowimy. Takze spedzamy mnostwo czasu w skrajnie wymeczajacej „dzielnicy finansowej” i nic z tego nie wychodzi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracajac, znajdujemy przypadkiem oddzial Bank of India w zupelnie innym miejscu. Juz nieczynne. Ide wiec nastepnego dnia. Pani odsyla mnie do piwnicy. W piwnicy kilkanasie, moze kilkadziesiat biurek. Pan z wasami i mina wszechmogacego urzednika mowi, ze takich rzeczy tu nie robia. „Ale ja wiem, ze robicie”. Pan sie krzywi i mowi, ze w poniedzialki nie obsluguja operacji w obcych walutach. „Ale ja bardzo potrzebuje pieniedzy dzis”. ”Idz wiec na pietro do firmy X, oni ci to zalatwia”. Na pietrze okazuje sie, ze firma X zajmuje sie transportem i czekow podroznych nigdy na oczy nie widzieli...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepnego dnia, wracajac z ambasady Iranu, trafiamy na glowny oddzial banku. Okazuje sie, ze pierwszego dnia bylismy zaledwie kilkanascie metrow od niego (coz, nawet ludzie, ktorzy dzien w dzien pracuja tuz obok, nie mieli pojecia ze ten bank tam jest :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Probuje wiec szczescia. „Przykro mi, nie obslugujemy czekow podroznych”. „Wiem, ze obslugujecie – mozecie zadzwonic do American Express, to wam wytlumacza, ze obslugujecie”. „No dobrze, prosze usiasc”. Po pol godzinie wola mnie do siebie inny pan. Oczywiscie z wasami. Oglada te czeki, oglada... „Musze miec ksero paszportu, ale tu nie ma kserokopiarki, prosze przyjsc pozniej z kserowkami”. „Ale ja nie znam miasta, nie wiem gdzie moge to zrobic, na pewno sie zgubie. W takim wielkim, bogatym banku na pewno znajdzie sie jakas kopiarka...”. Pan wzdycha i wola mlodego chlopaka. Chlopak zabiera paszport i po 5 minutach wraca z kserowkami. Musze za nie zaplacic. Ale to nie koniec. Pan mowi, zebym teraz poszedl z tymi kserowkami do pobliskiego kantoru i tam wymienil, bo to kantor wspolpracujacy z bankiem. „Ale ja nie wiem, gdzie to jest. I tam pewnie odesla mnie z powrotem tutaj. Prosze zalatwic to od reki”. Odpowiedzia jest krecenie glowa i patrzenie w sufit z mina „nic nie poradze”... Wiec powtarzam to samo jeszcze raz. Potem powtarzam to samo jeszcze raz... Cierpliwie i spokojnie... I jeszcze raz...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pracownicy banku zaczynaja baczniej przygladac sie mojej glowie. Tak moi drodzy, to aureola...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W koncu pan wzdycha, wola kolegow i biora sie do roboty. Nie wiem ile formularzy trzeba wypelnic i podstemplowac, ale trzem osobom zajmuje to jakies 20 minut. W koncu dostaje gruby plik banknotow. Nie dolarow. Rupii... Ale jestem juz tak zmeczony, ze macham na to reka – grunt ze mam pieniadze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Co moge napisac na koniec? Delhi okazalo sie jednk nie takie straszne. Tu tez lubilem byc :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sfwq67TqciI/AAAAAAAAAU4/ncA5ai00WPg/s1600-h/IMG_0641.JPG"&gt;&lt;font face="trebuchet ms"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5331183250740769314" style="WIDTH: 320px; CURSOR: hand; HEIGHT: 240px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sfwq67TqciI/AAAAAAAAAU4/ncA5ai00WPg/s320/IMG_0641.JPG" border="0" /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-7047141516911129606?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/7047141516911129606/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=7047141516911129606' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/7047141516911129606'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/7047141516911129606'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/05/delhi.html' title='Delhi'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sfwmj-jnL8I/AAAAAAAAAUI/U8OeKQVg_54/s72-c/IMG_0549.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-3503608863293467674</id><published>2009-04-26T13:33:00.002+02:00</published><updated>2009-04-26T13:57:50.389+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='indie'/><title type='text'>Droga do Delhi</title><content type='html'>&lt;strong&gt;12/13.03.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale do Delhi dojechac to nie taka prosta sprawa…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na dworcu zastajemy kolejke do okienka, wiec Ola doradza nam zeby kupic bilety po prostu w trakcie jazdy od autobusowego biletera. No fakt, czemu nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siadamy wiec i jedziemy. Autobus zatrzymuje sie w kazdej kolejnej miejscowosci i niedlugo robi sie spory scisk. Przychodzi bileter. Mowimy, ze chcemy do Dehli, a on jakos podejrzanie zaczyna krecic glowa... Ktos lamanym angielskim tlumaczy nam, ze… autobus jest pelny, biletow juz kupic nie mozna i musimy wysiasc w najblizszym miescie. He he, coz, bywa i tak…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nagle z tlumu stojacych ludzi wychyla sie glowa mnicha i cos do nas mowi… Przez kolejnych tlumaczy dowiadujemy sie, ze mnich ma akurat dwa bilety do Dehli, ale z jakis powodow nie moze tam jechac i zaraz wysiada. Oczywiscie bilety odkupujemy – los nam sprzyja :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapadamy w sen. Gdy sie budze, stoimy na poboczu. Czesc ludzi siedzi, czesc wychodzi, czesc kreci sie niespokojnie tam i z powrotem. Probuje dowiedziec sie o co chodzi, ale nagle jakbym stal sie niewidzialny… W koncu ktos mi mowi, ze autobus sie zepsul i musimy sie przesiasc. Budze Zuze i na wpol jeszcze spiacy ide na dach po plecaki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po czym z dachu obserwuje, jak podjezdza nowy autobus, ludzie wbiegaja do srodka i autobus odjezdza. Zupelnie jakbym wciaz jeszcze snil… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy schodze na dol, okazuje sie ze na lodzie zostalo jeszcze ok 10 osob. Siadamy wiec na poboczu i zatrzymujemy kolejne autobusy. A nuz ktorys jedzie do Delhi, ma wolne miejsca i nalezy do tej samej firmy co poprzedni (nikt nie chce placic drugi raz za bilety). Tyle ze jest srodek nocy i tych autobusow za duzo nie ma :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nic to. Zawsze mozemy przeciez  przespac sie w namiocie, a rano pojechac autostopem :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odpowiedni autobus zatrzymuje sie w koncu po ok 2 godzinach. Rano jestesmy w Delhi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed nami wazna misja – zdobyc wizy do Iranu i Pakistanu. A dostac Pakistanska wize w Indiach to podobno nie taka bulka z maslem :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-3503608863293467674?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/3503608863293467674/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=3503608863293467674' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/3503608863293467674'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/3503608863293467674'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/04/droga-do-delhi.html' title='Droga do Delhi'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-1908637635343815552</id><published>2009-04-26T12:27:00.025+02:00</published><updated>2009-04-28T14:41:54.371+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='indie'/><title type='text'>Daramsala</title><content type='html'>&lt;strong&gt;6-12.03.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Daramsali spedzamy tydzien. Mieszkamy u Oli (kolezanki kolezanki Zuzy) i Kenjego, jej narzeczonego. Zuza wita go tybetanskim “Taszi Delek”, ale odpowiedzi brak... “Ech, ten moj akcent...” Ale to nie wina akcentu. Kenji po prostu jest Japonczykiem :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zuza odezwala sie do Oli kilka dni temu, a Ola od razu bez zadnych oporow zgodzila sie przyjac obcych ludzi w swe progi. Dzieki :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Daramsala to niewielkie miasteczko zamieszkane przez Hindusow. Okolo 20 minut piechota pod gore znajduja sie budynki tybetanskiego parlamentu i rzadu na uchodzctwie. Troche dziwnie patrzy sie na ministerstwo spraw wewnetrznych nieistniejacego panstwa... Za parlamentem skreca sie w waska sciezynke, idzie wzdluz strumienia, mija studnie, gdzie Hinduski robia pranie, przecina niewielka lake i tam wlasnie stoi dom, w ktorym Ola wynajmuje pokoik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ3rS3gu6I/AAAAAAAAAR4/3m-HZF9j6JI/s1600-h/IMG_0535.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ3rS3gu6I/AAAAAAAAAR4/3m-HZF9j6JI/s320/IMG_0535.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328945476024712098" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jesli pojdzie sie dalej pod gore, po ok 40 minutach dociera sie do miejsca, ktore na calym swiecie nazywane jest Daramsala, czyli tybetanskiej osady z siedziba Dalaj Lamy (a tutejsza nazwa to McLeod Ganji – zdaje sie, ze od nazwiska jej brytyjskiego zalozyciela). Osada sklada sie z grubsza z 4 ulic i najbardziej ze wszystkiego przypomina zwykla gorska miejscowosc wypoczynkowa. Gdybym sie wczesniej czegokolwiek spodziewal po tym miejscu, to na pewno nie tego, ze wszystko wyglada tak skromnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Jak wyglada nasz dzien codzienny?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczac trzeba chyba od zastanawiajacej prawidlowosci – jak to sie dzieje, ze gdy spotkaja sie Polacy, od razu pojawia sie tez wodka? W Indiach akurat wodka jest rzadkim towarem, ale jest za to whisky. Kosztuje 1$ za 0,5l. Cena zaskakuje, ale tylko dopoki nie przeczyta sie skladu... Spirytus, woda i aromaty :) Przy okazji wcinamy “nasza” kielbase i Oli sledzie (przyszly do niej niedawno w paczcie bozonarodzeniowej – sie poczta troszke spoznila...) - prawdziwa uczta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawiasem mowiac jest to nasz ostatni miesny posilek do tej pory. Miesa w ogole mi nie brakuje i jest mi z tym naprawde dobrze (Zuzannie tak samo). Mniej dobrze jest mojemu paskowi, bo do chwili, gdy wklepuje te slowa na bloga, musialem w nim wydrazyc juz 4 nowe dziurki - ale to zupelnie inna historia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasem budze sie rano, zbieram cialo z podlogi, wychodze na balkon, zaciagam sie rzeskim powietrzem, nade mna wznosi sie osniezona gora, przede mna krzataja sie hinduscy rolnicy, za mna krzata sie rolnik japonski (bo Kenji w Japonii uprawia arbuzy:), po sniadaniu mam isc zrobic pranie nad rzeka… Taka sielanka, ze za trudno uwierzyc, ze to wszystko jest naprawde (nawet jesli pranie w koncu robie w wiadrze w kiblu ;). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co poza tym?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Narzekamy na tlumy amerykanskich turystow, szlajamy sie w gore i w dol, odwiedzamy knajpy, swiete jeziora i wyklady slynnych tybetanczykow (najslynniejszy to oczywiscie Dalaj Lama;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ4VU1eWPI/AAAAAAAAASA/VWLcO7U9tZE/s1600-h/Picture+895.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ4VU1eWPI/AAAAAAAAASA/VWLcO7U9tZE/s320/Picture+895.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328946198107543794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;W japonskiej restauracji z panorama. Restauracja jest non-profit i caly dochod idzie na zbozna cele. Jesli bedziecie w Daramsali, to zajdzcie. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ5QV_oPPI/AAAAAAAAASI/kK9QpWOMz8Y/s1600-h/IMG_0474.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ5QV_oPPI/AAAAAAAAASI/kK9QpWOMz8Y/s320/IMG_0474.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328947212030852338" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;A tu nad swietym jeziorem. Jak sie nie da pojechac nad Ganges, mozna sie wykapac tutaj.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ5928crII/AAAAAAAAASQ/bUEJmpBKUG0/s1600-h/Picture+935.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ5928crII/AAAAAAAAASQ/bUEJmpBKUG0/s320/Picture+935.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328947993969994882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Zabawne, jak roznie mozna pokazac ta sama rzecz. Powyzej swiete jezioro wg Zuzy.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ6ZpVm6pI/AAAAAAAAASY/Q3CbV-VX1fY/s1600-h/IMG_0478.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ6ZpVm6pI/AAAAAAAAASY/Q3CbV-VX1fY/s320/IMG_0478.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328948471353764498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;I swiete jezioro wg Michala.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ66nlhLyI/AAAAAAAAASg/mF0wiPQP1EU/s1600-h/IMG_0443.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ66nlhLyI/AAAAAAAAASg/mF0wiPQP1EU/s320/IMG_0443.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328949037819309858" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Wyklad osobistego biografa Dalaj Lamy. Postac niezwykle ciekawa, lecz wyklad przerazliwie nudny i jalowy. Prawie zasypiam. Ale polowa sali slucha z otwartymi ustami – wszkakze to biograf samego  Dalaj Lamy! ;) &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Co jeszcze? Np uczestniczymy w modlach w Swiatyni buddyjskiej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiekszosc czasu spedzam na obserwowaniu mnichow (oraz bialych – ale o tym pozniej) . Na poczatku wydaja sie jedna zwarta, czerwono-zolta  masa, pograzana w medytacji. Lecz gdy popatrzy sie dluzej, wylaniaja sie indywidualnosci – a to ktos w zarowiastych skarpetach, a to ktos w gigantycznych okularach przeciwslonecznych rodem z lat 70-tych (oczywiscie na glowie, a nie na oczach), ktos drapie sie pod pacha, ktos drapie po plecach sasiada, ktos sasiadowi uparcie wierci palcem miedzy zebrami… A poza Swiatynia mnichow mozna czasem spotkac w kafejkach internetowych - z zapalem praktykuja buddyzm strzelajac do siebie nawzajem w grach komputerowych ;) Jednym slowem, mnisi to niezle zgrywusy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest ich tu w Daramsali naprawde duzo, co oczywiscie nie dziwi. Nadaja uliczkom miasta wyjatkowego kolorytu:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ7duCeJeI/AAAAAAAAASo/1AN9AzQ7bwA/s1600-h/IMG_0430.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ7duCeJeI/AAAAAAAAASo/1AN9AzQ7bwA/s320/IMG_0430.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328949640846779874" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ7tkq4qFI/AAAAAAAAASw/Zjqtiagmr2o/s1600-h/Picture+889.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ7tkq4qFI/AAAAAAAAASw/Zjqtiagmr2o/s320/Picture+889.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328949913209841746" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Kolejnym po mnichach istotnym elementem tutejszego krajobrazu sa Wypasancy (od sanskryckiego “vipasana”, czyli medytacji). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Daramsali (i w ogole do Indii, ale tu jest ich wyjatkowo duze zageszczenie) przybywa mnostwo bialych w poszukiwaniu oswiecenia, sensu zycia itd. Czesc z nich podchodzi do sprawy powaznie i dojrzale. Ale wielu wydaje sie, ze jesli ubiora sie w orientalne ciuchy i posiedza po turecku, oswiecenie przyjdzie samo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takze codziennie widujemy kobiety w odswietnych strojach tybetanskich, ktore wygladaja prawie tak groteskowo, jakby przyjechaly do Krakowa, przebraly sie w stroj krakowiaka i lataly z lajkonikiem pod pacha (dodatkowo smieszne jest, jesli nie wiedza co zrobic z kadakiem i nosza go jak apaszke). Sa tez ludzie, ktorzy czekajac w knajpie na jedzenie, siedaja po turecku, unosza oczy ku sufitowi i “medytuja” (“patrzcie jaki jestem uduchowiony, a wy nie, ommmm”). Albo obrazek ze Swiatyni: mnisi sa wyluzowani, garbia sie, drapia, szepcza do siebie, a biali – idealny kwiat lotosu, plecy jak struna, przymkniete oczy i delikatny usmiech widzacego swiatelko w tunelu... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak sie latwo domyslic, sa dla nas Wypasancy niewyczerpanym zrodlem zartow :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo uduchowienie, to nie umiejetnosc medytowania  w dowolnym miejscu o dowolnym czasie, tylko spokoj ducha, ktory pozwala na widzenie rzeczy takimi jakie sa i na spontaniczne okazywanie dobrego serca innym... (tylko nie piszcie, ze gadam jak Amelia :D ) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No ale to jest latwiejsze:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ7-cn3-kI/AAAAAAAAAS4/WMGsnW4z96E/s1600-h/IMG_0527.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ7-cn3-kI/AAAAAAAAAS4/WMGsnW4z96E/s320/IMG_0527.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328950203107506754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oraz kursy tego typu:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ8ddAch2I/AAAAAAAAATA/RAAXJFYOwyY/s1600-h/IMG_0462.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ8ddAch2I/AAAAAAAAATA/RAAXJFYOwyY/s320/IMG_0462.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328950735786510178" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ9FO6pC4I/AAAAAAAAATI/jnjgEv0kSMo/s1600-h/IMG_0466.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ9FO6pC4I/AAAAAAAAATI/jnjgEv0kSMo/s320/IMG_0466.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328951419198835586" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;:D&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mialem tez zdjecie “ashramu” dla Wypasancow, ale cos z nim sie stalo. Ashram to po hindusku pustelnia, gdzie mozna w spokoju oddawac sie medytacji. Tak wiec, zeby zarobic w Daramsali, wystarczy zbudowac bude z blachy (niekoniecznie na pustkowiu) i napisac ze to ashram. Wypasancy beda placic, za to ze moga tam siedziec przez miesiac i medytowac, zywiac sie woda i salata :) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;W niedziele do Daramslali przybywa Jego Swiatobliwosc (Tybetanczycy nie mowia “Dalaj Lama”, tylko zawsze “His Holiness”). Z samego rana ma przewodniczyc modlom w Swiatyni. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zuza zrywa sie przed wschodem slonca, zeby stanac w kolejce. Mi sie nie chce wstawac tak wczesnie. Gdy przychodze do Swiatyni, Zuzy nigdzie nie widze, ale kolejka ma najwyzej 20 osob :) Okazuje sie, ze ja moge wejsc, ale moj aparat juz nie... I nie moge zostawic go w depozycie, jak poprzeniego dnia, bo gdy przyjezdza Dalaj Lama depozyt likwiduja... Wychodze wiec poszukac  jakiejs knajpy, zeby zostawic torbe, ale jeszcze wszystko zamkniete.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem sie dowiaduje, ze Zuza tez nie mogla znalezc nic otwartego, wiec  zostawila aparat w kupie starych lisci. To sie nazywa desperacja :) Ja az tak zdesperowany nie jestem. Wrecz odwrotnie. Staje na ulicy i mysle, jak bardzo mi sie nie chce uczestniczyc w tym calym tloku. Dalaj Lame juz widzialem (zreszta samo patrzenie mnie nie kreci...), a i nie sadze by jego mantrowanie bylo dla mnie jakos bardziejsze niz czyjekolwiek inne...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak wiec postanawiam pomedytowac, ale po swojemu. Kupuje osiem bananow na sniadanie, do torby pakuje placek na obiad i wyruszam zdobyc gore, ktora kroluje nad Daramsala.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ9xhTKzJI/AAAAAAAAATQ/3Gvwwk3tnW4/s1600-h/IMG_0449.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ9xhTKzJI/AAAAAAAAATQ/3Gvwwk3tnW4/s320/IMG_0449.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328952180047793298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ-UAkEfTI/AAAAAAAAATY/UqmWOLZnJHk/s1600-h/IMG_0450.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ-UAkEfTI/AAAAAAAAATY/UqmWOLZnJHk/s320/IMG_0450.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328952772555734322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ-hq6IxqI/AAAAAAAAATg/rw1xHY9DMRI/s1600-h/IMG_0459.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ-hq6IxqI/AAAAAAAAATg/rw1xHY9DMRI/s320/IMG_0459.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328953007260878498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wycieczka bylaby fantastyczna, gdyby nie jeden szkopul. Na gore wchodzilem 4-4,5h, a schodzilem 6h... Znowu kolana. Ledwo doczlapalem do domu. Nigdy wiecej gor dopoki jakis lekarz nie zrobi z tym pozadku... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;We wtorek, 10 marca, obchody 50 rocznicy powstania. Jednodniowy strajk glodowy, wyklady, plakaty, wieczorny marsz ze swiecami... Oraz wielka manifestacja, ktora gromadzi wiekszosc mieszkajacych w oklicy Tybetanczykow. Nas takze.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfRArH_cPuI/AAAAAAAAATo/qTe0mMrnbDM/s1600-h/IMG_0491.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfRArH_cPuI/AAAAAAAAATo/qTe0mMrnbDM/s320/IMG_0491.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328955368709832418" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfRA6aZ1CJI/AAAAAAAAATw/zZiwcupIEwI/s1600-h/Picture+1003.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfRA6aZ1CJI/AAAAAAAAATw/zZiwcupIEwI/s320/Picture+1003.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328955631350384786" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Porwany przez wiatr historii... Entuzjazm az mnie rozsadzal ;) Za to Zuza czula sie jak ryba w wodzie - latala z flaga polska i tybetanska wystajaca z torby i uwieczniala wszystko dla potomnych.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfRBtDSVqbI/AAAAAAAAAT4/EgPWArJmnII/s1600-h/IMG_0497.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfRBtDSVqbI/AAAAAAAAAT4/EgPWArJmnII/s320/IMG_0497.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5328956501318281650" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Ludzie podzieleni sa na grupki z ktorych kazda ma wlasnego “zagrzewacza”, ktory wykrzykuje wlasne hasla. “China, china, china, out out out”, "No more killing in Tibet", "Release Panchen Lama" (To jeden z najwyzszych lamow, ktory zostal uwieziony przez Chinczykow jako kilkuletnie dziecko, zaraz po odkryciu go jako reinkarnacji poprzedniego Panchen Lamy. Pewnie juz nie zyje). Tak, krzycza po angielsku, nie tybetansku... Zagrzewacze dra sie wrecz histerycznie, do zdarcia gardla. W kazde haslo wkladaja tyle sily, jakby mialo doleciec… no wlasnie, dokad powinno doleciec?&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale czy kogos na swiecie interesuje ta manifestacja? Czy ktos ja zobaczy w telewizji? Watpie. Lecz na pewno wazna jest dla samych Tybetanczykow. Widza, jak wielu ich jest, ze razem, zjednoczeni wokol wspolnego celu, stanowia jakas tam sile. No i moga dac upust swojej bezsilnej zlosci...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama manifestacja moze i nikogo nie interesuje, ale i tak Tybet ma swietny marketing. Jesli kogos na zachodzie zapytac o zniewolone narody, najczesciej wymieni Palestynczykow i Tybetanczykow. Dalaj Lama, kilka slynnych filmow oraz Richard Gere robia swoje (Richard mowi o Tybecie zawsze, gdy tylko moze, a gdy przyjezdza do Daramsali, podobno zwykl sie przedtsawiac “Moze mnie znasz z telewizji, wiesz, wystapilem w paru filmach…” :). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesli mysli sie buddyzm – mysli sie Dalaj Lama. Jesli mysli sie Himalaje i nieskazona przyroda – mysli sie Tybet. A Tybetanczycy to ci, ktorzy dzielnie walcza tylko pokojowymi metodami, sa niezwykle uduchowieni, madrzy zyciowo i powinno sie brac z nich przyklad…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to sa oczywiscie normalni ludzie z krwi i kosci. Na przyklad Zuze raz napastuje pijana dwojka na motorze (potem sie na tym motorze wywracaja, wiec Zu ma przynajmniej na koniec kupe smiechu). Ola tez ma kilka takich doswiadczen, lacznie z tym ze ktorys “z milosci” ugryzl ja w nos, a inny podrapal po plecach. Slyszymy opowiesci o czestych bojkach, takze na noze. Wiekszosc z nich ma bardzo bardzo powierzchowne pojecie o buddyzmie, ktore sprowadza sie do znajomosci kilku rytualow. Wszyscy uwielbiaja Dalaj Lame, ale najczesciej jako kogos w rodzaju idola albo bostwa – malo kto interesuje sie glebiej, tym co rzeczywiscie ma do powiedzenia. No i, szczegolnie na tybetanskiej prowincji, nikt sie nie interesuje polityka. Kazdy mysli tylko o wlasnym poletku. Czyli wciaz trwa to, co zgubilo Tybet kilkadziesiat lat temu – totalna izolacja i brak znajomosci swiata zewnetrznego (Dalaj Lama w jednej z ksiazek pisze, ze w latach 50-tych w calym Tybecie przebywalo 6 obcokrajowcow…).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nie zmienia to wszystko 2 rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze, wszyscy Tybetanczycy, ktorych ja osobiscie spotkalem, to przeuroczy &lt;br /&gt;ludzie, pelni wewnetrznego spokoju i niewyczerpanych pokladow poczucia humoru :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie – ich sytuacja jako narodu jest rzeczywiscie po prostu zla. Ale moze nie bede pisal, o tym jak sa przesladowani za kazdy przejaw tybetanskosci, jak w wyniku masowych przesiedlen stali sie mniejszoscia we wlasnym kraju, jak Chiczycy niszcza wszystko poczawszy od klasztorow, na srodowisku konczac... Czasem wiecej od slow mowia obrazy. Ponizej najciekawszy film, jaki znalazlem na YouTubie. Polecam jednak pogrzebac samemu :) &lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/0VRneGYpaXc&amp;hl=en&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/0VRneGYpaXc&amp;hl=en&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Ola (zanim zaczela sie obijac tak jak teraz :) uczyla angielskiego w dwoch tutejszych szkolach dla uchodzcow. Troche nam o tych szkolach opowiada i ostatniego dnia odwiedzamy jedna z nich. Szkola jest bardzo kameralna, mieszka tu i uczy sie ok 20 osob. I jest polozona w tak malowniczym miejscu, ze trudno o bardziej malownicze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i co tu duzo mowic – postanowiamy tu zostac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Umawiamy sie z managerem, ze zaczniemy prace od 1 kwietnia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widocznie  uczenie angielskiego tych czy innych Tybetanczykow bylo po prostu naszym przeznaczeniem ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Daramsala to troche takie przedluzenie Nepalu – gory, zimne noce, spokoj i skosnookie twarze dookola :) A teraz mamy 3 tygodnie, by doswiadczyc bardziej indyjskich Indii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biezemy jeszcze ostatni cieply prysznic (gdy wklepuje te slowa jest koniec kwietnia i nadal jest to nasz ostatni cieply prysznic:)  i ruszamy do Delhi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-1908637635343815552?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/1908637635343815552/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=1908637635343815552' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/1908637635343815552'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/1908637635343815552'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/04/daramsala.html' title='Daramsala'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SfQ3rS3gu6I/AAAAAAAAAR4/3m-HZF9j6JI/s72-c/IMG_0535.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-4330546101807954440</id><published>2009-04-16T14:01:00.013+02:00</published><updated>2009-12-02T22:07:03.682+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='indie'/><title type='text'>Droga do Daramsali</title><content type='html'>&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Ogloszenia parafialne&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;1. Podobno podalem zly numer do siebie :/ Prawidlowy: 663 173 337.&lt;br /&gt;2. Jesli nie chcesz czytac nowych opowiesci od konca, kliknij &lt;a href="http://traveliada.blogspot.com/2009/04/witam.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt; (dla mniej zaawansowanych: potem trzeba kliknac "nowszy post" na dole)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;04-05.03.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Plan jest taki: z Katmandu jedziemy autobusem na poludnie do Bajrahawy, czyli granicy z Indiami; potem kolejnym autobusem do Gorakhpuru; stamtad pociagiem do Dehli; a stamtad do Daramsali (nie mamy jeszcze zielonego pojecia czym).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wstajemy klasycznie, czyli skoro swit, i idziemy na dworzec. Tu obskakuja nas naganiacze i probuja nam wmowic, ze nasz autobus dzis nie odjedzie z powodu strajkow i musimy jechac przez Pokhare. Oczywiscie ich autobusem. Nie dodaja jednak, ze to oznaczaloby jeden dzien drogi wiecej :) Polaczen do Pokhary jest mnostwo, wiec i od naganiaczy nie mozemy sie opedzic. Jeden nawet mowi, ze owszem, jedzie do Bajrahawy i dopiero od ludzi w srodku dowiadujemy sie, ze to jednak autobus do Pokhary... To pierwszy raz, kiedy ktos w Nepalu chcial nas oszukac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W koncu odnajdujemy nasz autobus, ale nie ma juz wolnych miejsc. Mowimy wiec, ze mozemy jechac na dachu, zaden problem. Na dachu?!?! Szef autobusu nie moze uwierzyc, ze blade twarze moga, a nawet chca jechac w takich warunkach. Na szczescie w koncu udaje sie go przekonac, zeby nam pozwolil.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy siedzimy juz na gorze, swita mi w glowie pewne podejrzenie… Moze to nie przypadek, ze jestesmy na tym dachu sami... I rzeczywiscie :) Szosa na poludnie okazuje sie w miare rowna i plaska, wiec autobus rozwija czasem nawet zawrotna predkosc 60-70 km/h (przypominam, ze do Siabru jedzie sie ze srednia predkoscia 20km/h ;). Wiekszosc czasu siedzimy wiec w kurtkach i kapturach, ze szczelnie zaslonietymi ustami i nosem. Ale mimo wiatru da sie zjesc, wypic i przespac, wiec wszystko, co do zycia potrzebne, mamy :)&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SegcuGI7HVI/AAAAAAAAARQ/A3-dnc27f3M/s1600-h/Picture+650.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SegcuGI7HVI/AAAAAAAAARQ/A3-dnc27f3M/s320/Picture+650.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5325538137613213010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Jest juz ciemno, gdy dojezdzamy do jakiegos miasta - ok 30 km od Bajrahawy. Tutaj mowia nam, ze mamy zabierac plecaki i opuscic autobus... Zostalo juz tylko 5 osob i nie oplaca im sie jechac dalej... Jesli chcemy, mozemy przesiasc sie za darmo do autobusu, ktory stoi za nami. No to sie przesiadamy. Okazuje sie, ze jest to autobus z Katmandu, ktory mial odjazd 3 godziny po nas… Widocznie ich kierowca ma mniej znajomych po drodzie i rzadziej sie zatrzymywal, zeby sobie pogadac…  W kazdym razie nastepne 30km spedzamy okrutnie scisnieci w przejsciu miedzy siedzeniami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Autobus wyrzuca nas przy jakiejs ruchliwej drodze… Za cholere nie wiemy, gdzie jestesmy, ani gdzie jest granica. Jakis dobry czlowiek lapie nam riksze, tlumaczy riksiarzowi, gdzie nas zawiesc i negocjuje cene. Nastepne 10km pokonujemy wiec dzieki sile ludzkich miesni. Zawsze w takich sytuacjach sie zastanawiam - a co jesli gosc wiezie nas w zupelnie innym kierunku? :) A nalepiej z calej przejazdzki zapamietam riksiarza heroiczne proby dzwonienia dzwonkiem rowerowym na stojace w korku tiry i autobusy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Na granicy tlum francuskich turystow. Celnicy wiec chca sie nas jak najszybciej pozbyc, bez zbednego gadania wbijaja pieczatki i po chwili mozemy wkroczyc do Indii. Nikt sie nie zainteresowal tym, ze nasze wizy wygasly prawie tydzien temu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Po indyjskiej stronie idziemy ulica przed siebie, idziemy i zastanawiamy sie, gdzie moze byc autobus, ktory zawiezie nas dalej. W pewnym momencie dogania nas jakis czlowiek i pyta dokad zmierzamy.  “Do Gorakhpuru”. W odpowiedzi pokazuje nam swiatelka majaczace kilkaset metrow przed nami: “To jest ostatni autobus dzisiaj. Wlasnie odjezdza”. Puszczamy sie wiec biegiem i na szczescie zdazamy. Wydajemy przy tym na bilety nasze ostatnie indyjskie pieniadze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;W Gorakhpurze szybko odnajdujemy dworzec kolejowy i dowiadujemy sie, ze nasz pociag odjezdza juz za godzine. Oznacza to, ze musimy jak najszybciej zdobyc indyjskie rupie. Odnajdujemy bankomat. Niestety nie chce nam wydac pieniedzy... Pytamy jakiegos wasatego faceta, czy gdzies w okolicy sa inne bankomaty. Niestety nie. No coz, zatem trzeba bedzie nocowac na dworcu i od rana szukac kantoru... Ale facet stoi tak, patrzy na nas i… mowi, ze po prostu kupi nam bilety i tyle. Zycie nie przestaje nas zaskakiwac ;) Mozemy jechac dalej!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Jak opisac podroz indyjskim pociagiem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczac nalezy od dworca. W nocy cala hala i wieksza czesc peronow pokryta jest lezacymi ludzmi. Nie sa to bezdomni – to pasazerowie czekajacy na swoje pociagi, ktore zazwyczaj spozniaja sie kilka godzin oraz (chyba przede wszystkim) ludzie pochodzacy z okolicznych wiosek i pracujacy w miescie, ktorych nie stac na wynajecie pokoju.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Segc9Tn5EGI/AAAAAAAAARY/9tOvY7oAEGw/s1600-h/Picture+471.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Segc9Tn5EGI/AAAAAAAAARY/9tOvY7oAEGw/s320/Picture+471.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5325538398930800738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do kolejki do okienka prawie zawsze ktos probuje sie wcisnac. Dla zasady. Czasem wpychaja sie nawet, gdy w kolejce stoi tylko jedna osoba. Zazwyczaj wystarczy na takiego warknac, ewentualnie dac po lapach (ich klasyczna zagrywka to wsadzenie do okienka reki z pieniedzmi) i taki cwaniak sie wycofuje. Niemniej jednak trzeba byc w ciaglej gotowosci do odparcia ataku ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasz dobry duch kupil nam bilety w najnizszej klasie, zwanej tu “general”. Powody byly dwa. Po pierwsze cena (niestety nie pamietam, ale prawdopodobnie byly to 2 dolary za ok 700 km). Po drugie, jest to jedyna klasa, na ktora nie trzeba robic rezerwacji. Po prostu do przedzialow “general” moze wejsc dowolna ilosc pasazerow i to juz ich broszka, jak sie pomieszcza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Smiesznie niska cena i mozliwosc kupienia biletu nawet minute przed odjazdem sprawiaja, ze juz zawsze podrozujemy najnizsza klasa.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Kilka zdjec z wnetrza wagonu:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SegdOEgUN7I/AAAAAAAAARg/hiUTNwFzbs4/s1600-h/IMG_0410.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SegdOEgUN7I/AAAAAAAAARg/hiUTNwFzbs4/s320/IMG_0410.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5325538686930270130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Zawsze gdy sie dalo, pakowalismy sie na gorna polke. Lezy/siedzi/kuli sie w klebek na golych deskach, ale przynajmniej jest wiecej miejsca (co jest o tyle wazne, ze zazwyczaj podrozujemy noca, zeby miec od razu nocleg - wiec fajnie jest moc sie troche przespac). A na dole zdjecia widac, jak dzieci zajmuja siedzania w dwoch rzedach.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Segd0dxEfXI/AAAAAAAAARo/SyVPsX5k_-o/s1600-h/Picture+699.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Segd0dxEfXI/AAAAAAAAARo/SyVPsX5k_-o/s320/Picture+699.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5325539346546457970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Tu widac, ze nie tylko dzieci zajmuja miejsca w dwoch rzedach. Najpierw spal tu tylko jeden mezczyzna. Potem przyszedl kolejny (nie znali sie) i po prostu polozyl sie rownolegle, twarza w twarz, nos w nos. Wtedy tamten trzepnal go w potylice. Wiec przysiadacz przekrecil sie na drugi bok. Objeli sie i zasneli jakby nigdy nic. Potem facet ktory siedzial przy oknie tez postanowil rozlozyc nogi i voila! Nic niezwyklego w indyjskich pociagach&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Segd-mXXiQI/AAAAAAAAARw/lutcOqu0JIQ/s1600-h/Picture+689.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 249px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Segd-mXXiQI/AAAAAAAAARw/lutcOqu0JIQ/s320/Picture+689.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5325539520653265154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Dla wtajemniczonych - niektorzy hindusi lubia uprawiac &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Bokononizm"&gt;boko-maru &lt;/a&gt; na polkach bagazowych ;)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Do Dehli dojezdzamy po 18 godzinach... Takze marzymy tylko o tym, zeby w koncu zdobyc indyjska walute i kupic sobie cos do jedzenia. Pierwszy bankomat nie dziala. Drugi tez nie. Na szczescie w trzecim sie udaje. JEDZENIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dworcowej knajpie spotykamy pare Polakow. Ktorzy maja polska kielbase. Ktorzy daja nam dwa wielkie peta polskiej kielbasy! Ale i tak najfajniejsze bylo pogadanie po polskiemu ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Probujemy dowiedziec sie, jak dostac sie do Daramsali. Wysluchujemy kilku roznych wersji, najbardziej wiarygodna wydaje sie ta, zeby przedostac sie na inny dworzec i tam zlapac bezposredni autobus. Jest noc, ale zawsze warto sprawdzic godzine najblizszego odjazdu. Mimo dosc metnych wskazowek dostajemy sie na miejsce blyskawicznie i bezproblemowo (zaliczajac przy okazji metro), jakby to byla Warszawa a nie kilkunastomilionowe Dehli – normalnie jestesmy z siebie dumni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co sie okazuje na miejscu? Ze autobus odjezdza za kilka minut. Nie moglo byc inaczej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Droga  do Daramsali jest najspokojniejsza czescia podrozy. Po kolejnych 10 godzinach dojezdzamy na miejsce. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2 kraje, 6 srodkow transportu, ponad 1400 kilometrow i 52 godziny non stop w drodze – to lubie :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-4330546101807954440?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/4330546101807954440/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=4330546101807954440' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/4330546101807954440'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/4330546101807954440'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/04/droga-do-daramsali.html' title='Droga do Daramsali'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SegcuGI7HVI/AAAAAAAAARQ/A3-dnc27f3M/s72-c/Picture+650.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-3903751766938172432</id><published>2009-04-13T13:45:00.003+02:00</published><updated>2009-04-13T13:55:11.182+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nepal'/><title type='text'>Katmandu po raz trzeci</title><content type='html'>&lt;strong&gt;01-03.03.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedyne 10 godzin po nepalskich wertepach i jestesmy znowu w wielkim miescie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poprzednio duzo narzekalismy na Katmandu, ale teraz juz jestesmy przyzwyczajeni. Powoli staje sie to “nasze” miasto – mamy juz ulubiony bar, ulubiona kafejke itd. No a poza tym, jak tu nie lubic miasta, gdzie w knajpach nie uswiadczy sie “przebojow lata”, bo wszedzie graja Doorsow, Deep Purple i Boba Dylana... (A i dziwnym trafem, wiekszosc bialych wyglada, jakby sluchala takiej muzyki od urodzenia;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem czytam maile. U znajomych glownie praca i imprezy. Ale niektorzy np zaszli w ciaze... Ha – to jest dopiero przygoda zycia, a nie jakies tam szlajanie sie po Himalajach...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za oknem perkusja i gitary, w glowie refleksyjny nastroj – moglo sie to skonczyc tylko w jeden sposob. Zakladamy czyste ciuchy i uderzamy na miasto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/_G8DCFJ4vr4&amp;hl=en&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/_G8DCFJ4vr4&amp;hl=en&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Mamy 100 pomyslow na to, co robic dalej. W koncu Zuza proponuje, zeby jechac do Daramsali, bo 10-tego marca bedzie tam obchodzona 50 rocznica tybetanskiego powstania. Jestem dosc sceptyczny wobec swiat panstwowych (nawet tybetanskich), ale skoro Zuzannie zalezy, to czemu nie. Wazne zeby byc znowu w drodze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-3903751766938172432?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/3903751766938172432/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=3903751766938172432' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/3903751766938172432'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/3903751766938172432'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/04/katmandu-po-raz-trzeci.html' title='Katmandu po raz trzeci'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-4296266328986788112</id><published>2009-04-13T13:09:00.013+02:00</published><updated>2009-12-02T22:13:11.051+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nepal'/><title type='text'>Ostatnie dni w Siabru</title><content type='html'>&lt;strong&gt;27-28.02.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Buchung tym miedzy innymi rozni sie od 20-latkow z Europy, ze bardzo chetnie bierze udzial w obowiazkach domowych. Wlasciwie to nie traktuje ich jako jakies narzucone obowiazki - robi to co trzeba, bo taka jest po prostu natura rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak wiec swieta swietami, Losar Losarem, ale jak trzeba przyniesc drewno, to sie je przynosi. Idziemy wiec niezly kawal pod gore (do “Jungle”, jak to mowi chlopak), gdzie znajduje sie zrodlo nadajacego sie na opal drewna. Zuza tez idzie z nami, ale po malej klotni z Buchungiem, ktory kazal zostac w domu, bo w “jungle” jest zbyt niebezpiecznie dla kobiety. Oczywiscie jedynym niebezpieczenstwem okazuja sie badyle, przez ktore trzeba sie przez chwile przedzierac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Noszenie drewna ciezka robota nie jest, ale pod warunkiem, ze utrzymuje sie caly ciezar na ramionach, a nie na opasce zalozonej na czolo :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem Buchung mowi, ze zdobylem szacunek wioskowych mezczyzn tachajac drewno na nepalska modle... Nie wiem czy to prawda, ale polubilem ta robote ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SeMg7ZNGWZI/AAAAAAAAAQY/i7ynA8WZ4zs/s1600-h/Picture+313.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SeMg7ZNGWZI/AAAAAAAAAQY/i7ynA8WZ4zs/s320/Picture+313.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5324135389232257426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Przodownik pracy maszerujacy pod gorke (trzeba zachowac idealnie stabilna postawe, bo inaczej kosz sie przechyli, a drewno wysypie)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SeMhOpNUnCI/AAAAAAAAAQg/1pvYew_NhbI/s1600-h/Picture+320.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SeMhOpNUnCI/AAAAAAAAAQg/1pvYew_NhbI/s320/Picture+320.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5324135719945673762" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Przodownik pracy maszerujacy z gorki.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SeMhkQUsBZI/AAAAAAAAAQo/-Hoao__VmyA/s1600-h/IMG_0206.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SeMhkQUsBZI/AAAAAAAAAQo/-Hoao__VmyA/s320/IMG_0206.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5324136091222803858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;I przodownik pracy na fajrancie ;)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;27 lutego mija waznosc naszej wizy. Czyli dzisiaj powinnismy opuszczac granice kraju. Za kazdy dzien zwloki placi sie kilka dolarow. Ale co z tym zrobimy, bedziemy martwic sie pozniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swita mi w glowie pomysl, zeby zostac w Siabru i “spolecznie” uczyc tu angielskiego (inne pomysly, co by tu mozna pozytecznego zrobic, tez switaja, jednak angielski wydaje sie najwazniejszy). Ale Buchung  wybija mi to z glowy. Mowi, ze ludzie tutaj w ogole nie sa zainteresowani nauka, ze on od dawna probuje angielskiego uczyc (na jednej lekcji nawet bylismy razem), lecz najczesciej nikt nie ma czasu – zawsze znajda sie jakies wazniejsze rzeczy do zrobienia w obejsciu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale i tak jestem na tyle zakochany w Nepalu i mieszkancach tutejszych gor, ze potrzeba zrobienia tu czegos dobrego mnie nie opuszcza. Moze kiedys w przyszlosci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;I na konec Buchung prawie wszystko psuje. Zaczyna prosic o pieniadze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Nepalu bardzo szeroko rozpowszechniona jest idea sponsoringu. Nauka, szczegolnie studia czy szkoly zawodowe, sa bardzo drogie i niewiele rodzin stac na zapewnienie edukacji chocby jednemu dziecku. W zwiazku z tym dosc powszechna praktyka jest, ze za szkole placi ktos z zachodu (czasem osobiscie, a czasem przez jakas fundacje).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety chlopak nie poprzestaje na prostej prosbie, tylko zaczyna snuc dlugie i tragiczne opowiesci, strasznie przy tym krecac, co z czasem wprawia nas w zazenowanie. Raz mowi, ze bardzo chcialby kontynuowac nauke w Katmandu, wiec potrzebuje na to pieniedzy. Innym razem, ze nie moze opuscic Siabru, bo musi sie opiekowac ciotka, a tu nie ma szans na znalezienie pracy, wiec tym bardziej potrzebuje pieniedzy. I tak dalej – nie ma sensu wszystkiego przytaczac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oboje z Zuza staramy sie zrozumiec chlopaka – raz ze tu jest naprawde biednie, dwa ze “sponsoring” jest w Nepalu czyms normalnym, trzy ze w tutejszej kulturze takie blagalne prosby nie sa czyms upokarzajacym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemniej jednak pewien niesmak zostaje – zaczynamy sie zastanawiac, na ile przyjazn wszystkich dookola byla szczera, a na ile wykalkulowana na zdobycie zrodla utrzymania...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szybko jednak dochodze do wniosku, ze byla szczera, a Buchung po prostu mial chwile slabosci :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic mu nie obiecalem, a jak bedzie – zobaczymy (poki co sam musze znalezc prace po powrocie do Warszawy ;) .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Nadchodzi ostatni wieczor. Kilka osob przychodzi nas pozegnac i zalozyc Kadaki na droge. Ciotka wrecza nam prezenty, a raczej zawiazuje nam je na szyi – otrzymalismy wisiorki na szczescie. Po chwili znika za drzwiami i wraca z drugim prezentem – swoja torba... Piekna, niepowtarzalana, recznie robiona, niezniszczalna i absolutnie perfekcyjna nepalska torba na ramie (innymi slowy, tysiac razy lepsza, niz ta jaka chcialem kupic sobie w Katmandu). Sie cieszymy, ale ciotce cos nie gra - przeciez nas jest dwoje, a torba jedna. Chwile sie zastanawia i przynosi druga, troszke juz sfatygowana, ale rownie wspaniala. Problem polega na tym, ze wiecej toreb Ciotka chyba nie posiada... Zaczynamy sie wiec bronic, ze nie moze oddac swojej ostatniej torby, bo przeciez uzywa jej na co dzien. “A co, wy nie bedziecie uzywac?” – po swojemy sprawe ucina Buchung.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SeMiSJTzdfI/AAAAAAAAAQw/yGcBMrMqyX8/s1600-h/IMG_0315.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SeMiSJTzdfI/AAAAAAAAAQw/yGcBMrMqyX8/s320/IMG_0315.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5324136879614031346" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SeMihVfYyII/AAAAAAAAAQ4/Lykn0gX_E1g/s1600-h/Picture+407.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SeMihVfYyII/AAAAAAAAAQ4/Lykn0gX_E1g/s320/Picture+407.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5324137140581877890" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Bedzie mi troche brakowac tego miejsca. Ryzu z zupa z soczewicy na kazdy obiad i kolacje. Codziennego zagrzebywania sie w koce na podlodze i uciszania kury, ktora spi w pudelku obok. Tych wszystkich wesolo-smutnych Tybetanczykow. Siadania u nich w kuchni na podlodze, picia slonej herbaty i nic-nie-mowienia. No i gor na wyciagniecie reki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale nie jest mi smutno. Jestem raczej podekscytowany tym, co czeka nas dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O swicie przywiazujemy kadaki do mostu i ruszamy w droge.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SeMiuIJ-PiI/AAAAAAAAARA/swnM7YsMuIs/s1600-h/Picture+399.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SeMiuIJ-PiI/AAAAAAAAARA/swnM7YsMuIs/s320/Picture+399.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5324137360340696610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Zuzanny ostatnie spojrzenie na Siabru.&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-4296266328986788112?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/4296266328986788112/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=4296266328986788112' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/4296266328986788112'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/4296266328986788112'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/04/ostatnie-dni-w-siabru.html' title='Ostatnie dni w Siabru'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SeMg7ZNGWZI/AAAAAAAAAQY/i7ynA8WZ4zs/s72-c/Picture+313.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-8272499133245642034</id><published>2009-04-10T13:17:00.019+02:00</published><updated>2009-04-10T15:25:56.448+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nepal'/><title type='text'>Losar</title><content type='html'>&lt;em&gt;Jesli nie chcesz czytac nowych opowiesci od konca:&lt;br /&gt;- przenies sie do&lt;a href="http://traveliada.blogspot.com/2009/04/witam.html"&gt;pierwszego z nowych wpisow&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;- przenies sie do &lt;a href="http://traveliada.blogspot.com/2009/04/autobus-do-siabru.html"&gt;pierwszego z dzisiejszej porcji wpisow&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;(dla mniej zaawansowanych: potem trzeba kliknac "nowszy post" na dole)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;25-26.02.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzis Losar. “Happy day”, na ktory wszyscy od dawna czekali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wstajemy skoro swit (czyli jak zawsze w Siabru) i z Buchungiem i Akashem ustawiamy przed domem maszt z nowiutkimi flagami modlitewnymi. Potem jemy na sniadanie wypieki, ktore byly przygotowywane przez ostatnie 2 tygodnie (ciotka ma wielgachny, conajmniej metrowej wysokosci kosz z tymi ciastkami – starczy na jeszcze wiele tygodni). Potem czas na blogoslawienstwo. Buchung, jako pan domu, rozpala kadzidlo, moczy patyczek w nimbu (domowe piwo) i trzymajac go nad kadzidlem odmawia modlitwe. Potem wciera wszystki maslo we wlosy, bierze make i wsypuje nam ja w usta oraz obsypuje ramiona. Potem obsypujemy flagi modlitwne, wykrzykujac na caly glos “Sooooo so!” (podobno nieprzetlumaczalne) oraz "Taszi Delek!" (tybetanskie powitanie). Jest to sygnal dla pozostalych mieszkancow, ze moga rozpoczynac ceremonie – nasz dom jest pierwszy w wiosce, z czego Buchung jest skrycie bardzo dumny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiamy sie, ile w tym wszystkim buddyzmu, a ile poganstwa. W kazdym razie jest to ostatni religijny rytual tego dnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Teraz nastepuje rytual odwiedzania sie nawzajem, jedzenia sziro i solmy, picia herbaty i rakszi oraz niekonczacych sie smiechow i rozmow.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd8wF2An_kI/AAAAAAAAAO4/qVYPjvMkpd0/s1600-h/Picture+155.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd8wF2An_kI/AAAAAAAAAO4/qVYPjvMkpd0/s320/Picture+155.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323026161530830402" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Zuza w stroju galowym.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd8wabVJBII/AAAAAAAAAPA/QcV04C40hV4/s1600-h/Picture+181.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd8wabVJBII/AAAAAAAAAPA/QcV04C40hV4/s320/Picture+181.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323026515146376322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Ciotka i Buchung&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd8wub8VXBI/AAAAAAAAAPI/RIuHpY8VgXo/s1600-h/IMG_0357.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd8wub8VXBI/AAAAAAAAAPI/RIuHpY8VgXo/s320/IMG_0357.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323026858908146706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Dolma z synkiem&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd8w-9nbiEI/AAAAAAAAAPQ/88zS9Pmis9M/s1600-h/IMG_4268.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd8w-9nbiEI/AAAAAAAAAPQ/88zS9Pmis9M/s320/IMG_4268.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323027142825183298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Miejscowy dresik ;)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd8zt9cSNvI/AAAAAAAAAPY/0giFNop7Z_8/s1600-h/IMG_4287.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd8zt9cSNvI/AAAAAAAAAPY/0giFNop7Z_8/s320/IMG_4287.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323030149255542514" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Miejscowa dzieciarnia.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd81LIFZWAI/AAAAAAAAAPo/4XSvU-jeaCM/s1600-h/IMG_0126.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd81LIFZWAI/AAAAAAAAAPo/4XSvU-jeaCM/s320/IMG_0126.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323031749840164866" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;I miejscowa uliczka (glowna i jedyna)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;I znow radosc przeplata sie ze smutkiem, jak kolorowe sznurki w dlugasnych warkoczach tybetanek ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla Wujka przezycie pierwszego Losaru bez zony okazalo zadaniem ponad miare. Pije rakszi na potege. Pijanych osob napotykamy tylko kilka, ale prawie wszystkie z nich rozpaczaly z powodu braku kogos z bliskich. Dla jednej z kobiet skonczylo sie to tragicznie. Dostala wylewu i lezy w stanie krytycznym. Nimu Sambo (lama, maz Dolmy) i wiele innych osob spedzaja dlugie godziny na modlitwach przy lozku chorej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zuza natomiast rozdarta jest miedzy checia sprobowania jak najwiekszej ilosci losarowych smakolykow (i nie sprawienia przykrosci kucharkom ;), a zadbaniem o spokoj zoladka, ktory juz od tygodnia robi wszystko, by uprzykrzyc jej zycie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;“Sometimes happy, sometimes sad”, jak ciagle powtarza Buchung.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;W drugi dzien Losaru urzadzamy piknik. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Umawiamy sie, ze tym razem gotujemy my i ze przygotujemy “polski obiad”. Co jest zadaniem dosc trudnym, bo w Nepalu raczej nie uswiadczy sie polskich warzyw czy przypraw. Stawiamy wiec na ryz z sosem pomidorowo-czosnkowo-cebulowym oraz ziemniaki pieczone w ognisku z sola tudziez pasta pomidorowo-czosnkowo-cebulowa...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ziemniaki okazuja sie dla nas prawdziwym niebem w gebie, podroza w glab dziecinstwa i mistycznym kontaktem z dziedzictwem przodkow ;) Nasi goscie za to z wielkim zdziwieniem patrza, jak my mozemy jesc takie “brudne” ziemniaki... (za to w ogole nie przeszkadza im ani jedzenie brudnymi rekoma, ani jesli cos upadlo na ziemie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec Buchung mowi, zebysmy zapytali wszystkich, czy sa zadowoleni z pikniku... Hmm... troche to dziwne tak nachalnie sie dopytywac. No ale pytamy. Wszyscy tylko na to czekali i ze smiechem odpowiedaja, ze bylo fantastycznie. Okazuje sie, ze tak samemu wyrywac sie z komplementami byloby niegrzecznie ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd81qu0_bAI/AAAAAAAAAPw/RWISvzGec1Q/s1600-h/IMG_0032.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd81qu0_bAI/AAAAAAAAAPw/RWISvzGec1Q/s320/IMG_0032.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323032292816284674" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Najpierw trzeba zbudowac domek ze slomy, zeby sie mozna bylo w cieniu skryc... Zwroccie uwage na piers Akasha, na ktorej dumnie husta sie olbrzymi krzyz. Akash bowiem jest chrzescijaninem i mozna wolac na niego takze "Timode", czyli Tymoteusz.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd82q5ZGJNI/AAAAAAAAAP4/SyReVg8B7mE/s1600-h/IMG_0042.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd82q5ZGJNI/AAAAAAAAAP4/SyReVg8B7mE/s320/IMG_0042.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323033395163702482" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Wzorowy podzial obowiazkow: Zuza pichci zupe, Mlody sieka czosnek, a ja zabawiam panie ;) Nawiasem mowiac, nie ma tu scislego podzialu na prace meskie i kobiece - po prostu jak jest cos do zrobienia, to bierze sie za to ten, kto akurat jest blizej albo ma czas. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd83r6hW3kI/AAAAAAAAAQA/rYOFBDzjBJ4/s1600-h/IMG_0044.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd83r6hW3kI/AAAAAAAAAQA/rYOFBDzjBJ4/s320/IMG_0044.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323034512158285378" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Buchung, jako gospodarz, gotow byl o kazdej porze dnia i nocy podac nam herbate. Ale dzis to my jestesmy gospodarzami. Chlopak zazyczyl wiec sobie, aby teraz (zaraz!) Zuza podala mu cos do picia :) Na zdjeciu Buchung z wladcza mina czeka, az bedzie mogl ponazekac, ze herbata za malo slodka, ja probuje sie nie smiac z calej sytuacji, Akash skumac o co chodzi, a poza kadrem, cicho przeklinajac, Zuza potulnie bierze sie za robote ;)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Wieczorem siedzimy w mojej ulubionej kuchni, czyli u Dolmy. Dolma postanowila zrobic nam przyjemnosc i zaserwowala swoja wlasna wersje ziemniakow w mundurkach i pasty pomidorowej. Coz, jest lepsza :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uczymy ich grac w anse-kabanse-flore (pamietacie to z przedszkola?) – niesamowite, jaka dorosli ludzie moga miec frajde z takiej zabawy (najbardziej uchachana jest Ciotka).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem dowiaduje sie, ze moje imie jest dla nich za trudne i miedzy soba nazywaja mnie “Kisior”. Pytam co to znaczy. Niemilosiernie placza sie w zeznaniach (byc moze trudno sie tlumaczy pokladajac sie ze smiechu...), w koncu wychodzi na to, ze to chyba wedrowny swiety dziad-zebrak – sie im najwyrazniej przez moja brode skojarzylo :)&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd85Y3dq-0I/AAAAAAAAAQI/-0R3AqZrm3E/s1600-h/IMG_0304.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd85Y3dq-0I/AAAAAAAAAQI/-0R3AqZrm3E/s320/IMG_0304.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323036383943260994" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd86BEQT3sI/AAAAAAAAAQQ/97J5V_HbbkE/s1600-h/IMG_0310.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd86BEQT3sI/AAAAAAAAAQQ/97J5V_HbbkE/s320/IMG_0310.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323037074571648706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Wracamy do domu juz w nocy. Jest wiec zupelnie ciemno – swieci tylko ksiezyc i nasze latarki. Nagle widzimy na dachu, od strony okna, jakis ruch. Po chwili zeskakuje stamtad czlowiek, rozwala przy tym ogrodzenie od ogrodka i staje kolo nas. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ewidentnie wyglada na zlodzieja, ale Buchung mowi, zeby sie nie przejmowac i isc do domu, w ogole jakby go to nie ruszylo. Nie potrafimy tego zrozumiec – wg nas trzeba cos zrobic, najlepiej przegonic go do diabla. A co robi Buchung? Zaprasza go do domu i sadza na lozku. Zupelnie nie rozumiemy o co chodzi. Moze to w ogole nie byl zlodziej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Buchung zadaje mu kilka pytan, a potem siedzimy w ciszy... Przez pol godziny. Twarz naszego chlopaka nie wyraza zadnych uczuc, ale dlonie trzesa mu sie ze zdenerwowania. Bieze ksiazke, zeby zajac czyms rece, ale po chwili upada mu na podloge. W koncu mowi gosciowi, zeby wyszedl. Gdy zamykaja sie drzwi, pada na lozko ciezko dyszac i uspokaja sie jeszcze dlugie minuty...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co sie stalo?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Buchung wykombinowal sobie tak: zaprosi zlodzieja do domu, zeby sie z nim zaznajomic, bo znajomych sie nie napada... Poza tym, teraz zna jego imie, widzial jego twarz, wiec w razie czego bedzie wiedzial kogo szukac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem pokazuje nam blizny, ktore zostaly mu po spotkaniu ze zlodziejem rok wczesniej...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-8272499133245642034?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/8272499133245642034/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=8272499133245642034' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/8272499133245642034'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/8272499133245642034'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/04/losar.html' title='Losar'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd8wF2An_kI/AAAAAAAAAO4/qVYPjvMkpd0/s72-c/Picture+155.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-7381844444562565607</id><published>2009-04-10T12:59:00.005+02:00</published><updated>2009-04-10T13:16:13.082+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nepal'/><title type='text'>Autobus do Siabru</title><content type='html'>&lt;strong&gt;24.02.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poprzedniego dnia nie bylo autobusu, wiec dzisiejszy jest wypchany po brzegi. Na szczescie udaje mi sie wspiac na dach dosyc szybko i zajac w miare dobre miejsca – mozemy siedziec na swoich plecakach. Jedziemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd8oqxRXkII/AAAAAAAAAOY/EaOGKtiwJdk/s1600-h/IMG_0346.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd8oqxRXkII/AAAAAAAAAOY/EaOGKtiwJdk/s320/IMG_0346.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323017999821017218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Jedno z tych zdjec, ktore nawet w 1% nie oddaja tego, jak piekna jest ta trasa.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wyglada taka jazda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na poczatku naliczylismy na dachu 21 osob i wydalo nam sie to szczytem mozliwosci zaladunkowych pojazdu. Pod koniec jednak jechalo juz ponad 30 osob, razem z bagazami oczywiscie. Oznacza to nie tylko, ze jest ciasno, ale takze ze co chwila ktos cie lapie za noge, kolano, ramie itd, zeby nie wypasc na zakretach. Udaje mi sie wywalczyc dosc stabilna pozycje (z nogami za barierka i tylkiem zaklinowanym miedzy plecakiem a wielkim kartonem z telewizorem), wiec spedzam wiekszosc z tych 10 godzin, scisniety jak pomidor, jako podporka dla innych - z Zuza uczepiona prawego ramienia, pewna Belgijka uczepiona lewej nogi i pewnym Nepalczykiem uczepionym najrozniejszych czesci ciala, w zaleznosci od aktualnej konfiguracji pasazerow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zuza zastanawia sie, czy rozne meskie dlonie na jej kolanie, to na pewno tylko potrzeba bezpiecznej stabilizacji, ale dochodzimy do wniosku, ze tak :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka razy, gdy mijamy posterunek policji/wojska, kaza nam schodzic z dachu (wychodzi na to, ze taka jazda jest niezgodna z przepisami). Potem trzeba sie strasznie spieszyc z powrotem, zeby nikt nie wpakowal sie na nasze miejsca. Po pierwszym takim pospiesznym powrocie siadam z rozpedu na naszej torbie z bananami... Za drugim razem wiec sie wycwaniamy i zostajemy na gorze, lezac plackiem, przykryci skrzetnie roznymi kurtkami, torbami i plecakami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co jakis czas przychodzi na gore facet od zbierania pieniedzy za bilety. Wchodzi tylko w czasie jazdy. Wychyla sie przez drzwi kolo kierowcy, wspina na drabinke i obchodzi autobus dookola, nogi stawiajac na waskim parapecie (ktory znajduje sie nad oknami), jedna reka lapiac sie pasazerow (za co mu akurat wygodniej), a w drugiej trzymajac pieniadze. Nie ma trzeciej reki, zeby te pieniadze odbierac, ale jakos mu sie ta sztuka udaje. No a w tym samym czasie, zaraz za jego plecami, kilkaset metrow przepasci...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z archiwum Zuzanny:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd8pONxDxzI/AAAAAAAAAOg/_rktyevdOY0/s1600-h/Picture+065.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd8pONxDxzI/AAAAAAAAAOg/_rktyevdOY0/s320/Picture+065.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323018608765552434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd8pirmimNI/AAAAAAAAAOo/IMZu6VYaD5g/s1600-h/Picture+066.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd8pirmimNI/AAAAAAAAAOo/IMZu6VYaD5g/s320/Picture+066.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323018960371882194" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd8qWZ2NnKI/AAAAAAAAAOw/tIHJt51H4jA/s1600-h/Picture+053.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd8qWZ2NnKI/AAAAAAAAAOw/tIHJt51H4jA/s320/Picture+053.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323019848958975138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Poznym popoludniem pukamy do domu. “Namaste!” – krzycze. “Namaste...” odpowiada automatycznie oniemialy Buchung. Chyba rzeczywiscie nam nie wierzyli, ze wrocimy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;A wieczorem, wraz z Losarem, nadchodzi ulewa – noworoczny prezent od Niebios dla bogobojnych mieszkancow doliny Langtang.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-7381844444562565607?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/7381844444562565607/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=7381844444562565607' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/7381844444562565607'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/7381844444562565607'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/04/autobus-do-siabru.html' title='Autobus do Siabru'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sd8oqxRXkII/AAAAAAAAAOY/EaOGKtiwJdk/s72-c/IMG_0346.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-1108356292463470095</id><published>2009-04-06T13:38:00.005+02:00</published><updated>2009-04-10T15:16:21.757+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nepal'/><title type='text'>Powrot do Katmandu</title><content type='html'>&lt;strong&gt;21-23.02.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jazda autobusem do Katmandu oznacza przejechanie ok 140 km w ok 10 godzin... W srodku tak trzesie, ze postanawiam, ze to moja ostatnia podroz wewnatrz, nastepnym razem jade na dachu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powrot do stolicy okazuje sie jak uderzenie mlotkiem miedzy oczy. Tlok, zgielk, zagadujacy sprzedawcy na ulicach oraz niespotykana przez nas nigdzie dotad liczba bialych turystow (powoli zaczyna sie sezon) sa dla nas prawdziwym szokiem. Choc przeciez nic (poza bialymi turystami) sie przeciez od poprzedniego razu nie zmienilo. Po prostu wtedy porownywalismy miasto z Pakistanem i Indiami, a teraz z Dolina Langtang i Siabru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moze to dobru moment, by opisac ruch uliczny w Nepalu (podobnie jest zreszta w Indiach, Pakistanie i Iranie).  Otoz jedynym przepisem, ktorego w miare powszechnie sie przestrzega jest ruch lewostronny (ale jesli ktos jedzie prawym pasem, po prostu wymija sie go z drugiej strony – nikt nie robi z tego powodu problemu). Przejscie na druga strone ulicy to sport juz kompletnie bez zadnych regul, liczy sie spryt i refleks - samochody nie zatrzymuja sie na widok pieszych, nawet na pasach. Gdy tak manewruje sie wsrod pedzacych aut, sytuacja wydaje sie na poczatku tak nierealna, ze ma sie wrazenie uczestnictwa w grze komputerowej (i posiadanie 3 zyc;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz jednak jestesmy juz przyzyczajeni i meczy nas jedynie nieustanny halas ulicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Halas jest generowany glownie przez klaksony (oraz dzwonki, trabki, wielgachne syreny wygrywajace proste melodie albo skromne “prykawki” zrobione z opakowan po szamponie). Bowiem w sytuacji, gdy nie ma regul, trzeba je negocjowac na bierzaco, za pomoca klaksonu wlasnie. Gdy to zrozumialem, przestalo mnie irytowac, ze ciagle ktos na mnie trabi (tutaj prawie nie ma chodnikow – wszyscy chodza po ulicy), traktuje to po prostu jako uprzejme poinformowanie, ze ktos ma mnie zamiar minac. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Samochody, szczegolnie ciezarowe, napisane maja na karoserii “Blow Horn”, co mozna przetlumaczyc jako “Trab ile wlezie” – wygodniej jest, jesli informuje sie o swojej obecnosci na drodze dzwiekiem, niz zeby kazdy musial ciagle patrzyc na boki i w lusterka i kontrolowac sytuacje ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktos mnie pyta w mailu, czy kobiety nepalskie to ladne sa... Otoz w nepalu jest tak ajk wszedzie – sa ladne i brzydkie ;) Ale gdybym musial generalizowac, to bym powiedzial tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W takim Iranie kobiety kusza swoimi wielkimi, czarnymi oczami, w pierwszym momencie wydaja sie niezwykle piekne, ale jesli przyjrzec sie blizej, to czesto okazuja sie kanciaste, pulchne, rozlazle i bez wyrazu. Natomiast Nepalki na pierwszy rzut oka wydaja sie bardzo niepozorne, skromne i nieciekawe,  lecz jesli przyjrzec sie blizej, dostrzega sie, ze maja bardzo delikatne, subtelne rysy i, szczegolnie gdy sie usmiechna, okazuja sie po prostu sliczne.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wole typ nepalski ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam straszne parcie na czekolade. Kupuje snickersa (normalna czekolada jest tu 2-3 razy drozsza niz w Polsce). Niestety okazuje sie taki, jak wszystkie “zachodnie", czy po prostu pakowane, produkty spozywcze w Nepalu – jest nedzna podrobka tego co znamy z Europy. Snickers nie smakuje jak snickers, kit-kat nie smakuje jak kit-kat, fanta smakuje jakby byla rozwodniona, a dzemy to rzadka galaretka z przerazliwa iloscia substancji slodzacych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dowiaduje sie, ze sprawy, ktore kazaly mi wracac w kwietniu moga poczekac kilka miesiecy dluzej. Niespiesznie zaczynam sie zastanawiac, co to moze zmienic w moim zyciu ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;23 lutego Hinduisci obchodza Shivaratri. Czytam w internecie hinduska przypowiesc: "Guru pyta wiesniaka: Jak spedziles Shivaratri? - Gralem caly dzien i cala noc w karty - To bardzo dobrze i bardzo poboznie spedziles Shivaratri dobry czlowieku, albowiem tego dnia trzeba sie radowac i zapomniec o codziennych klopotach". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W praktyce Shivaratri oznacza masowe odwiedziny swiatyn i masowe palenie haszyszu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idziemy nad rzeke, gdzie na dosc duzym obszarze znajduje sie glowny kompleks swiatynny. Zuza idzie kolo poludnia z poznanymi tu Niemcami, a ja mam do nich dolaczyc pozniej, ale oczywiscie nie udaje nam sie spotkac. Moje swietowanie konczy sie po jakiejs godzinie. Mam tak dosc dzikiego tlumu, ze wracam do hotelu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyklad dzialania najaranego motlochu:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ogrodzeniu sa dwie furtki. Normalnie ludzie jedna by wchodzili, a druga wychodzili. Ale nie. W Shivaratri wszyscy wchodza i wychodza obydwoma. Jednoczesnie. Jedna fala ludzka zderza sie z druga i trwa normalna bojka – na piesci, lokcie, kopniaki. Co jakis czas interweniuja policjanci. Jak? Nie, nie staraja sie uspokoic tlumu i skierowac jednych do jednej furtki, a drugich do drugiej. Po prostu chwytaja mocniej za swoje bambusowe kije i raz brutalnie przepychaja wchodzacych, a raz wychodzacych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ogole sluzby mundurowe w Nepalu (Indiach takze) to ciekawy przypadek. Rodzajow sluzb jest od groma, a kazda ma piekny, ozdobny mundur (to odwrotnie niz w Pakistanie, gdzie najczesciej widziana przez nas oznaka policyjna byl pas z wielka klamra – dlatego nigdy nie bylo wiadomo, co to za gosc z karabinem na przeciwko ciebie...;). Zabawnie to kontrastuje z ich wyposazeniem, bowiem najczesciej go po prostu nie ma, ewentualnie maja kij bambusowy. Czasem dzierza bron dluga (krotkiej nie widzialem) – zdazaja sie kalasznikowy, albo jakies dziwne wynalazki z wielkim obrotowym magazynkiem, czesciej jednak sa to jednostrzalowe karabiny rodem z pierwszej polowy XX wieku albo zwykle strzelby mysliwskie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego samego dnia Wojtek ma samolot powrotny. Nasluchawszy sie opowiesci o naspawanych taksowkarzach, ktorzy nie widza, gdzie jada (tzn normalnie widza, ale dzis jest Shivaratri!), jedzie na lotnisko az 5 godzin przed odlotem. Oczywiscie dojezdza normalnie. Ale potem dostajemy smsa: “Dobrze ze pojechalem wczesniej. Samolot nie byl o 17., tylko o 13...”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A my nastepnego dnia tez wracamy. Do Siabru.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-1108356292463470095?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/1108356292463470095/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=1108356292463470095' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/1108356292463470095'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/1108356292463470095'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/04/powrot-do-katmandu.html' title='Powrot do Katmandu'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-5670019906509985962</id><published>2009-04-06T12:44:00.013+02:00</published><updated>2009-04-12T11:49:44.511+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nepal'/><title type='text'>Nadal w Tybetanskiej rodzinie, juz wszyscy razem</title><content type='html'>&lt;strong&gt;18-20.02.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem idziemy znow na skaly, przywitac Zuze i Wojtka. Nikt jednak nie nadchodzi. W koncu, gdy juz wstajemy i chcemy wracac, po drugiej stronie doliny zaczynaja majaczyc znajome sylwetki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Buchung rzuca sie pedem do przodu, ale w druga strone niz jest most... A co tam, biegne za nim. Przedzieramy sie przez trawy, krzaki i nagle dopadamy do miejsca, gdzie rzeka zawalona jest wielkimi glazami. Buchung w pelnym pedzie wskakuje na nie i chce sie w ten sposob przedostac na druga strone. No a ja za nim... Normalnie, gdybym zobaczyl, ze nastepna skala jest poltora metra nizej, dzieli mnie od niej metr przepasci, a 3 metry nizej szumi rzeka, to bym zawrocil, ale w tym pedzie nie bardzo mam kiedy i po prostu skacze. I tak kilka razy. Dobrze, ze Buchung jest kumaty i raz w odpowiednim czasie sie odwrocil i zlapal mnie za reke :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kazdym razie fajnie bylo sie znowu spotkac i to cale 5 minut wczesniej, niz gdybysmy przeszli powoli przez most.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciotka przyjmuje ich w domu, jak dawno nie widziana rodzine – mowi “No, to teraz wszystkie dzieci w komplecie” (przynajmniej wg Buchunga). A oto Ciotka w pelnej krasie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdne0yAZ5mI/AAAAAAAAANg/gLBKgu1gpvs/s1600-h/IMG_4303.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdne0yAZ5mI/AAAAAAAAANg/gLBKgu1gpvs/s320/IMG_4303.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5321529433072985698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Kobiety w Nepalu czesza sie publicznie, najczesciej na ulicy przed domem. Publicznie sie tez myja, szczegolnie wlosy. Natomiast mezczyzni, jesli chca sie umyc (raczej nie zdarza sie to czesto), szukaja jakiegos miejsca odosobnienia. No chyba ze chodzi o mycie zebow - na mycie zebow wychodzi sie na zewnatrz niezaleznie od plci (nie tylko w Siabru, w Katmandu takze jest to czesty widok).&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem idziemy do domu Wujka, do ktorego przeniosla sie fabryka ciastek. Dowiadujemy sie, ze od smierci zony Wujek cierpi na straszne bole zoladka i w ogole nie moze jesc. I prosi nas o lekarstwa (bo wiadomo – europejczycy maja lekarstwo na wszystko...). Na 100% jestesmy przekonani, ze to reakcja psychosomatyczna (zona umarla na raka ktoregos z narzadow w okolicy brzucha) z jednej strony, a z drugiej – efekt ostrego naduzywania rakszi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dajemy mu wiec wegiel i mieszanke soli mineralnych na odwodnienie, mowiac ze to na pewno pomoze, jesli tylko nie bedzie pil rakszi... Zuza naprawde niezle sie wczuwa w role pielegniarki ;)&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SdnmpjnBxdI/AAAAAAAAAOA/MRrHaFFSPDk/s1600-h/IMG_4300.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SdnmpjnBxdI/AAAAAAAAAOA/MRrHaFFSPDk/s320/IMG_4300.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5321538036322911698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Wujek drugi od lewej&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W nocy okazuje sie, ze jednak nie mam zelaznego zoladka. Oddaje naturze cale wczorajsze pozywienie wszystkimi mozliwymi drogami. W dodatku zabraklo papieru toaletowego i musze przerzucic sie na system azjatycki, tzn korzystac z kubelka z lodowata woda stojacego w kazdej toalecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wlasciwie to biorac pod uwage, ze przez cala droge jadlem praktycznie wszystko, wliczajac w to zarcie z przydroznych straganow (tylko wode pijemy zawsze butelkowana, albo odkazona chlorem), a rece mylem z rzadka, bo i rzadko byla mozliwosc, to i tak niezle, ze dopadlo mnie dopiero teraz (pewnie po kilkunastu kubkach wczorajszej rakszi pomieszanej z herbata z mlekiem...).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem probuje powiedziec po tybetansku “dobry wieczor”. Podobno wyszlo mi “I am toilet-man”. No to nie dziwie sie im, ze prawie popekali ze smiechu... :)&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SdnhII0F7pI/AAAAAAAAANo/H7vBizegW2E/s1600-h/IMG_4302.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SdnhII0F7pI/AAAAAAAAANo/H7vBizegW2E/s320/IMG_4302.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5321531964636130962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Na tym zdjeciu najwazniejszy jest podziw na twarzy Wojtka. Gdy pil to samo lekarstwo kilka dni wczesniej, w polowie prawie zwymiotowal.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepny dzien spedzamy na probach dowiedzenia sie, co sie dzieje z autobusem do Kathmandu . Przypadek autobusu jest typowy dla Nepalu. Nikt nic nie wie, ale kazdy udaje ze wie. Dzis i jutro slyszymy m.in, ze autobusu nie ma bo sa strajki, bo zepsul sie na wybojach i musza go naprawic, bo zepsul sie na przejechanym czlowieku i musza go naprawic, bo jakis zupelnie inny autobus przejechal czlowieka i policja zakazala jazdy wszystkim nepalskim autobusom, dopoki nie sprawdzxa stanu technicznego wszystkich nepalskich autobusow, ze bedzie dzisiaj tylko pozniej, ze bedzie jutro rano, ze nie nie bedzie go przez kilka dni... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takze mozna tylko czekac, co oczywiscie robimy. Np na sianie:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdnh6IruwRI/AAAAAAAAANw/RaFrPyvDSGQ/s1600-h/IMG_4309.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdnh6IruwRI/AAAAAAAAANw/RaFrPyvDSGQ/s320/IMG_4309.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5321532823594516754" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Im dluzej czekamy, tym czesciej... rozmawiamy o polskim jedzeniu. Mozemy robic to bez konca. Kazde z nas potrafi sie dlugie minuty, a czasem kwadranse zamyslic nad schabowym/sernikiem/kanapkami z serem itp itd... :) Ale jak przez ponad tydzien jadlo sie codziennie kaszke z miodem i zupy w proszku, a potem prawie tylko ryz w roznych postaciach, to nie ma sie czemu dziwic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Razu pewnego kupujemy kurczaka. Buchung sieka go maczetopodobnym nozem na drobna kostke. W calosci. Nie ma mowy o oddzielaniu piersi, udek  itd. No i potem jemy... Czastki kurczaka skladaja sie w 80% z chrzastek, kosci, skory i tluszczu. Poprzestaje na wydlubaniu miesa, no i niegrzecznie zostawiam kupke niedojedzonych chrzastek na talerzu. Co na to Buchung? Pyta czy juz skonczylem. Gdy upewnil sie, ze tak, po prostu lapie te resztki i zaczyna po kolei chrupac. Chrupie, chrupie, az w koncu nic nie zostaje na talerzu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra wiadomosc z nastepnego poranka: jednak mam zelazny zoladek i juz jestem zdrowy.&lt;br /&gt;Jest tez zla wiadomosc: na to samo zachorowala Zuza (jeszcze gorsza wiadomosc jest taka, ze nie przejdzie jej to przez wiele, wiele, wiele dni...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dobra wiadomosc: pojawil sie autobus&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I zla wiadomosc: gdy juz sie wygodnie zapakowalismy, okazuje sie, ze nie pojedzie – tym razem podobno deszcz uszkodzil drogi i w calym okregu ruch jest zakazany. Ale jutro ma pojechac na 100%.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I szale zwyciestwa na strone dobra przechyla Wujek. Okazuje sie, ze efekt placebo to nie mit! Wujek lyka wegle, nie pije rakszi, je za dwoch i ma sie dobrze :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem idziemy sie pozegnac. Najpierw do Wujka. Okazuje sie, ze nie bedzie to jednak zwykle pozegnanie. Bedzie to pozegnanie rytualne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wujek wygrzebuje sie spod koca, bo juz spal, potem spala wokol nas kadzidlo, rozsypuje cos wokol oltarzyka, kazdego po kolei blogoslawi, wcierajac maslo jaka we wlosy, a nastepnie zawiesza kazdemu na szyj Kadak – szarfe, ktora ma dla Tybetanczykow bardzo glebokie znaczenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie musze dodawac, ze jestesmy wzruszeni. Zwlaszcza, ze wyraznie czuc, ze nie jest to tylko mechaniczne odbebnianie jakiego s starodawnego zwyczaju, tylko cos w co mieszkancy Siabru nadal zywo wierza, cos co nadal ma swoja wage i znaczenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SdnmaXwufZI/AAAAAAAAAN4/3C1qFy-eszw/s1600-h/P1110429a.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 214px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SdnmaXwufZI/AAAAAAAAAN4/3C1qFy-eszw/s320/P1110429a.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5321537775444327826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem trafiamy na... parapetowe. Ludzie siedza na ziemi, pija rakszi, spiewaja swoje nepalsko-tybetanskie piesni, rozmawiaja, po pewnym czasie nawet jak mowia do siebie “Podaj mi kubek”, “Nie siegne, bo jest za daleko” , to nie mowia, tylko spiewaja. A wyglada to tak:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdnna_tSkqI/AAAAAAAAAOI/xNz4GFWtEXA/s1600-h/P1110439a.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdnna_tSkqI/AAAAAAAAAOI/xNz4GFWtEXA/s320/P1110439a.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5321538885678961314" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdnn0cWHN6I/AAAAAAAAAOQ/cSW27h1ouQY/s1600-h/IMG_4333.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdnn0cWHN6I/AAAAAAAAAOQ/cSW27h1ouQY/s320/IMG_4333.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5321539322863105954" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano Ciotka wrecza nam Kadaki, ktore przypinamy do plecakow, ladujemy sie do autobusu i tak konczy sie nasz pobyt w Siabru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Razem z Zuza obiecujemy, ze wrocimy na  Losar, ale chyba nikt nam nie wierzy, ze mowimy na serio...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-5670019906509985962?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/5670019906509985962/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=5670019906509985962' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/5670019906509985962'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/5670019906509985962'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/04/nadal-w-tybetanskiej-rodzinie-juz.html' title='Nadal w Tybetanskiej rodzinie, juz wszyscy razem'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdne0yAZ5mI/AAAAAAAAANg/gLBKgu1gpvs/s72-c/IMG_4303.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-4384143230531277110</id><published>2009-04-04T16:32:00.012+02:00</published><updated>2010-08-14T12:37:49.350+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nepal'/><title type='text'>W tybetanskiej rodzinie</title><content type='html'>&lt;em&gt;Jesli nie chcesz czytac nowych wpisow od konca – kliknij &lt;a href="http://traveliada.blogspot.com/2009/04/witam.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt; (dla mniej zaawansowanych: potem trzeba kliknac "nowszy post" na dole)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;16.02.2009-18.02.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedze sobie na murku i obserwuje. Siabru, chociaz jest zwykla wioska, wydaje mi sie po powrocie z gor gwarna metropolia. Az nie chce mi sie myslec, co bedzie w Kathmandu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedze i czekam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po jakims czasie nadchodzi Buchung – chlopak, ktorego poznalismy 2 tygodnie temu. Pierwsze co robi, to pyta, gdzie Zuza. Potem dodaje, ze przez czas, gdy nas (Zuzy) nie bylo, byl bardzo smutny i ciagle tesknil. Mowie mu, ze niedlugo powinni przyjsc, bo umowilismy sie dzisiaj wieczorem w Siabru. Slyszac to, Buchung znika w domu i po ok pol godziny wychodzi w koszuli, bajeranckiej dzinsowej kurtce, z nazelowanymi wlosami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzimy i czekamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzimy i czekamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W koncu Buchung mowi: “Chodz do domu mojej ciotki”. No to idziemy. Dom sklada sie z duzej kuchni, gdzie spi Buchung  i pokoju, gdzie spi ciotka. Chlopak zostawia mnie i idzie zalatwic jakies swoje sprawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dom w srodku wyglada tak (potem okazało się, że jest na najnowocześniejszy dom w wiosce):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdd2ViIMorI/AAAAAAAAAMg/mIt6-82n6TQ/s1600-h/IMG_4246.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdd2ViIMorI/AAAAAAAAAMg/mIt6-82n6TQ/s320/IMG_4246.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5320851597072048818" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdd2suHlIRI/AAAAAAAAAMo/Bm8J3xcfqvo/s1600-h/IMG_4247.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdd2suHlIRI/AAAAAAAAAMo/Bm8J3xcfqvo/s320/IMG_4247.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5320851995427676434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdd5YjQAURI/AAAAAAAAAMw/DD38cCvRpTo/s1600-h/IMG_4251.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdd5YjQAURI/AAAAAAAAAMw/DD38cCvRpTo/s320/IMG_4251.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5320854947447722258" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;A to dumna gospodyni tego domu ;)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy Buchung wraca, idziemy na punkt widokowy, wypatrywac  Zuzy i Wojtka. Myslalem ze wyjdziemy zaraz za wioske, ale nie... chlopak zasuwa pod gore, zasuwa, az zatrzymujemy sie dopiero wysoko na skale, z widokiem na sciezki po obu stronach doliny. Nie musze dodawac, jak trudno nadazyc za stesknionym tybetanczykiem... Czekamy do zapadniecia nocnych ciemnosci, ale nikt nie nadchodzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem... idziemy na lekcje angielskiego. Buchung wystepuje w roli nauczyciela. Dzisiaj uczy dwie mlode kobiety alfabetu. Po jakims czasie ja rowniez zostaje nauczycielem – udaje mi sie wprowadzic do alfabetu litere K, ktora gdzies umknela chlopakowi oraz nauczyc  dziewczyny wymowy F (strasznie slinogenna litera dla miejscowych) oraz roznicy miedzy I i Y. Normalnie czuje sie jak Silaczka Zeromskiego ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdd5vvT7IvI/AAAAAAAAAM4/4miuutwxKkg/s1600-h/IMG_4250.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdd5vvT7IvI/AAAAAAAAAM4/4miuutwxKkg/s320/IMG_4250.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5320855345822376690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepnego dnia Buchung ze swoim przyjacielem ida w gore doliny zaczekac na Zuze i Wojtka. Jesli ich nie spotkaja, nastepnego dnia ja wyrusze i jak trzeba bedzie to wroce z powrotem do Kangyen Gompa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem zostaje sam i ide na rekonesans wioski. Ciekawostka: mieszka tu najwyzej z 500 osob, a sa bardzo wyraznie wyodrebnione dzielnice. Najwyzej znajduje sie tzw Bazar – najbardziej gwarna czesc z hotelami, sklepikami itp. Ponizej jest dzielnica urzednicza ze szpitalem, domem kultury, posterunkiem strazy parku narodowego oraz dzielnica “robotnicza” – z malymi ubogimi chatkami oraz mezczyznami, ktorzy tylko siedza i pala albo gadaja (na Bazarze wszyscy krzataja sie przy jakiejsc swojej robocie). Tutaj znajduje sie takze “punkt zaladunku” tragarzy . No i po drugiej stronie rzeki jest nasza dzielnica “tybetanska”. Gdy tu wrocilem po spacerze, poczulem sie jak w domu – po tamtej stronie rzeki ludzie albo Cie w ogole nie widza, albo cos od ciebie chca, natomiast tutaj kazdy przyjaznie usmiecha sie na przywitanie. Niby nic, a czlowiek sie zupelnie inaczej czuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wlasciwie to okreslenie “tybetanska” jest bardzo nieprecyzyjne. Rzeczywiscie wiekszosc mieszkancow to potomkowie uchodzcow z Tybetu, ale kultura i jezyk sa tak wymieszane z miejscowymi, ze wlasciwie stanowia juz nowa jakosc. Np miedzy soba prowadza rozmowy uzywajac w jednym zdaniu slow tybetanskich, nepalskich i tamanskich (Tamangowie to plemie, ktore pierwotnie zamieszkiwalo te tereny). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po poludniu ide na skale czekac na chlopakow oraz Zuze i Wojtka. Po ok 2h pojawiaja sie tylko chlopaki. Wracamy do domu lekko markotni. Mam nadzieje, ze po prostu postanowili uderzyc jeszczze raz ma Ganja La i nic sie nie stalo powaznego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w domu... Ciotka wrecza mi pozaginana kartke papieru sklejona plastrami. Okazuje sie, ze tragarz przyniosl list od Zuzy – pisze, ze Wojtek chorowal dluzej niz ktokolwiek sie spodziewal, ale ze jutro juz beda w Siabru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem idziemy do domu Dolmy. Pierwszy raz zaglebiam sie we wnetrze prawdziwego wielopokoleniowego nepalskiego domu z podworzem itd. Siadamy na klepisku w malej komorce, w ktorej urzadzona jest kuchnia - tzn stoi maly gliniany piec a na scianach sa polki z talerzami, sloikami itp.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno opisac, czemu czuje sie wsrod tych ludzi tak dobrze (na razie mam na mysli dom Ciotki i Dolmy). Moze troche przez kontrast – dotychczas mialem do czynienia z miejscowymi glownie albo na zasadzie klient-uslugodawca, albo jako ciekawostka z Europy i bezplatna pomoc do nauki jezyka (czego doswiadcze znowu nastepnego dnia spacerujac po Siabru). A tu jestem traktowany oczywiscie jak gosc, wszyscy wydaja sie bardzo cieszyc z mojej obecnosci, ale przy okazji traktuja mnie bardzo naturalnie, troche jak czlonka rodziny. Poza tym sa po prostu fantastycznymi ludzmi - spokojnymi i pelnymi szacunku do siebie nawzajem, a przy tym niezwykle radosnymi (taka generalna refleksja - nepalczycy to sa najczesciej smiejacy sie ludzie, jakich spotkalem i nie jest to tylko moja opinia).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po jakims czasie do wszystkich zgromadzonych w kuchni dolacza maz Dolmy - miejscowy lama. Oczywiscie w ramach nawiazania przyjazni wypijamy rakszi. Pierwszy raz mnie po niej nie wykreca - Dolma zna sie na swojej robocie :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdd7AR18MmI/AAAAAAAAANA/1CW78gzXAMc/s1600-h/IMG_4261.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdd7AR18MmI/AAAAAAAAANA/1CW78gzXAMc/s320/IMG_4261.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5320856729481392738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Dolma, jej maz i Buchung&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A rakszi robi sie tak: podsmaza sie na patelni maslo jaka, z mina szamanki wrzuca sie tam garsc suszonych ziol, a potem zalewa samogonem. Herbate natomiast robi sie tak: wrzuca sie do tuby maslo z jaka (juz wiem do czego sluzy ta tuba) i ubija tluczkiem. Potem dosypuje sie soli, dolewa herbate z mlekiem i znowu ubija. Dolewa herbate i ubija. Az napoj zrobi sie jednolity. Slona herbata to dosc dziwne doswiadczenie, ale trzeba jej przyznac, ze jest nieswykle sycaca. Herbate z mlekiem robi sie tak: wsypuje sie do garnka herbate, cukier, dolewa sie wody i mleka i gotuje wszystko razem. Wychodzi 100 razy lepsze niz polska “bawarka”. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W drodze powrotnej Buchung za polowe pieniedzy, ktore dala mu ciotka, kupuje 2 papierosy. Palimy na murku, rozmawiajac o malzenstwach, milosci itp. Rozmowa nie jest specjalnie gleboka (chlopak ma tylko 20 lat, a jak sie pozniej przekonam czasem zachowuje sie jakby mial 15), ale i tak biorac pod uwage roznice kulturowe, olbrzymia bariere jezykowa i fakt ze znamy sie od wczoraj jest to rozmowa niezwykla.&lt;br /&gt;Tak wiec palimy, gadamy, potem wchodzimy do kuchni, rzucamy bluzy na krzeslo, odpinamy paski, zdejmujemy spodnie, ladujemy sie pod koce i po 30 sek zasypiamy. Uwielbiam takie proste zycie :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepny dzien mija na przygotowaniu ciastek na Losar, czyli tybetanski nowy rok. Cala rodzina zbiera sie w jednym z domow i od rana do wieczora oddaje sie wyrabianiu i wypiekaniu. A ja caly dzien wyrabiam i wypiekam razem z nimi i juz zupelnie nie czuje sie jak turysta, tylko czlonek rodziny (oczywiscie bez przesady, ale naprawde coraz bardziej tak sie czuje ;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilkunastu mezczyzn i chlopcow (oraz 2 nastolatki) siada na podlodze, najpierw wyrabia ciasto w wielkich misach, potem bierze na kolana deski i na tych deskach roluje dlugie, cienkie walki i formuje z nich finezyjnie pozawijane “sziro” lub “solma”. Musza byc zawiniete wg konretnego wzoru bez zadnych odstepstw (ciagle mnie poprawiaja), chociaz potem i tak nie ma to zadnego znaczenia, bo do jedzenia od razu lamie sie ja na wiele malych kawalkow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdd7cYsHlnI/AAAAAAAAANI/Pg4HaK6DGAs/s1600-h/IMG_4277.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdd7cYsHlnI/AAAAAAAAANI/Pg4HaK6DGAs/s320/IMG_4277.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5320857212355581554" /&gt;&lt;/a&gt;  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym czasie kobiety podaja herbate, rakszi (polewaja tylko 2 najstarszym facetom i mnie – czy ja mam alkoholizm wypisany na twarzy, czy co?), obiad, potem drugi obiad, potem znowu herbate, znowu rakszi i tak w kolko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wokol lata niezliczona ilosc dzieciakow i ciagle chca, zeby robic im zdjecia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdd8Q91A2XI/AAAAAAAAANQ/Wt4dhH0skks/s1600-h/IMG_4266.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdd8Q91A2XI/AAAAAAAAANQ/Wt4dhH0skks/s320/IMG_4266.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5320858115678198130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdd82TjzD5I/AAAAAAAAANY/b2n-u4Ku3WY/s1600-h/IMG_4264.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdd82TjzD5I/AAAAAAAAANY/b2n-u4Ku3WY/s320/IMG_4264.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5320858757166731154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Najbardziej kiczowato-pozowane zdjecie swiata ;) Dobrze, ze mieli pod reka tylko mloda koze. Wole nie myslec, co bym musial dzwigac, gdyby akurat im sie jaki ocielily (ojaczyly?) :)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Panuje niezwykle wesola atmosfera. Tybetanczycy jak to Tybetanczycy (przynajmniej nepalscy) ciagle zartuja, przekomarzaja sie, spiewaja, obrzucaja sie kawalkami ciasta – jednym slowem naprawde ciesza sie tym nadchodzacym swietem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale jak to u Tybetanczykow (przynajmniej nepalskich), radosc przeplata sie ze smutkiem. I to bez zadnych znakow ostrzegawczych. Co chwila jedno plynnie przechodzi w drugie, albo raczej istnieja rownolegle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dolma glosno sie smieje. Po chwili smiech przeradza sie w kaszel. Gwaltowny, ciezki, parszywy kaszel. Buchung mowi, ze ma astme i zadko kiedy stac ja na lekarstwa. Dolma z grymasem bolu wychodzi na zewnatrz i dopiero tam kaszel sie uspokaja. Wraca smiejac sie i komentujac zart, ktory ja wczesniej rozsmieszyl.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakis czas potem rozmawiamy z Wujkiem (podobno jest nastarsza osoba w wiosce, a ma dopiero 58 lat). Wujek jest przeslodka osoba, prawie nie mowi po angielsku, ale i tak ma wzystko wypisane na twarzy. Opowiada wesolo (Buchung tlumaczy) o wypasaniu krow i o swojej corce, ktora mieszka w Niemczech. Nagle Wujkowi zaczynaja sie zbierac lzy w oczach i normalnie zaczyna plakac... Buchung tlumaczy mi, ze przypomniala mu sie zona, ktora umarla kilka miesiecy wczesniej. Bedzie to pierwszy Losar bez niej. Wujek mowi, ze teraz sam tez chcialby umrzec. Pokazuje mi oltarzyk z jej zdjeciami. Robie zdjecia tym zdjeciom, co poczytuja jako oddanie szacunku zmarlej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozniej rozmawiam ze starszym bratem Buchunga. Wypytuje mnie o Polske, zartuje czy go nie zabiore ze soba do Warszawy. Rozmawiamy tak sobie beztrosko (jest jedna z 2 osob po tybetanskiej stronie rzeki, ktore opanowaly komunikatywny angielski) i sam nie wiem kiedy rozmowa przechodzi w przygnebiajaca opowiesc o totalnym braku perspektyw na robote w Siabru i okolicach, o tym jak pracowal kiedys  w makabrycznych warunkach na jakichs malezyjskich kutrach... Potem po prostu rozesmial sie, rzucil zart i wrocil do krecenia ciasta.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-4384143230531277110?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/4384143230531277110/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=4384143230531277110' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/4384143230531277110'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/4384143230531277110'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/04/w-tybetanskiej-rodzinie.html' title='W tybetanskiej rodzinie'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdd2ViIMorI/AAAAAAAAAMg/mIt6-82n6TQ/s72-c/IMG_4246.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-7648313486249047471</id><published>2009-04-04T16:03:00.009+02:00</published><updated>2009-04-04T19:14:02.305+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nepal'/><title type='text'>Powrot z Kangyen Gompa</title><content type='html'>&lt;strong&gt;14.02.2009 – 16.02.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W nocy Wojtka atakuje jakas parszywa zaraza zoladkowa. Niestety przekresla to kolejna wyprawe na Ganja La. Wojtek wyciaga wiec niespodzianke, ktora miala czekac z otwarciem na zdobycie przeleczy – wielka bomboniere z czekoladkami Lindta – chlopak caly czas nosil to ze soba. Zatem Wojciech zostaje i sie leczy, Zu wyrusza do Langshisha Kharka (tam gdzie ja bylem wczoraj), a ja nie mam na gorze juz nic do roboty, wiec schodze na dol. Umawiamy sie za dwa dni wieczorem w jednej z przydroznych chatek lub za trzy dni wieczorem juz na dole, w Siabru Bensi w OK Hotelu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed wyjsciem oddaje gospodarzowi moje supercieple, oddychajace, filtrujace i w ogole inteligentne skarpety. W zamian otrzymuje pierozki momo na sniadanie :) Przy okazji przypomina mi sie jak przed wyjazdem zainteresowalem sie, jakiz to sprzet turystyczny powinienem teoretycznie posiadac przed wyprawa w gory. Naczytalem sie w internecie o softshellach, hardshelach i innych kosmicznych membranach, o ludziach ktorzy zabieraja inny zestaw odziezy na marsz, a inny na odpoczynek - no i zaczalem sie zastanawiac jak to jest, ze kiedys facet zakladal barani kozuch i po prostu szedl w te gory i jakos dawal rade. Wiec koncu z kosmicznych ciuchow kupilem tylko te skarpetki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I okazuje sie, ze w zupelnosci wystarcza zwykly polar, w ktorym na codzien latam po Warszawie, jedna cienka przeciwwiatrowo-deszczowa kurtka (ktora kolo goretexu nawet nie lezala), zwykle skorzane buty za 250zl, jedna para dzinsow (w Kathmandu zmieklem i dokupilem jeszcze spodnie antysniegowe, ale ani razu ich nie uzylem ;), nawet nie byly konieczne zadne puchowe spiwory - wystarczyl zwykly z optimum 0-10 stopni oraz dokupiony w Kathmandu cieniutki worek na cialo, w ktorym sie do spiwora wchodzi (a potem mozna w nim sypiac w upalne indyjskie noce – przypis z pozniej).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z gadzetow polecam tylko termoaktywna, “oddychajaca” bielizne. Jest nieoceniona na nocne przymrozki, a w dzien zastepuje dowolna ilosc t-shirtow (bo blyskawicznie wysycha po przepoceniu/upraniu). Dziekuje dobrym ludziom, ktorzy mi sprezentowali takowa przed wyjazdem ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3 obrazki z drogi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obrazek 1. Schodze droga idac bardzo stromo w dol, do koryta potoku, i nagle z naprzeciwka nadjezdza moze osmioletni chlopak z plecakiem. A wlasciwie to galopuje, bo jedzie na koniu. Kon jest malutki, ale w porownaniu z tym chlopaczkiem wyglada na olbrzyma. Oczami wyobrazni widze siebie, jak w pierwszej klasie prosze rodzicow: Moge jezdzic do szkoly na konikuuu? Mogeeee? – czysta abstrakcja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obrazek 2. Miejscowi tragarze wnoszacy na plecach gigantyczne pakunki (nawet i 100 kg – podobno za taki jeden kurs dostaja 300 rupii, czyli ok 4 dolary). Spojrzcie na te wychudzone nogi:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sddpy9F51cI/AAAAAAAAAL4/r56ED8cr1kQ/s1600-h/IMG_4190.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sddpy9F51cI/AAAAAAAAAL4/r56ED8cr1kQ/s320/IMG_4190.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5320837808875230658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SddqXW3hPfI/AAAAAAAAAMA/cBzTIIGImiw/s1600-h/IMG_4235.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SddqXW3hPfI/AAAAAAAAAMA/cBzTIIGImiw/s320/IMG_4235.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5320838434269511154" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obrazek 3. Maszeruje z gorki calkiem dziarsko i nagle slysze gwizd z tylu. Zanim sie odwrocilem, mija mnie dzierski 70-latek obladowany buklakami. Smieja sie do mnie i doslownie sfuwa w dol po kamieniach niczym kozica (pachnie podobnie) i po chwili niknie mi z oczu. Komentarz co do kondycji miejscowych jest chyba zbedny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Schodzac, w ciagu jednej doby, zmienia sie klimat i przyroda wokol. Jednego dnia rano budzi sie nie  tylko w spiworze, ale i w swetrze, wokol widzi sie nagie skaly, suche zolte trawy i wlochate jaki. Drugiego dnia rano sweter zaklada sie dopiero po wyjsciu ze spiwora, a wokol zielone drzewa i hasajace malpy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SddrE5gYAFI/AAAAAAAAAMI/Xn1qz9BnG-8/s1600-h/IMG_4174.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SddrE5gYAFI/AAAAAAAAAMI/Xn1qz9BnG-8/s320/IMG_4174.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5320839216661790802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SddslTYKoII/AAAAAAAAAMQ/SeTAM2QCalI/s1600-h/IMG_4184.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SddslTYKoII/AAAAAAAAAMQ/SeTAM2QCalI/s320/IMG_4184.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5320840872874123394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpiekniej jest oczywiscie o wschodzie i zachodzie slonca. Dolina jest tu bardzo wasko i blask wschodzacego slonca jest jak powolne tsunami wlewajace sie do srodka – szczegolnie spektakularnie wyglada to na zakretach:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdds36dbr7I/AAAAAAAAAMY/SLZZWR4Zcj8/s1600-h/IMG_4229.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sdds36dbr7I/AAAAAAAAAMY/SLZZWR4Zcj8/s320/IMG_4229.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5320841192602841010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast wieczorem niezwyklym momentem jest chwila, gdy jest juz na tyke ciemno ze widac ksiezyc i gwiazdy, natomiast czapy sniezne na szczytach gor odbijaja jeszcze resztki swiatla slonecznego – zarza sie jakby byly podswietlane od srodka, odcinajac sie od skal spowitych juz w zupelnym mroku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy wieczor spedzam w guesthousowym dinning roomie przy piecyku, swiecach, ryzu i szydelkujacych tybetankach. Razem ze Szwedami (dogonilem ich po drodze), starym Niemcem i gadatliwym Anglikiem. Anglik snuje niekonczace sie opowiesci o swoich podrozach i przygodach. Zabawne – tyle juz sie takich historii nasluchalem, ze pomimo iz sa naprawde ciekawe, to wszystkie zaczynaja mi sie wydawac podobne i po prostu nudne. Co jakis czas pytam Olofa, o czym, rozmawiaja w swoim germanskim towarzystwie. O eutanazji oraz przewadze jednych kremow do opalania nad innymi… Takze jak widzicie, nawet wieczory w tak niezwyklym miejscu, w towarzystwie takich obierzyswiatow, potrafia byc nudne. Szybko sie wiec zawijam do swojego pokoju. Samotnosc po 1,5 miesiaca przebywania non-stop w czyims towarzystwie jest naprawde bezcenna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi wieczor. Obok siebie stoja 2 guesthouse’y. W jednym zatrzymalo sie 2 wlochow, a w drugim nikt. W pierwszym odruchu chce isc tam, gdzie bedzie jakies towarzystwo, ale zaraz mysle sobie – czemu jedna kobita ma zarobic na 3 turystach, a druga na zadnym? :) (poza tym patrz akapit powyzej)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odpoczywam chwile w pokoju i schodze na dol na obiad. W dinning roomie ciemno, bo szkoda pradu i opalu na jednego goscia. Zostaje zaproszony do izby gospodyni, czyli kuchni z lozkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W izbie jest ciemno – troche swiatla daje drewno palace sie w piecu i dwie swieczki stojace w katach. W izbie oprocz krzatajacej sie gospodyni siedza jeszcze 4 osoby – rodzina. W tym swietle prawie nie widze ich twarzy, oczywiscie nie rozumiem tez o czym mowia (2 proby zagajenia po angielsku okazuja sie porazka). Takze atmosfera jest lekko tajemnicza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeden z mezczyzn wyjmuje z torby swiete obrazki z budda. Wszyscy bardzo zywo je komentuja – widac ze maja dla nich duze znaczenie. Ale nie mam pojecia czy sa to jakies religijne dyskusje, czy rozmowa w stylu “spojrz jaki piekny kolor ust ma ten Budda” (tybetanski i nepalski Budda ma umalowane usta i przekrwione oczy...)... Po chwili z tej samej torby wylaniaja sie kolorowe wloczki, rozance i koraliki. Tez wzbudzaja wielkie zainteresowanie. Gospodyni podaje mi jeden z koralikow, mowiac: Daramsala, Dalaj Lama, Daramsala, Dalaj Lama (Zatem wyjasnia sie zainteresowanie rodziny skarbami z torby. Trzeba tu dodac, ze wyprawa stad do Daramsali w Indiach, to naprawde wielka ekspedycja). Po chwili pokazuje mi zebym polknal ten koralik. Hmm, dziwne maja tu zwyczaje... Ogladam koralik w tym polmroku i dochodze do wniosku ze to jednak cukierek. Cukierki od Dalaj Lamy sa paskudne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedze wiec sobie na zydlu, obserwuje wieczorne zycie tybetansko-nepalskich gorali i probuje cos zrozumiec. Czym zajmuja sie ludzie spedzajacy kolejny wieczor w ciemnej kuchni? Jakie stosunki panuja miedzy czlonkami  rodziny? Czy wszyscy beda tu spac? Gdzie sie zmieszcza? Czemu gospodyni zaczyna nagle ubijac maslo w tubie? Co za ziol dodaje do rakszi (miejscowy samogon) i czemu ja smazy przed podaniem?&lt;br /&gt;Na koniec gospodyni podaje mi to rakszi. Cienie tancza na pomarszczonej twarzy, nadajac jej wyglad  zlowrozbnej cyganki. “Very strong, verrry strong, gooood sleeep”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sen byl rzeczywiscie dobry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepnego dnia czekam do wczesnego popoludnia na moja ekipe. W miedzyczasie odkrywam gorace zrodlo. Umyc sie (wlasciwie to tylko oplukac) w goracym zrodle, na wysokosci ponad 2000m, po dokladnie 14 dniach od ostatniej kapieli – przyjemnosc jedyna w swoim rodzaju. Nawet jesli zrodelko jest tak naprawde tylko malutkim cuchnacym bajorkiem :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie moge sie doczekac, wiec ide dalej. O 16 siadam w Siabru Bensi przed OK Hotelem, z ktorego wyruszylismy 5 lutego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepne dni beda bardzo obfite w nowe wrazenia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-7648313486249047471?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/7648313486249047471/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=7648313486249047471' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/7648313486249047471'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/7648313486249047471'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/04/powrot-z-kangyen-gompa.html' title='Powrot z Kangyen Gompa'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/Sddpy9F51cI/AAAAAAAAAL4/r56ED8cr1kQ/s72-c/IMG_4190.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-2466066374268461008</id><published>2009-04-04T15:58:00.004+02:00</published><updated>2009-06-05T00:28:19.373+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pietruszkowy pobratymca krykieta'/><title type='text'>Witam ;)</title><content type='html'>Witam po dlugiej przerwie :) Mam caly notes notatek do ubrania w slowa i wklepania na bloga, i w koncu czas, zeby to zrobic (choc na pewno nie za jednym zamachem). Zuza troche zdradzila zakonczenie historii, ale mam nadzieje, ze i tak bedzie w miare ciekawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla przypomnienia, zakonczylem opowiesc &lt;a href="http://traveliada.blogspot.com/2009/02/slonce-w-kangyen-gompa.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt; :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-2466066374268461008?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/2466066374268461008/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=2466066374268461008' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/2466066374268461008'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/2466066374268461008'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/04/witam.html' title='Witam ;)'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-5332553323793172335</id><published>2009-04-01T09:29:00.002+02:00</published><updated>2009-04-01T09:33:58.338+02:00</updated><title type='text'>oficjalne wiesci - miesiac dluzej w Indiach</title><content type='html'>Tak, wiec, zgodnie z powyzszym tytulem. Nie bylo to pewne do ostatniej chwili, wiec nic nie pisalismy. Ale teraz juz stalo sie rzeczywistoscia - zostajemy miesiac dluzej w Indiach, a konkretnie kolo Dahramsali w niewielkiej wiosce Fatehpur, gdzie bedziemy uczyc angielskiego Tybetanczykow. Mamy pokoj z widokiem na osniezone Himalaje... chyba nie wymaga to komentarza...:):):)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiecej wiesci pojawi sie mam nadzieje neidlugo (na temat ostatniego czasu naszej podrozy), widzialam, ze Michal pisal juz cos wczoraj na komputerze. A i ja sie postaram.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-5332553323793172335?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/5332553323793172335/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=5332553323793172335' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/5332553323793172335'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/5332553323793172335'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/04/oficjalne-wiesci-miesiac-dluzej-w.html' title='oficjalne wiesci - miesiac dluzej w Indiach'/><author><name>Zuza</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09938474755253073487</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_sSBe7uVJbas/SWID8mk4RYI/AAAAAAAAAAM/9n2BCCLVjpQ/S220/zuza.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-4123678165640990779</id><published>2009-03-20T12:23:00.002+01:00</published><updated>2009-03-20T12:35:18.646+01:00</updated><title type='text'>w skrocie - ostatni miesiac</title><content type='html'>Poniewaz z roznych obiektywnych przyczyn nie udaje nam sie na biezaco zamiszczac szczegolow naszej pozdrozy, powiem w skrocie jak bylo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. 23 luty - szalone Shivaratri spedzone w Kathmandu. To swieto, ktore Hindusi uwielbiaja, bo moga sie upijac i palic marihuane do upadlego.&lt;br /&gt;2. Spokojny, rodzinnie (z "nasza" zapoznana tybetanska rodzina w gorach) spedzony Losar, czyli tybetanski nowy rok. Cudowne wytchnienie po dzikim hinduskim swiecie.&lt;br /&gt;3. Pierwsze dni marca - Opuszczamy granice Nepalu z niemalym smutkiem, choc z zamiarem powrotu tam. Kierujemy sie w strone Dharamsali, aby byc tam na 10 marca (50 rocznica powstania tybetnskiego przeciw Chinom).&lt;br /&gt;4. Tydzien w Dharamsali, czyli tzw. "Malym Tybecie", goszczeni przez polsko-japonska pare, Ole i Kenjego. Spotkania z Dalajlama (zbiorowe oczywiscie) i ogromna demonstracja przeciw Chinom (jesli jakis chinski wywiad bral w niej udzial, to chyba nie dostaniemy predko wizy do Chin...;) ).&lt;br /&gt;5. W kierunku Delhi po wizy powrotne do Iranu i Pakistanu.&lt;br /&gt;6. Cyrki przerozne z wizami - zamiast dwoch dni spedzamy tu osiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzis jest osmy dzien, wczoraj dostalismy obie wizy, wiec chcemy pojezdzic troche po Indiach - dzis w nocy udajemy sie pociagiem do Varanasi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wszelkie refleksje i szczegoly podrozy wytrwali czytelnicy naszego bloga (jezeli jeszcze tacy zostali) beda musieli troche poczekac, ale postaramy sie w miare naszych mozliwosci cos pozamieszczac w najblizszym czasie (choc teraz zyjemy raczej w czasie hinduskim, ktory jet zdecydowanie bardziej plynny niz europejski...).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-4123678165640990779?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/4123678165640990779/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=4123678165640990779' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/4123678165640990779'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/4123678165640990779'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/03/w-skrocie-ostatni-miesiac.html' title='w skrocie - ostatni miesiac'/><author><name>Zuza</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09938474755253073487</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_sSBe7uVJbas/SWID8mk4RYI/AAAAAAAAAAM/9n2BCCLVjpQ/S220/zuza.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-6454952524109063034</id><published>2009-03-06T18:57:00.004+01:00</published><updated>2009-03-07T13:12:01.259+01:00</updated><title type='text'>Zdjeciowo 4</title><content type='html'>Pobyt w Syabru Besi:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7BuNpuwYI/AAAAAAAACkQ/WyysAFCUTqk/s1600-h/P1010199_1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 318px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7BuNpuwYI/AAAAAAAACkQ/WyysAFCUTqk/s320/P1010199_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309394010399228290" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7BuTyEyDI/AAAAAAAACkY/ssmMzBcGoS0/s1600-h/P1010297_1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7BuTyEyDI/AAAAAAAACkY/ssmMzBcGoS0/s320/P1010297_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309394012044838962" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7Dm7ewlYI/AAAAAAAAClA/9snkcVNGGmU/s1600-h/P1010375.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 180px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7Dm7ewlYI/AAAAAAAAClA/9snkcVNGGmU/s320/P1010375.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309396084285543810" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Blogostan&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7Dns2cyvI/AAAAAAAAClI/KBQ8qQCjh0k/s1600-h/P1010425.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 180px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7Dns2cyvI/AAAAAAAAClI/KBQ8qQCjh0k/s320/P1010425.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309396097538247410" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7EVhL0p_I/AAAAAAAAClQ/eSSafD3kPmo/s1600-h/P1010430.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 180px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7EVhL0p_I/AAAAAAAAClQ/eSSafD3kPmo/s320/P1010430.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309396884680648690" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7EWKPnc6I/AAAAAAAAClY/Uod8TZSET2M/s1600-h/P1010431.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 180px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7EWKPnc6I/AAAAAAAAClY/Uod8TZSET2M/s320/P1010431.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309396895702414242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7EWuCXHzI/AAAAAAAAClg/bd7KCrR0coc/s1600-h/P1010435.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 180px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7EWuCXHzI/AAAAAAAAClg/bd7KCrR0coc/s320/P1010435.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309396905310494514" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7EWwboQnI/AAAAAAAAClo/Zjl9CYhI85M/s1600-h/P1010436.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 180px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7EWwboQnI/AAAAAAAAClo/Zjl9CYhI85M/s320/P1010436.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309396905953346162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Imprezy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7BuVYyrlI/AAAAAAAACkg/8XvZ4VbI--Y/s1600-h/P1010361.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7BuVYyrlI/AAAAAAAACkg/8XvZ4VbI--Y/s320/P1010361.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309394012475666002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czekanie na autobus.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7EXKRQ0BI/AAAAAAAAClw/Ma-qB7n7PHA/s1600-h/P1010444.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7EXKRQ0BI/AAAAAAAAClw/Ma-qB7n7PHA/s320/P1010444.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309396912889188370" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7EuFeeAUI/AAAAAAAACl4/XNJlZmYnZZg/s1600-h/P1010482.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 180px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7EuFeeAUI/AAAAAAAACl4/XNJlZmYnZZg/s320/P1010482.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309397306739392834" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Imprezy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7DlrqWCUI/AAAAAAAACko/ghaHkylZW1Q/s1600-h/P1010261.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7DlrqWCUI/AAAAAAAACko/ghaHkylZW1Q/s320/P1010261.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309396062859299138" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nuda&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7Dl-3ohHI/AAAAAAAACkw/spl_fgXBa6k/s1600-h/P1010266.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7Dl-3ohHI/AAAAAAAACkw/spl_fgXBa6k/s320/P1010266.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309396068015309938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7DmUjYZGI/AAAAAAAACk4/M_GcW6uRJqQ/s1600-h/P1010272.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 180px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7DmUjYZGI/AAAAAAAACk4/M_GcW6uRJqQ/s320/P1010272.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309396073835947106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czekanie na autobus.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7EuWg-HsI/AAAAAAAACmA/38krW1y6C7g/s1600-h/DSC00483.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7EuWg-HsI/AAAAAAAACmA/38krW1y6C7g/s320/DSC00483.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309397311313288898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;I kiedy wreszcie autobus przyjechal, usiedli i cala droge przespali -  10h.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7EutJkAsI/AAAAAAAACmI/obkBa8MxbOg/s1600-h/P1010489.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7EutJkAsI/AAAAAAAACmI/obkBa8MxbOg/s320/P1010489.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309397317389124290" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Natomiast autor zdjec swietnie sie bawiac (np w unikanie kabli lub galezi) spedzil ten czas na jego dachu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7Eu0e2pXI/AAAAAAAACmQ/2eDoKAWsU04/s1600-h/P1010746.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7Eu0e2pXI/AAAAAAAACmQ/2eDoKAWsU04/s320/P1010746.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309397319357474162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zdjecie na deser - demoniczny Mike.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-6454952524109063034?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/6454952524109063034/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=6454952524109063034' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/6454952524109063034'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/6454952524109063034'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/03/zdjeciowo-4.html' title='Zdjeciowo 4'/><author><name>Wojtek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08402998733273315324</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/SXn2rXwfYUI/AAAAAAAACGE/LaEqhHfG3vI/S220/lansik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa7BuNpuwYI/AAAAAAAACkQ/WyysAFCUTqk/s72-c/P1010199_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-8779452608277227933</id><published>2009-03-05T23:51:00.001+01:00</published><updated>2009-03-07T13:07:46.333+01:00</updated><title type='text'>Zdjeciowo 3</title><content type='html'>W tym odcinku "zdjeciowo" zdjecia z gorskich wypadow i miedzyczasia:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa6bkSxCxMI/AAAAAAAACio/aNGvdBOxvg4/s1600-h/P1000707.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa6bkSxCxMI/AAAAAAAACio/aNGvdBOxvg4/s320/P1000707.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309352058531529922" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pierwszy raz ogladaja okolice Kyanjin Gompa z tej perspektywy wiec usmiech nie schodzil im z twarzy. Zuza z Langtang Lirung i jego lodowcem w tle&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2034Rw69I/AAAAAAAACgY/qetPXY26mVo/s1600-h/P1000709.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2034Rw69I/AAAAAAAACgY/qetPXY26mVo/s320/P1000709.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309098407832382418" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Michal tez sie usmiechal&lt;/span&gt;,&lt;span style="font-style: italic;"&gt; jednak naszemu fotoreporterowi nie udalo sie tych usmiechow utrwalic&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa204HCVytI/AAAAAAAACgg/G7oEcnWrS_Y/s1600-h/P1000710.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 180px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa204HCVytI/AAAAAAAACgg/G7oEcnWrS_Y/s320/P1000710.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309098411794221778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zuza z Kyanjin Ri (ten maly) w tle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa204BDsu6I/AAAAAAAACgo/4ysdeH8j80o/s1600-h/P1000772.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa204BDsu6I/AAAAAAAACgo/4ysdeH8j80o/s320/P1000772.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309098410189306786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zuza (dla odmiany) jako tlo flag modlitewnych na Kyanjin Ri w zupelnym tle Naya Kang.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa21rbeqPyI/AAAAAAAACg4/pi8Q72AFfWc/s1600-h/P1000873.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa21rbeqPyI/AAAAAAAACg4/pi8Q72AFfWc/s320/P1000873.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309099293455040290" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zdobywcy Tsergo Ri (po prawej nowozelandczyk Brent - wszedl w tym samym czasie od drugiej strony) po wymianie pamiatkowych sardynek i szynki konserwowej na kokosowe herbatniki i gryz snickersa&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa22JioM9uI/AAAAAAAAChg/AHqvfFXHA0M/s1600-h/P1000906.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa22JioM9uI/AAAAAAAAChg/AHqvfFXHA0M/s320/P1000906.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309099810770188002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;W drodze powrotnej byl czas i na lezenie i robienie zdjec i spiewanie klasyki&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;polskiego rocka - tego ostatniego nie udalo sie zarejestrowac&lt;/span&gt; - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;na szczescie:)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa22vlaq-bI/AAAAAAAAChw/8Kfb8sjD_YE/s1600-h/P1000920.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa22vlaq-bI/AAAAAAAAChw/8Kfb8sjD_YE/s320/P1000920.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309100464353769906" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;I na zapatrzenie - po prostu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa21r8IuCzI/AAAAAAAAChY/HRaT0eMM4e0/s1600-h/P1000987.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa21r8IuCzI/AAAAAAAAChY/HRaT0eMM4e0/s320/P1000987.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309099302221384498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I znowu na lezenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa63x6ZEzVI/AAAAAAAACi4/sbPQN11bRnU/s1600-h/P1010004.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa63x6ZEzVI/AAAAAAAACi4/sbPQN11bRnU/s320/P1010004.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309383078832295250" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I znowu na zapatrzenie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa62SOx2lWI/AAAAAAAACiw/ZWvauPtV5H4/s1600-h/P1010025.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa62SOx2lWI/AAAAAAAACiw/ZWvauPtV5H4/s320/P1010025.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309381435037488482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;A tu lezenie w cieplym i przytulnym dining roomie Lovely Guest House&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa21rktIYcI/AAAAAAAAChQ/gtwpyX62vYs/s1600-h/P1000945.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 180px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa21rktIYcI/AAAAAAAAChQ/gtwpyX62vYs/s320/P1000945.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309099295931654594" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Krajobraz po "wscieklym" ataku zimy&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Szczesliwie dla Zuzy i Michala zima okazala sie zupelnie letnia, niestety - dla mieszkancow doliny brak zimy oznacza brak wody, suche pola i problemy z zywnoscia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-8779452608277227933?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/8779452608277227933/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=8779452608277227933' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/8779452608277227933'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/8779452608277227933'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/03/zdjeciowo-3.html' title='Zdjeciowo 3'/><author><name>Wojtek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08402998733273315324</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/SXn2rXwfYUI/AAAAAAAACGE/LaEqhHfG3vI/S220/lansik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa6bkSxCxMI/AAAAAAAACio/aNGvdBOxvg4/s72-c/P1000707.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-572847342437347227</id><published>2009-03-04T17:14:00.021+01:00</published><updated>2009-03-09T06:39:42.993+01:00</updated><title type='text'>Zdjeciowo 2</title><content type='html'>"Dzis wyruszamy. Do doliny Langtang – na polnoc od Kathmandu..."&lt;br /&gt;Po kilku przesiadkach wysiadaja w Kalikasthanie.&lt;br /&gt;"Idziemy kawalek za wioske i rozbijamy namiot w lesie na stoku gory, pod stupa (oltarz buddyjski). Miejsce na nocleg jedyne w swoim rodzaju. "&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kathmandu - Kyanjin Gompa:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2vP4j2qDI/AAAAAAAACek/3bttbrBMN9o/s1600-h/P1000379.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2vP4j2qDI/AAAAAAAACek/3bttbrBMN9o/s320/P1000379.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309092223155349554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Cisza i spokoj mozna sie w tym rozsmakowac - tak wyglada rozsmakowana Zuza.&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2wUUJfRzI/AAAAAAAACes/SmSxLDw_I3g/s1600-h/P1000391.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2wUUJfRzI/AAAAAAAACes/SmSxLDw_I3g/s320/P1000391.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309093398792062770" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Po leniwym poranku i pozywnej "trekkers soup" pracowity dzien - Zuza (na dachu autobusu - tak, tak - bez trzymanki) zbiera wazne dla trekkersow informacje&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2wUy8TbbI/AAAAAAAACe0/ZW5LO1CYUuI/s1600-h/P1000396.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 180px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2wUy8TbbI/AAAAAAAACe0/ZW5LO1CYUuI/s320/P1000396.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309093407058259378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Po dotarciu do Syabru Besi, wciaz jeszcze bardzo konsekwentni w swoim postanowieniu korzystania z wlasnej bazy noclegowej, rozbijaja namiot w hotelu (konkretnie w drodze z pokoi do lazienki). Czym wzbudzili sensacje wsrod miejscowych dzieci &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(i nie tylko)&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;i&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;konsternacje wlasciciela&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2wVGbRsOI/AAAAAAAACe8/cZPCftQCvbM/s1600-h/P1000407.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2wVGbRsOI/AAAAAAAACe8/cZPCftQCvbM/s320/P1000407.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309093412288442594" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nastepnego dnia ruszyli, jeszcze niepewnie, chwiejnym krokiem, nieprzywykli do "ruchomych" mostow...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2wVQJJXyI/AAAAAAAACfE/JBXOfsTvVZQ/s1600-h/P1000430.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 282px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2wVQJJXyI/AAAAAAAACfE/JBXOfsTvVZQ/s320/P1000430.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309093414896754466" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;...lecz z usmiechem na ustach:)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2wVSD_qMI/AAAAAAAACfM/EC1GztUp0Es/s1600-h/P1000459.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2wVSD_qMI/AAAAAAAACfM/EC1GztUp0Es/s320/P1000459.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309093415412017346" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wspolne zdjecie;)&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2wVSD_qMI/AAAAAAAACfM/EC1GztUp0Es/s1600-h/P1000459.jpg"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2zwma4aPI/AAAAAAAACfo/S43xHJMSC24/s1600-h/P1000485.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2zwma4aPI/AAAAAAAACfo/S43xHJMSC24/s320/P1000485.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309097183268071666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2zw5DWCLI/AAAAAAAACfw/muuUzTsbc_I/s1600-h/P1000495.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 180px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2zw5DWCLI/AAAAAAAACfw/muuUzTsbc_I/s320/P1000495.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309097188269623474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wydaje sie ze taki wypad w gory to sielanka, ale to ciezka praca:&lt;br /&gt;plecak Zuzy wazy ok 20kg&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;oczywiscie mozna bylo nie brac zelazka i suszarki...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa20KTeqioI/AAAAAAAACgI/FuRfpGvA0U0/s1600-h/P1000503.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa20KTeqioI/AAAAAAAACgI/FuRfpGvA0U0/s400/P1000503.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309097624860265090" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa640-NUKMI/AAAAAAAACjQ/WYM-4PaRZkw/s1600-h/P1010096.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa640-NUKMI/AAAAAAAACjQ/WYM-4PaRZkw/s320/P1010096.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309384230907947202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;...na drodze staja rozmaitego rodzaju przeszkody...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa65C5AkEmI/AAAAAAAACjY/QvBz40aZziE/s1600-h/P1010103.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa65C5AkEmI/AAAAAAAACjY/QvBz40aZziE/s400/P1010103.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309384470030455394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2zww9lYwI/AAAAAAAACf4/bZ-MXLBV-ng/s1600-h/P1000548.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2zww9lYwI/AAAAAAAACf4/bZ-MXLBV-ng/s320/P1000548.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309097186097980162" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa65C-xsC1I/AAAAAAAACjg/dHPDq7uQUQI/s1600-h/P1010106.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 267px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa65C-xsC1I/AAAAAAAACjg/dHPDq7uQUQI/s400/P1010106.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309384471578676050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2zxGsj01I/AAAAAAAACgA/nIPFvbFZ2w4/s1600-h/P1000550.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2zxGsj01I/AAAAAAAACgA/nIPFvbFZ2w4/s320/P1000550.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309097191932154706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;...w dodatku "trzeba" robic zdjecia - bez zdejmowania plecaka, czasami wymaga to nie lada zrecznosci...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa64YIe9ckI/AAAAAAAACjA/XArUfK5G2h0/s1600-h/P1010061.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa64YIe9ckI/AAAAAAAACjA/XArUfK5G2h0/s320/P1010061.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309383735450104386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa69QFHLj2I/AAAAAAAACjw/-oohaX1n9HI/s1600-h/P1010090.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa69QFHLj2I/AAAAAAAACjw/-oohaX1n9HI/s320/P1010090.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309389094664245090" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;...na szczescie zawsze mozna sie zatrzymac, usiasc, popatrzec i pomyslec...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa6-qDfWJWI/AAAAAAAACkA/BgO0GKGqMNc/s1600-h/P1010151.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa6-qDfWJWI/AAAAAAAACkA/BgO0GKGqMNc/s320/P1010151.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309390640416957794" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;...wybrac sobie cos do jedzenia w jednym z wielu hoteliko-restauracji...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa6-qq0q-iI/AAAAAAAACkI/NFbJZjXVjoM/s1600-h/P1010164.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa6-qq0q-iI/AAAAAAAACkI/NFbJZjXVjoM/s320/P1010164.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309390650975386146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;...wieczorem wypic rakshi z przygodnymi urzednikami...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa6-pwS8R4I/AAAAAAAACj4/6DFylp_LR10/s1600-h/P1010109.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa6-pwS8R4I/AAAAAAAACj4/6DFylp_LR10/s320/P1010109.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309390635264657282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;...&lt;span style="font-style: italic;"&gt;a pozniej wszystko opisac.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-572847342437347227?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/572847342437347227/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=572847342437347227' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/572847342437347227'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/572847342437347227'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/03/zdjeciowo-2.html' title='Zdjeciowo 2'/><author><name>Wojtek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08402998733273315324</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/SXn2rXwfYUI/AAAAAAAACGE/LaEqhHfG3vI/S220/lansik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2vP4j2qDI/AAAAAAAACek/3bttbrBMN9o/s72-c/P1000379.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-1750971938677079829</id><published>2009-03-03T22:11:00.023+01:00</published><updated>2009-03-09T06:37:49.601+01:00</updated><title type='text'>Zdjeciowo 1</title><content type='html'>Zadoscuczyniajac powtarzajacym sie prosba o publikacje zdjec naszych bohaterow redakcja blogu (ta zapasowa) prezentuje zdjecia z Nepalu z okresu mniej wiecej od dotarcia Zuzy i Michala do Kathmandu do pierwszego "powrotu" Zuzy i Michala do Kathmandu (czyli z lutego - ponizej w kolejnosci mniej wiecej chronologicznej) - w roznych typowych i w kilku nie typowych sytuacjach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Kathmandu:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2xUG_qBFI/AAAAAAAACfY/nbNKbRDjlMI/s1600-h/P1000304.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2xUG_qBFI/AAAAAAAACfY/nbNKbRDjlMI/s400/P1000304.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309094494772790354" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nasi podroznicy kontempluja stupe Swayambunath znajdujaca sie na wzgorzu na obrzezach Kathmandu - prosze zwrocic uwage jakie fajne koszulki maja na sobie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2vORCJMqI/AAAAAAAACeU/5TMP8CAmqWA/s1600-h/P1000329.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2vORCJMqI/AAAAAAAACeU/5TMP8CAmqWA/s320/P1000329.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309092195365106338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Na wzgorzu tym znajduje sie wiele swiatyn zarowno buddyjskich jak i hinduskich. W lesie ktory porasta stoki wzgorza zyja m.in. malpy i orly. Jest co fotografowac.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2yAK9yI4I/AAAAAAAACfg/MwQj9EwkQ9I/s1600-h/P1000315_1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 248px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2yAK9yI4I/AAAAAAAACfg/MwQj9EwkQ9I/s320/P1000315_1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309095251752919938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gdy juz wszystko jest uwiecznione podroznik zaczyna myslec o sobie - na innym zdjeciu to Zuza trzyma ksiazke a zdjecie robi Michal.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2vPCQ5J8I/AAAAAAAACec/xdADuxF5v0o/s1600-h/P1000336.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2vPCQ5J8I/AAAAAAAACec/xdADuxF5v0o/s320/P1000336.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5309092208580306882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Na tych tablicach, ktore Zuza stara sie rozszyfrowac, wierni zapisuja bogom swoje imiona - tak zeby ci wiedzieli komu pomoc.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-1750971938677079829?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/1750971938677079829/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=1750971938677079829' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/1750971938677079829'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/1750971938677079829'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/03/zadoscuczyniajac-powtarzajacym-sie.html' title='Zdjeciowo 1'/><author><name>Wojtek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08402998733273315324</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/SXn2rXwfYUI/AAAAAAAACGE/LaEqhHfG3vI/S220/lansik.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/Sa2xUG_qBFI/AAAAAAAACfY/nbNKbRDjlMI/s72-c/P1000304.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-595587355857369002</id><published>2009-02-23T10:16:00.002+01:00</published><updated>2009-02-23T10:20:11.051+01:00</updated><title type='text'>W nastepnych odcinkach...</title><content type='html'>W nastepnych odcinkach m.in.:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasi przyjaciele zostaja przygarnieci przez uboga nepalska rodzine i zyja wsrod nich, dzielac ich smutki i radosci, nie mogac powrocic z gor, gdyz autobusy przestaly kursowac.. Ponadto relacja z tybetanskiego Nowego Roku (25 lutego) i mnostwo nowych zdjec (oczywiscie teraz akurat blogger przestal chciec wgrywac moje fotki...).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dodam jeszcze ze pewnego razu podlaczylem telefon do pradu celem naladowania go, cos pstryknelo, telefon sam sie wlaczyl i poprosil mnie o PUK... Jako ze go nie znam, znow jestem pod numerem 603 173 337. Jesli ktos wpadl na genialny pomysl wyslania mi smsa, to poprosze o powtorke na rzeczony numer ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-595587355857369002?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/595587355857369002/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=595587355857369002' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/595587355857369002'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/595587355857369002'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/w-nastepnych-odcinkach.html' title='W nastepnych odcinkach...'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-6584378538208559058</id><published>2009-02-23T10:15:00.002+01:00</published><updated>2009-02-26T13:58:30.352+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nepal'/><title type='text'>Slonce w Kangyen Gompa</title><content type='html'>&lt;strong&gt;13.02.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedze na plastikowym krzeselku pozszywanym (tak!) tasiemka i przykrytym narzuta z jaka i wygrzewam sie na sloncu – tak w skrocie wyglada opis tego dnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jutro Zuza i Wojciech robia drugie podejscie na przelecz, a ja chyba zaczne schodzic w dol. Dookola juz nie ma za bardzo gdzie isc, a nie chce juz siedziec na miejscu. Zawsze to jak czlowiek jest w ruchu, cos ciekawego sie moze sie wydarzyc.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-6584378538208559058?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/6584378538208559058/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=6584378538208559058' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/6584378538208559058'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/6584378538208559058'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/slonce-w-kangyen-gompa.html' title='Slonce w Kangyen Gompa'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-6769831619269539246</id><published>2009-02-23T10:14:00.006+01:00</published><updated>2009-02-26T14:01:54.905+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nepal'/><title type='text'>Ganja La vs Langshisha Kharka</title><content type='html'>&lt;strong&gt;12.02.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano jemy wspolne sniadanie, oddaje Zuzie reszte mojej aspiryny i moi alpinisci udaja sie na Ganja La, a ja w gore doliny – w miejsce zwane Langshisha Kharka, gdzie spotykaja sie trzy jezory lodowcowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drodze spotykam “Szwedow”, ale na szczescie maja podobne podejscie do mojego – czasem sobie gadamy, ale generalnie kazdy idzie sobie samotnie w odleglosci kilkudziesieciu metrow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lodowce okazuja sie mocno cofniete, ale i tak miejsce robi wrazenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako ze w zwiazku z rezygnacji z ataku na przelecz brakuje mi mocnych wrazen, proponuje “Szwedom” przeprawienie sie “wplaw” przez strumien na druga strone doliny i powrot tamtedy. Strumien calkiem szeroki, gleboki do kolan, woda lodowata, nurt rwacy, kamienie sliskie – ale umowmy sie, to nie jest podejscie na Ganja La ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga strona doliny okazuje sie malo przyjazna – wielkie pola glazow, glazikow i kamulcow na przemian z gestymi krzaczorami (Olof, ktory ma ze 2 metry wzrostu w pewnym momencie musial zaczac sie czolgac w tych krzaczorach…). Innymi slowy idziemy naprawde wolno i gdy nadchodzi zmierzch jestesmy jeszcze daleko od domu. Postanawiamy wrocic na “dobra” strone doliny, ale tu strumien plynie juz 6-7 odnogami, niektorymi calkiem niewaskimi. I ta przeprawe chyba rzeczywiscie warto zapamietac. Oraz przyjemnosc z zalozenia na stopy suchych i cieplych skarpet. Zastanawiam sie po co przenosilem sie z namiotu do pokoju ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK-7jV1moI/AAAAAAAAALg/F4ilOv-0hXo/s1600-h/IMG_4170.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK-7jV1moI/AAAAAAAAALg/F4ilOv-0hXo/s320/IMG_4170.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5306013241304259202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnia godzine idziemy zupelnie po ciemku. Pewnie bedziemy pozniej niz Gandzialowcy, ale nie ma co zalowac – nigdy w zyciu nie widzialem tak rozgwiezdzonego nieba. W pewnym momencie po prostu stajemy i z 10 min gapimy sie w  gore nic nie mowiac.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy dochodzimy na miejsce okazuje sie ze 5 min wczesniej domownicy zadecydowali ze za 20min ida nas szukac…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wojtek i Zuza nie zdobyli przeleczy. Zgubili droge, potem zgubili siebie nawzajem I byla to dla nich jedna z najgorszych przepraw w zyciu (tak stwierdzil Wojtek). Czyli decyzja o moim zostaniu byla trafna… widac, ze tacy zmeczeni jeszcze nie byli… Od tej pory spia razem ze mna w pokoju.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-6769831619269539246?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/6769831619269539246/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=6769831619269539246' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/6769831619269539246'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/6769831619269539246'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/ganja-la-vs-langshisha-kharka.html' title='Ganja La vs Langshisha Kharka'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK-7jV1moI/AAAAAAAAALg/F4ilOv-0hXo/s72-c/IMG_4170.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-82685163707618810</id><published>2009-02-23T10:12:00.000+01:00</published><updated>2009-02-23T16:20:17.006+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nepal'/><title type='text'>Snieg w Kangyen Gompa</title><content type='html'>&lt;strong&gt;11.02.2009.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mija pierwsza samotna noc od ponad miesiaca – chocby dlatego warto bylo przeniesc sie do srodka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moze czas na kilka slow o pogodzie. Otoz dotychczas kazdy dzien wyglada tak samo – w momencie, gdy slonce wychyli sie w koncu zza gor, robi sie upalnie goraco, a zachmurzenie jest zerowe. Po zachodzie slonca szybko trzeba zakladac sweter i kurtke (ja najczesciej zakladam w ogole prawie wszystko co mam), a w nocy temeperatura spada ponizej zera. Dla turystow pogoda genialna, mieszkancy doliny za to sa bardzo niepocieszeni – zima bez sniegu oznacza malo wody, a malo wody oznacza koniecznosc latania z wielkimi baniakami na plecach do strumienia oddalonego o kilkaset metrow oraz marne plony na wiosne… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem dzis zbiera sie coraz wiecej chmur roznego rodzaju. Jest bardzo malowniczo, az do momentu, gdy zrywa sie potezna sniezyca. Nasz pierwszy snieg w Himalajach ;) Zla wiadomosc jest taka, ze zasypuje nam Ganja La…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK9_Y1fcCI/AAAAAAAAALY/-6tg-n7BIhU/s1600-h/IMG_4144.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK9_Y1fcCI/AAAAAAAAALY/-6tg-n7BIhU/s320/IMG_4144.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5306012207692083234" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem Zuza siedzi z niewyrazna mina, az w koncu mowi, ze wedlug nich nie powinienem isc z nimi jutro na przelecz… Dwudniowa eskapada odpada ze wzgledu na straszny mroz w nocy ta wysokosci ewentualnego obozu, a w jeden dzien z moja noga i moim tempem nie zdaze… W dodatku ostatni etap podejscia jest bardzo trudny i oni sami nie wiedza, czy dadza rade… Na koniec jeszcze dodaja, ze nie wierzyli, ze w ogole dam rade zobyc te dwa poprzednie szczyty - a to im psikusa zrobilem ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak mam do wyboru rezygnacje z wlasnej ambicji albo narazenie innych na niebezpieczenstwo, to wiadomo co wybieram…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-82685163707618810?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/82685163707618810/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=82685163707618810' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/82685163707618810'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/82685163707618810'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/snieg-w-kangyen-gompa.html' title='Snieg w Kangyen Gompa'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK9_Y1fcCI/AAAAAAAAALY/-6tg-n7BIhU/s72-c/IMG_4144.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-6070829128763713834</id><published>2009-02-23T10:11:00.001+01:00</published><updated>2009-02-23T10:13:59.006+01:00</updated><title type='text'>Tsergo Ri</title><content type='html'>&lt;strong&gt;10.02.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzis zdobywamy Tsergo Ri. Nic nadzwyczajnego sie nie dzieje, poza tym ze laduje sie obiema nogami do strumienia, a Wojtka po drodze lapie choroba wysokosciowa (Zuze przed samym szczytem zreszta tez).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilku godzinach wdrapujemy sie na te prawie 5000m i niespodziewanie znajdujemy tam czlowieka (oczywiscie przez cala droge nie widzielismy nikogo, nawet miejscowych – uroki jezdzenia w Himalaje zima).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Schodzimy w dol druga strona gory – bardziej stromym szlakiem. Klasycznie trzymam sie z tylu, w koncy mam tego dosc – laduje sobie w kolano konska dawke ketospreju I starcza na godzine schodzenia tym samym tempem co reszta. Spiewamy sobie rockowe przeboje z lat 80-tych – to zastanawiajace, ze moje pokolenie ciagle wraca do tych piosenek ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po powrocie niesamowity widok – wielka chmura naplywajaca z dolu doliny i zachodzace slonce sprawiajace, ze gory kryja sie juz w cieniu, ale ich osniezone szczyty bardzo intensywnie bieleja jeszcze w ostatnich promieniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczor w dinning room (czyli pokoju dla gosci) przy piecyku (ciekawostka: piecyki w dinning roomach maja kominy, natomiast w kuchni nigdy – przez dziury w dachu moglyby wejsc zle duchy). Przychodzi Siergiej i mamy kacik slowianski oraz germanski (“Szwedzi” i para Niemcow). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem przychodzi jeszcze Jendhu (gospodarz) z zona i dzieciakiem i opowiada rozne historie – o zyciu Tybetanczykow w dolinie, trudnosciach z uzyskaniem obywatelstwa, dziecku, ktore uczy sie dzieki zachodniemu sponsorowi, okolicznych szlakach, pumach snieznych (szczerze mowiac nie wiem jak brzmi polska nazwa), jakach, lamach, tradycyjnych kobiecych ubraniach itp itd…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez jakis czas bije sie z myslami i w koncu decyduje sie – w obliczu masakrycznego kaszlu oraz bliskiej wyprawy na Ganja La (dzis dowiedzielismy sie ze w nocy moze byc tam nawet 20, 25 stopni mrozu) decyduje sie opuscic moich towarzyszy i nie spac z nimi w namiocie, tylko przeniesc sie do domu. Z miejsca zostaje okrzykniety burzujem  (chociaz spac bede za darmo, w najmarniejszym pokoju, w ktorym pozwolono nam trzymac bagaze ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-6070829128763713834?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/6070829128763713834/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=6070829128763713834' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/6070829128763713834'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/6070829128763713834'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/tsergo-ri.html' title='Tsergo Ri'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-8918653586745786372</id><published>2009-02-23T10:10:00.002+01:00</published><updated>2009-02-26T14:11:10.573+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nepal'/><title type='text'>Kangyen Ri</title><content type='html'>09.02.2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano kobieta chce od nas wiecej pieniedzy, niz sie wczesniej umawialismy – bardzo dobrze, ze sie wyprowadzamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postanowilem nie brac juz magicznych pigulek “Szwedow” I zmierzyc sie ze szczytem o wlasnych silach. Dosc szybko dobijamy do grani (tzn gdyby moi himalaisci szli sami, to by pewnie doszli dwa razy szybciej ;), do srodkowego “szczytu”. Wojtek pyta z troska w glosie, czy ide z nimi na ten nizszy szczyt – bo potem trzeba bedzie wracac pod gorke. #!&amp;amp;%! @! !*&amp;amp;^%$!# - ech, do czego to doszlo? Jasne ze ide, chocbym sie mial porzygac, to ide. No wiec nic nie mowie, tylko zabieram tylek i maszeruje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem czlapie sobie z tylu i w przerwach miedzy sapnieciami spiewam sobie to:&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/R_uOIUKh6HI&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/R_uOIUKh6HI&amp;amp;hl=en&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zdobywajac szczyt wygladam tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co prawda nie towarzyszyly mi zadne patriotyczne uczucia, ale mialem fajna flage I nie zawahalem sie jej uzyc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wokol niesamowita, wielka, rozlegla, potezna, monumentalna przestrzen – doliny, wawozy, zleby, gory nagie, gory zalesione, gory zasniezone, szczyty uformowane we wszystkie mozliwe ksztalty, strumienie, rzeka, lodowce sunace elegancko i majestatycznie, i lodowce bezczelnie urywajace sie w polowie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytam moich gorolazow, czym roznia sie Himalaje od innych wielkich gor, w ktorych byli. Odpowiadaja ze przede wszystkich ta olbrzymia przestrzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisalem juz dwa razy, ze jestem w najpiekniejszym miejscu, w jakim dotychczas bylem, wiec tym razem po prostu sie zamykam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-8918653586745786372?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/8918653586745786372/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=8918653586745786372' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/8918653586745786372'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/8918653586745786372'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/kangyen-ri.html' title='Kangyen Ri'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-2900740108367285497</id><published>2009-02-23T10:09:00.004+01:00</published><updated>2009-02-23T16:14:01.161+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nepal'/><title type='text'>Dzien aklimatyzacyjny</title><content type='html'>&lt;strong&gt;08.02.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kangyen Gompa to skupisko kilku mniejszych lub wiekszych hotelikow. Calosc na pierwszy rzut oka wyglada straszliwie turystycznie (jest na przyklad “German Bacary Café” ;) ), na szczescie tak pora roku, ze w calej wiosce nie ma jednoczesnie nawet 10 turystow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK9K0MP9aI/AAAAAAAAALQ/X61aH-8OfnM/s1600-h/IMG_4124.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK9K0MP9aI/AAAAAAAAALQ/X61aH-8OfnM/s320/IMG_4124.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5306011304502228386" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano z hukiem przylatuje helikopter. Wysypuje sie niego grupka bladych twarzy, robia zdjecia, pija herbate i odlatuja z powrotem. He he – to dopiero turysci  Dopiero potem okazuje sie, ze sa oni sponsorami tego helikoptera, nalezacego do Parku Narodowego – w takim razie respekt i szacunek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja sie czuje jak po wypiciu trzech czwartych bez zagryzki… Ratuja mnie dopiero “Szwedzi” (ci poznani dwa dni wczesniej) – oddaja mi lekarstwo, ktore sami dostali od kogos wczesniej. Pozniej przychodza zolnieze i glosno puszczaja muzyke – nepalskie reggae. Przy tych dzwiekach zdrowieje juz do konca :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postanawiamy nastepnego dnia przeniesc sie do “Lovely Guest House”, czyli miejsca gdzie spia “Szwedzi”. Wlasciciele naszego hotelu traktuja nas jak maszynke do oddawania pieniedzy (w naszym wypadku jest to popsuta maszynka), a tam sa serdeczni, otwarci I mozna z nimi pogadac jak czlowiek z czlowiekiem. W dodatku jest to ich wlasne schronisko, mieszkaja tam, wiec jest normalna domowa atmosfera. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na nastepny dzien planujemy wejsc na Kangyen Ri (4773m), potem na Tsergo Ri (4986m), potem dzien przerwy, a potem jedno lub dwudniowa wyprawa na przelecz Ganja La (5122m).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-2900740108367285497?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/2900740108367285497/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=2900740108367285497' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/2900740108367285497'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/2900740108367285497'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/dzien-aklimatyzacyjny.html' title='Dzien aklimatyzacyjny'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK9K0MP9aI/AAAAAAAAALQ/X61aH-8OfnM/s72-c/IMG_4124.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-1546308193285972321</id><published>2009-02-23T10:09:00.002+01:00</published><updated>2009-02-23T10:10:09.984+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nepal'/><title type='text'>Kangyen Gompa</title><content type='html'>&lt;strong&gt;07.02.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do wszystkich moich przekletych przeszkadzajek dochodzi choroba wysokosciowa… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wojtek trzyma sie doskonale, Zuzannie poszla krew z nosa, na szczescie tylko raz, ja natomiast ledwo ide po prostej, nie mowiac juz o “podgorkach”. Cale szczescie, ze dzis mamy dojsc tylko do 3700m.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W koncu Wojtek wyrywa do przodu, zostawia plecak na miejscu i wraca po moj. Zuza ratuje mnie aspiryna (rozrzedza krew) i probuje zagadywac, zebym skupial sie na niej, a nie na drodze. Gdyby ktos szukal przyjaciol, to polecam ta dwojke &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z ciekawszych rzeczy – widze pierwszy w zyciu lodowiec i 7-tysiecznik (nie mam pojecia jak sie nazywa i nawet mnie to nie interesuje - zapamietam na pewno nazwy gor na ktore wejde). Wokol pojawiaja sie jaki (wczesniej byly tylko jaczyce, dla jakow-samcow nizej jest za goraca).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dochodzimy na miejsce, czyli do Kangyen Gompa i zatrzymujemy sie w pierwszym z brzegu hoteliku. Tu ma byc nasza baza wypadowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ok 18 zwalam sie na lozko i od razu zasypiam. Noc jednak bedzie z gatunku tych nieprzespanych (katar i choroba wysokosciowa). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jutro “dzien aklimatyzacyjny”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-1546308193285972321?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/1546308193285972321/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=1546308193285972321' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/1546308193285972321'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/1546308193285972321'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/kangyen-gompa.html' title='Kangyen Gompa'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-6078756203025736707</id><published>2009-02-23T10:05:00.003+01:00</published><updated>2009-02-23T16:12:08.707+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nepal'/><title type='text'>Langtang View Hotel - prawie Langtang Village</title><content type='html'>&lt;strong&gt;06.02.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny dzien wchodzenia pod gore. Wokol nas powoli znika las, wchodzimy w strefe skal i wysuszonej na zolto trawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK8PZ2NVbI/AAAAAAAAALI/9t6O3FjCqRk/s1600-h/IMG_4082.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK8PZ2NVbI/AAAAAAAAALI/9t6O3FjCqRk/s320/IMG_4082.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5306010283818177970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Ide wzdluz murka modlitewnego - po prawej stronie jest co jakis czas wyryte "Om mani padme hum", czyli standardowa mantra. Normalnie chodzi sie po lewej stronie, wiec jestescie swiadkami malego fo pa.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po poludniu naszym oczom ukazuje sie wioska Langtang – tym razem dojdziemy do celu, jestem z siebie bardzo zadowolony ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale zanim do niej dochodzimy, spotykamy na drodze lezacego czlowieka. Okazuje sie ze ma rozwalony nos, glowe i niezle krawawi. Opatrujemy go. Potem on siada i z metnym wzrokiem grzebie za koszula – okazuje sie ze chcial nam zaplacic za pomoc… Okazuje sie tez ze jest zwyczajnym pijakiem… Mimo to postanawiamy z Zuza odprowadzic go do domu, zeby nie zabil sie po drodze na skalach (od przechodzacej kobiety dowiadujemy sie ze jest z wioski, ktora niedawno minelismy).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Juz w trakcie drogi w dol (alez lekko idzie sie bez placaka, nawet jesli wiesza sie na Tobie pijak :) ) zapada ciemnosc, wiec zatrzymujemy sie w najblizszym domku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wlasciciel najpierw chce od nas pieniedzy za rozbicie namiotu, potem pozwala zrobic to za darmo. I chociaz zamawiamy tylko herbate, traktuje nas tak samo milo, jak Szweda i Austryjaczke (dalej zwani “Szwedami”), ktorzy takze sie tu zatrzymali i zostawiaja kupe pieniedzy – nie zawsze sie to zdarza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Guest house (po naszemu to by bylo gospodarstwo agroturystyczne???) jest typowy dla Langtangu. Jeden domek przeznaczony na pokoje goscinne (w ktorych mieszcza sie dwa lozka i nic poza tym) oraz drugi domek – jednoizbowy z czescia kuchenna i jadalna, w ktorej mieszkaja gospodarze i w ktorej wieczorami przesiaduja goscie (bo jest cieplo – domek goscinny nie ma pieca). Domki sa kamienne (goscinny wykonczony od srodka deskami) – tylko tego budulca w gorach nie brakuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczor spedzamy wiec wszyscy w domu gospodarzy. Gotujemy obiad na piecu, w towarzystwie umorusanych dzieci bawiacych sie jakimis kolkami i kobiecie dziergajacej czapke na szydelku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha – dodam, ze jestesmy na 3300m, ponad dwa razy wyzej niz bylem kiedykolwiek wczesniej :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-6078756203025736707?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/6078756203025736707/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=6078756203025736707' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/6078756203025736707'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/6078756203025736707'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/06.html' title='Langtang View Hotel - prawie Langtang Village'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK8PZ2NVbI/AAAAAAAAALI/9t6O3FjCqRk/s72-c/IMG_4082.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-2815613963173779335</id><published>2009-02-23T10:03:00.003+01:00</published><updated>2009-02-23T16:08:31.359+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nepal'/><title type='text'>Siabru Bensi - Langtang View Hotel</title><content type='html'>&lt;strong&gt;05.02.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK66v-divI/AAAAAAAAAK4/TaIM1jge3is/s1600-h/IMG_4058.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK66v-divI/AAAAAAAAAK4/TaIM1jge3is/s320/IMG_4058.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5306008829469494002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Szosta rano... Za tym ryjem kryje sie fantastyczny widok na miasteczko i wawoz z rzeka (i nie mam na mysli kapiacych sie tam kobiet;) )&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzis czas na pierwszy prawdziwie gorski szlak. Moi himalaisci pedza jak mlode kozice, a ja walcze z katarem, kaszlem, kondycja, a potem jeszcze na dodatek z kolanem (stala sie jedyna rzecz, jakiej obawialem sie przed wyjazdem, to znaczy znowu cos chrupnelo mi w rzepce…). Najgorszy jest ten zatkany nos – nie dosc ze nie mozna oddychac, to jeszcze usta i gardlo wysuszone na wior.  Jednym slowem nie jest dobrze – ostatnie podejscie pokonuje niemalze na czworaka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do osiagniecia zalozonego celu zabraklo nam dzis okolo godziny. Zatrzymujemy sie w uroczym schronisku prowadzonym przez jedna kobiete (Tybetanke). Rozbijamy namiot, gotujemy sobie strawe, a potem postanawiamy isc do kuchni, poprosic o gotowana wode.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tam, przy piecu, siedzi juz drugi gosc – mniej wiecej 50-letni Rosjanin Siergiej – i wcina ziemniaki. Mija moze kilka minut i proponuje nam “Zielonego Ducha”… Co on, chce marihuane z nami palic? Okazuje sie, ze tak sie mowi na spirytus… :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spedzamy wiec wieczor przy piecu, ziemniakach, kislu i spirytusie… Siergiej to dusza-czlowiek, rozmawiamy z nim niemalze o wszystkim. Chlopak na wszytko ma gotowa odpowiedz: “Co zdjelac…” albo “Maybe… Maybe no…” I absolutny brak cisnienia na cokolwiek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakis czas temu pisalem, ze nie da sie poznac wszystkich ludzkich historii tak, jakby sie chcialo. Ale jest tez druga strona medalu - “tryb podrozy” pozwala poznac mnostwo ciekawych ludzi , a zaraz potem blyskawicznie zniknac z ich zycia. Mozna wziac od drugiej osoby to, co sie chce (i na co pozwoli), dac z siebie to co sie chce, a potem nie interesuja cie juz zadne jej klopoty, nie trzeba chodzic na zadne kompromisy – po prostu idzie sie dalej i spotyka kogos nowego. Bardzo to odpowiada mojej samotniczej naturze ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK7cgW7T1I/AAAAAAAAALA/lcFTtBYS2QE/s1600-h/IMG_4069.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK7cgW7T1I/AAAAAAAAALA/lcFTtBYS2QE/s320/IMG_4069.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5306009409392693074" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;A na dobranoc widok na nasz oboz.&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-2815613963173779335?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/2815613963173779335/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=2815613963173779335' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/2815613963173779335'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/2815613963173779335'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/siabru-bensi-langtang-view-hotel.html' title='Siabru Bensi - Langtang View Hotel'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK66v-divI/AAAAAAAAAK4/TaIM1jge3is/s72-c/IMG_4058.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-5708057139854164539</id><published>2009-02-23T10:02:00.001+01:00</published><updated>2009-02-23T16:02:16.022+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nepal'/><title type='text'>Siabru Bensi</title><content type='html'>&lt;strong&gt;04.02.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepnego dnia idziemy piechota w oczekiwaniu na jakiegos stopa. Ale naprawde malo co tamtedy jezdzi… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wloke sie na koncu stawki, walczac z zatkanym nosem. A smarcze na zolto (od pylu) i czerwono (od krwi) – gdyby to nie byl katar, byloby to ciekawe doznanie artystyczne… Gdy Zuza z Wojtkiem zatrzymuja sie, zeby cos ogladac i pstrykac fotki, ja pre dalej, zeby ich wyprzedzic i gdzies tam z przodu odpoczac. Gdy w koncu znajduje dobre miejsce i zrzucam plecak… nadjezdza autobus – caly misterny plan na nic :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem docieramy do Siabru Bensi, bedacego wrotami do doliny Langtang. W autobusie spotykamyu chlopaka, ktory zaprowadza nas do malego hoteliku nalezacego do jego rodziny (ale spimy na  podworku pod namiotem – miejsce jest na skarpie z widokiem na rzeke i miasteczko).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK43Mk9c8I/AAAAAAAAAKg/mmCdYlN9IQg/s1600-h/IMG_4021.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK43Mk9c8I/AAAAAAAAAKg/mmCdYlN9IQg/s320/IMG_4021.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5306006569404429250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Uliczka Siabru.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy niesamowite szczescie, bo tego samego dnia w miejscowej swiatyni odbywa sie uroczystosc ku czci zmarlej 49 dni temu kobiety. Chlopak zaprasza nas tam. Gdybysmy wczoraj zdazyli na autobus, na 100% omineloby nas to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wieczor schodza sie krewni, przyjaciele i znajomi ze wszystkich okolicznych wiosek. Swieto, chociaz ku czci zmarlej, jest raczej prestekstem do spotkania i zabawy. Przy malym kamiennym dziedzincu znajduje sie buddyjska swiatynia, dom w ktorym siedza kobiety, dom w ktorym siedza mezczyzni oraz kuchnia. Po srodku zostaje rozpalone ognisko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na dobry poczatek zostajemy posadzeni na kamieniach i dostajemy wielki talerz ryzu z warzywami i sosem (jeszcze nie wiemy, jak sie to nazywa). Juz po polowie jestesmy pelni po dziurki w nosie… Wojtek jakos sie uporal, ale my z Zuza po prostu nie jestesmy w stanie… A nie mozemy zostawic, zeby nikogo nie urazic – klasyczny problem goscia, ktory moze wydawac sie smieszny, ale wcale taki nie jest :) W dodatku do picia dostajemy cian – miejscowe piwo oraz rakszi – miejscowy samogon (na szczescie nie tak mocny jak nasz). Obydwa sa zrobione z ryzu i obydwa smakuja tak, ze najchetniej bym wylal, tylko znow – nie wypada (ale czestuja tym tak czesto, ze w koncu chodze do toalety tylko po to, zeby oprozniac kubki, potem Zuza mi mowi ze robila to samo :) )&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludzie biesiaduja na dziedzincu i co jakis czas czesc z nich wchodzi do swiatyni, gdzie lamowie odprawiaja modly przy dzwiekach miesamowitej muzyki. Po srodku kleczy kukla, ktora ma chyba symbolizowac zmarla…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co jakis czas mowia nam, ze niedlugo beda tance – bardzo ciekawi mnie, jak to bedzie wygladac… Najpierw kilku mezczyzn staje w rogu dziedzinca i zaczyna spiewac. Bardzo melancholijnie brzmia te ich piesni, nawet te ktore podobno sa wesole. Po jakim czasie zaczynaja poruszac sie w lewo po okregu, charakterystycznie stapajac – raz jedna noga i dwa razy druga. Okazuje sie ze tak wlasnie wyglada ten taniec – jedynym urozmaiceniem bedzie lapanie sie w pasie, odrobine wieksze wymachy nog do przodu oraz rytmicznie swisniecia. Do tanczacych co chwile dolaczaja nowi mezczyzni, potem takze kobiety. Po polnocy bedzie to juz cale kolo otaczajace dziedziniec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK5jKjt4bI/AAAAAAAAAKo/wN_td3a-2mg/s1600-h/IMG_4046.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK5jKjt4bI/AAAAAAAAAKo/wN_td3a-2mg/s320/IMG_4046.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5306007324776587698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;W tle oswietlona bozonarodzeniowymi lampkami swiatynia (wlasciwie to kapliczka). Tez rzadek stojacych ludzi z tylu to tanczacy.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprocz naszego chlopaka najczesciej rozmawiamy z pietnastoletnia dziewczynka o wygladzie dwunastolatki (dzieci tutaj bardzo powoli rosna. Zaskakujaco dobrze wlada angielskim. Po jakims czasie zwierza sie, ze bardzo chcialaby studiowac, ale nie ma pieniedzy i czy moze moglibysmy sponsorowac jej studia… Wprawia nas to w niezle zaklopotanie (dopiero potem dowiemy sie, ze w Nepalu to normalna praktyka – malo kogo stac na studia i spotkamy po drodze mnostwo przypadkow takiego sponsoringu).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK6GrEhXAI/AAAAAAAAAKw/FP20k97q2dc/s1600-h/IMG_4037.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK6GrEhXAI/AAAAAAAAAKw/FP20k97q2dc/s320/IMG_4037.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5306007934799535106" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Moment w ktorym Michal przerzuca sie z dzieci Rwandyjskich na Nepalskie ;))&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zagaduje mnie wlasciciel jednego z hotelikow. Mowi mi, ze my w Europie to mamy fajna kulture. Bo jak w Nepalu ktos zarobi pieniadze, to od razu buduje dom albo kupuje bizuterie. A w Europie jak ktos zarobi pieniadze, to najpierw woli popodrozowac, poznac swiat itd. Nie wyprowadzam go z bledu…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-5708057139854164539?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/5708057139854164539/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=5708057139854164539' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/5708057139854164539'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/5708057139854164539'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/siabru-bensi.html' title='Siabru Bensi'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK43Mk9c8I/AAAAAAAAAKg/mmCdYlN9IQg/s72-c/IMG_4021.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-3721837414602736094</id><published>2009-02-23T10:01:00.003+01:00</published><updated>2009-02-26T14:25:04.963+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nepal'/><title type='text'>W drodze do doliny Langtang</title><content type='html'>&lt;strong&gt;03.02.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzis wyruszamy. Do doliny Langtang – na polnoc od Kathmandu, w poblizu granicy z Tybetem. To bedzie moj pierwszy trekking w gorach z plecakiem… (Zuza z Wojtkiem zjedli juz na gorach zeby i teraz beda dochodzic do dziasel).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zbieramy sie dosyc dlugo i po przybyciu na miejsce odjazdu autobusu (nie ma dworca, zatrzymuja sie po prostu przy ulicy) okazuje sie, ze wszystkie bezposrednie juz odjechaly… Ale nie ma co sie martwic, to po prostu poczatek nowej przygody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wsiadamy w autobus do Trisuli, ktora znajduje sie mniej wiecej w polowie drogi. Potem przesiadamy sie i jedziemy do kolejnej miejscowosci – tym razem… na dachu. Samo w sobie jest to fajnym doswiadczeniem, a w dodatku jedziemy przez najpiekniejszy krajobraz, jaki w zyciu widzialem (gory Iranu sie nie umywaja). Oczywiscie nie musze dodawac, ze trasa biegnie waziutka droga na skraju kilkusetmetrowych przepasci :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepna przesiadka. Znow na dachu, ale tym razem z 20 innymi osobami… Siedze tylko polowa siedzenia na skraju drabinki biegnacej wzdluz dachu, a w dodatku za burte wypycha mnie co chwile albo plecak Wojtka albo plecy Zuzy, takze przez cala jazde musze miec wszystkie miesnie napiete zeby nie wypasc… Wojtek najpierw walczy, zeby utrzymac zwisajacy na zewnatrz plecak, a potem z wlasna noga zgieta na osiem czesci. Zuza ma nie wiele lepiej. Przejechalismy kilkanascie km (z predkoscia rzadko przekraczajaca 10 km/h), ale mam absolutnie dosyc :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK4lD1v0rI/AAAAAAAAAKY/SiRkdL0Ypac/s1600-h/IMG_3996.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK4lD1v0rI/AAAAAAAAAKY/SiRkdL0Ypac/s320/IMG_3996.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5306006257821274802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Jeden z przystankow. Po pozach tych dzieci wnosze, ze ogladaja te same kreskowki, co dzieci w Europie ;)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idziemy kawalek za wioske i rozbijamy namiot w lesie na stoku gory, pod stupa (oltarz buddyjski). Miejsce na nocleg jedyne w swoim rodzaju.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-3721837414602736094?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/3721837414602736094/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=3721837414602736094' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/3721837414602736094'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/3721837414602736094'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/w-drodze-do-doliny-langtang.html' title='W drodze do doliny Langtang'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK4lD1v0rI/AAAAAAAAAKY/SiRkdL0Ypac/s72-c/IMG_3996.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-738685482534764055</id><published>2009-02-23T09:58:00.003+01:00</published><updated>2009-02-23T15:50:04.801+01:00</updated><title type='text'>W Kathmandu</title><content type='html'>&lt;strong&gt;01.02.2009 – 02.02.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kathmandu. Obawialem sie, ze bedzie tu turystyczny festyn, tymczasem rzeczywiscie jest tu najwiecej bladych twarzy ze wszystkich dotychczasowych miejsc w Azji (poza Stambulem), ale wcale nie ma dusznej, komercyjnej, zwesternizowanej atmosfery.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszego dnia miasto mnie zauroczylo – moze dlatego, bo na Thamelu (dzielnicy turystycznej) ze sklepow nie plynie indyjskie disco, za to czasem mozna uslyszec Nirvane? Moze dlatego bo podczas jednego spaceru natykamy sie na dwa wesela, odbywajace sie po prostu na podworku przy ulicy? Moze dlatego, bo pomimo, ze tu takze na ulicy mnostwo nagabywaczy, jest bardzo spokojnie w porownaniu z dotychczas odwiedzanymi miastami? Poza tym, mimo ze zewszad dobija sie nowoczesnosc, czuje sie troche jakby czas zatrzymal sie tu w kilkadziesiat lat temu… Moze dlatego, bo sezon turystyczny jeszcze nie w pelni…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK2dXDb_lI/AAAAAAAAAKE/lyObjK4Q9zc/s1600-h/IMG_3935.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK2dXDb_lI/AAAAAAAAAKE/lyObjK4Q9zc/s320/IMG_3935.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5306003926516760146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Wesele&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK2xHXwHXI/AAAAAAAAAKM/6k-MywvDSTI/s1600-h/IMG_3961.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK2xHXwHXI/AAAAAAAAAKM/6k-MywvDSTI/s320/IMG_3961.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5306004265904381298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Buddyjskie wzgorze swiatynne. Na tych choragiewkach sa wypisane modlitwy. Gdy lopocza na wietrze, to tak jakby wiatr odmawial mantre.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugiego dnia natomiast odkrywam drugie oblicze Kathmandu – przerazliwie gwarne ulice, korki, zgielk imorderczy wszedobylski pyl. Coz… jak kazde duze miasto, Kathmandu ma wiele twarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postanawiamy spedzic tu jeszcze az dwa dni, zeby solidnie przygotowac sie do wyprawy w gory.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W moim przypadku oznacza to glownie zazywanie konskich dawek czosnku, bo masakrycznie przeziebilem sie podczas nocy w autobusie – z nosa mi po prostu cieknie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kafejce internetowej zagladam na chwile na strone z wiadomosciami z Polski. Czytam ze Piotr Reiss bral udzial w pilkarskiej aferze lapowkowej – po 3-4 zdaniach jestem tak znuzony, ze postanawiam juz wiecej na takie strony nie zagladac…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-738685482534764055?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/738685482534764055/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=738685482534764055' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/738685482534764055'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/738685482534764055'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/w-kathmandu.html' title='W Kathmandu'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaK2dXDb_lI/AAAAAAAAAKE/lyObjK4Q9zc/s72-c/IMG_3935.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-5792964076509343826</id><published>2009-02-23T09:54:00.000+01:00</published><updated>2009-02-23T09:55:24.155+01:00</updated><title type='text'>Przyjazd do Kathmandu</title><content type='html'>&lt;strong&gt;31.01.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Kathmandu docieramy nad ranem, jeszcze jest ciemno. Jakis facet prowadzi nas do hotelu, gdzie zatrzymal sie Wojtek – I cale szczescie, bo miasto w nocy jest praktycznie nieoswietlone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wojtek okazuje sie mistrzem nad mistrzami – przywiozl nam zloty ser, kawe i koszulki z mapa naszej wyprawy. Idziemy spac na 3 godziny, a potem przenosimy sie do tanszego hotelu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym samym konczy sie pierwszy etap podrozy. Udalo sie przejechac Turcje i Iran autostopem, udalo sie zsynchronizowac z Wojtkiem i dotrzec na miejsce w 3 tygodnie. Razem z turecka i nepalska wiza wydalismy tylko ok 200 dolarow – sami jestesmy zaskoczeni.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-5792964076509343826?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/5792964076509343826/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=5792964076509343826' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/5792964076509343826'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/5792964076509343826'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/przyjazd-do-kathmandu.html' title='Przyjazd do Kathmandu'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-4501165155958726902</id><published>2009-02-23T09:50:00.001+01:00</published><updated>2009-02-23T09:54:01.658+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='nepal'/><title type='text'>Autostarada trans-nepalska</title><content type='html'>30.01.2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nepalski autobus to prawdziwa szkola przetrwania. Na dziurach podskakujemy w gore nie o centymetry, a o decymetry – Zuza co jakis czas wali glowa w polke na bagaze (siedzi od okna). A zeby dotrzec do Kathmandu mamy do przejechania prawie caly kraj. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasza butelka z woda stacza sie po polce, na ktoryms z wybojow przebija sie o jakas wystajaca srube i zalewa siedzacych kilka miejsc przed name Nepalczykow – cale szczescie ze tylko sie smieja. A gdyby widzieli pozniej moje desperackie proby precyzyjnego przelania reszty wody do ocalalej butelki, to chyba umarliby ze smiechu ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drodze mijamy rozne wioski i miasteczka, w tym takze takie skladajace sie z drewnianych chatynko-szalasow o 2-3 scianach i dachcach ze slomy… ale tutaj bieda wyglada inaczej niz w Pakistanie. Tam ludzie siedzieli na dworzu i gapili sie gdzies, nic nie robiac. Tutaj ludzie albo kszataja sie wokol domow albo pracuja na poletkach. No ale to sa spostrzezenia czlowieka ukrytego za szyba pociagu/autobusu – co wiec taki czlowiek moze naprawde wiedzec?..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaJj9LXmWaI/AAAAAAAAAJ8/DeK4jDPlenU/s1600-h/IMG_3923.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaJj9LXmWaI/AAAAAAAAAJ8/DeK4jDPlenU/s320/IMG_3923.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5305913213670807970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Na jednym z przystankow&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-4501165155958726902?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/4501165155958726902/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=4501165155958726902' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/4501165155958726902'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/4501165155958726902'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/autostarada-trans-nepalska.html' title='Autostarada trans-nepalska'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaJj9LXmWaI/AAAAAAAAAJ8/DeK4jDPlenU/s72-c/IMG_3923.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-1912274661618608595</id><published>2009-02-23T09:43:00.003+01:00</published><updated>2009-02-23T09:50:06.647+01:00</updated><title type='text'>Granica indyjsko-nepalska</title><content type='html'>&lt;strong&gt;29.01.2009&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz przeskok do opowiesci michalowej, czyli do Indii ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Moradabad przesiadamy sie do autobusu, potem jeszcze jednego (mielismy farta bo odjezdzaly akurat kilka minut po tym, jak przybywalismy na dworzec) i po poludniu jestesmy juz w przygranicznej miejscowosci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W miedzyczasie mamy jeszcze mala przygode – Zuza wyszla w czasie postoju kupic cos do jedzenia, nie mam zielonego pojecia w ktora strone, a tu chca juz odjezdzac. Wiec krzycze do kierowcy “Stooop!”, a w okoliczne uliczki “Zuzaaa!”. I nagle ludzie zaczynaja odkrzykiwac “Zuza” i pokazywac mi kierunek – fajnie byc jedynymi bialymi w okolicy :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z miejsca, gdzie zostawil nas autobus, do granicy podobno kawal drogi, wiec bierzemy riksze. Niby to juz druga w naszym zyciu, ale ja zapamietam wlasnie ta. Pewnie dlatego, bo nasze ok 170kg (razem z plecakami) wiozl chlopak, ktory sam wazyl najwyzej z 50kg w ubraniu – i to po takich wertepach, ze trudno byloby jechac jednej osobie na normalnym rowerze...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wysiadamy nad rzeka w naprawde bajkowym krajobrazie. Zamawiamy jedzenie na miejscowym straganie. Chca od nas 40 rupii, czyli sumy z kosmosu. Po prostu smiejemy sie z nich, siedzimy i spokojnie rozpuszczamy sobie Plusza. Po jakims czasie mowia nam: 20 rupii. Piszemy na kartce “16” (tyle ile nam sie wydaje, ze normalnie kosztuje to jedzenie), a facet bez szemrania sie zgadza – takie targowanie to ja lubie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przekraczamy rzeke po poteznej tamie, a zaraz za nia znajduje sie indyjski posterunek, czyli stol wystawiony na swieze powietrze, z krzeselkami i 3 milymi panami – chyba najprzyjemniejsze dotychczas  przejscie graniczne. Potem chyba juz jestesmy w Nepalu, aczkolwiek do posterunku nepalskiego trzeba przejsc kilka km piaszczysta droga, wzdluz strumyka i lasku. Widzimy pierwsze rezusy, spotykamy pierwszych Nepalczykow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaJipJknzxI/AAAAAAAAAJ0/TNsYQOsZX2I/s1600-h/IMG_3912.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaJipJknzxI/AAAAAAAAAJ0/TNsYQOsZX2I/s320/IMG_3912.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5305911770079547154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Tama. Tez mam zdjecie w tym miejscu, ale srednio wyszlo, bo juz wypatrzyl nas straznik i zaczal sie drzec, ze nie wolno :)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posterunek nepalskich pogranicznikow jest po prostu jednym z domow w pierwszej wiosce – bardzo latwo go przeoczyc.  Okazuje sie, ze zapomnialem/zagubilem swoje zdjecia paszportowe i do wniosku wizowego wyrywam zdjecie z karty Euro26.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od momentu wkroczenia do Azji, kazda kolejna granica to zupelnie inna energia… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyobrazcie sobie wielka tablice rozdzielcza ze wskaznikami energii danego miejsca :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Turcja – poziom energii lagodnie sie podnosi: nowy kontynent, nowa kultura, poza tym cieplo, slonce i rubaszny kierowca Osman. Iran – napiecie wzrasta gwaltownie, wskazniki drgaja z powodu niejednoznacznosci: z jednej strony niebezpieczna noc na parkingu, surowe i dzikie krajobrazy za oknem (zarowno jesli chodzi o nature, jak  miasteczka), a z drugiej strony przemili i radosni iranscy kierowcy. Pakistan – poziom energii osiaga swoje apogeum: pustynia i ludzie pystyni, ktorym nie mozna bylo zaufac, na kazdym kroku nie wiadomo, co za chwile sie wydarzy, wszystko jest mocne, bardzo i duzo. Indie – wskazniki sie uspokajaja, znowu wkraczamy w bardziej cywilizowane rejony, ujete w karby biurokracji, przewidywalne. I w koncu Nepal – krzywa opisujaca poziom energii opada jeszcze nizej – ale tym razem ten spokoj zapewnia otaczajaca nas przyroda oraz wyciszenie i naturalna, nienachalna przyjaznosc mieszkancow...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiscie mowa tu nie o suchych faktach, a o czyms bardzo nieuchwytnym – kazdy moze to odczuwac inaczej…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazuje sie ze autobus do Katmandu odjezdza dopier 5 rano, ale postanawiamy pojsc kilka km na dworzec, zeby zorientowac sie gdzie jest I juz nie szukac nastepnego dnia rano. Po drodze spotykamy 3 Nepalczykow kolo 50tki jadacych na jednym motorze – mowia nam, ze w Nepalu widzieli juz tygrysa i postanowili wyruszyc do Indii zobaczyc lwa. Calkiem romantyczne ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy dochodzimy w koncu do dworca, od dawna jest juz ciemno. Spostrzegamy jakis zagrodzony teren I budke straznika – pytamy sie czy mozemy rozbic namiot. Mozemy. Straznicy pokazuje nam dobre miejsce, zeby uniknac wezy, pomagaja nam oczyscic teren z kamieni, rozpalaja dla nas ognisko, a po jedzeniu przynosza nam 2 papierosy, chociaz sami nie palili… W dodatku w ogole nas nie zagaduja, rozmawiamy dopiero z naszej inicjatywy – jestesmy po prostu porazeni ich goscinnoscia i z miejsca zakochujemy sie w Nepalu ;) Potem kolejna niespodzianka - zabieraja nas do strzezonego obiektu, czyli rozdzielni pradu dla calej okolicy – kto by pomyslal, ze pierwszy raz odwiedze takie miejsce wlasnie w Nepalu...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-1912274661618608595?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/1912274661618608595/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=1912274661618608595' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/1912274661618608595'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/1912274661618608595'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/granica-indyjsko-nepalska.html' title='Granica indyjsko-nepalska'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SaJipJknzxI/AAAAAAAAAJ0/TNsYQOsZX2I/s72-c/IMG_3912.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-2154616328428578550</id><published>2009-02-22T16:42:00.002+01:00</published><updated>2009-02-22T16:55:14.629+01:00</updated><title type='text'>Z Iranu do Pakistanu, czyli granica Mirjaveh-Taftan (25.01.2009)</title><content type='html'>Jak dla mnie to pierwsz "nowa" granica, wiec jest jakis dreszczyk emocji, co bedzie za nia.&lt;br /&gt;Przechodzimy przez kolejne stanowiska , instruowani przez naszego "frienda" - wspolpasazera z taksowki. Zolnierze pakistanscy witaja nas bardzo cieplo i z usmiechem oznajmiaja mi, ze w ich kraju nie musze nosic chusty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po obejsciu wszystkich "stacji" i wpisaniu sie do wszelkich mozliwych ksiag granicznych, dowiadujemy sie, ze autobus bedzie za 3,5 godziny. Po wymianie dolarow na miejscowe rupie u monopolisty-cinkciarza (z ktorym probowalam sie targowac na wszelkie mozliwe sposoby: "Please we are from Europe, but Poland is not France!" - poskutkowalo;) ), postanawiamy przejsc sie na najblizszy parking dla tirow, aby zapytac, czy ktos nas nie wezmie do Quetty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po krotkiej rozmowie z jednym z kierowcow zostajemy otoczeni przez kilkunastoosobowa grupe "ciekawskich", ktorzy wygladaja, jakby pierwszy raz widzieli "bialego czlowieka".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeden z samochodow pojedzie za godzine "insz Allah", a jak nie, to jutro rano "insz Allah". Decydujemy sie zostac w okolicy do czasu odjazdu naszego autobusu i sprawdzic, czy Allah bedzie laskawy i sprawi, ze ciezarowka pojedzie dzis. Nie jest nam jednak dane przekonac sie o tym, gdyz po paru minutach czekania jestesmy juz prowadzeni przez mezczyzne w mundurze do biura celnikow, ktorych zdaniem podroz przez Pakistan tirem jest niebezpieczna. Nie bardzo majac mozliwosc dyskutowania z panami celnikami, robimy sobie z nimi pamiatkowe zdjecie i wracamy do naszego autobusu, ktory odjezdza juz za 40 minut.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-2154616328428578550?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/2154616328428578550/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=2154616328428578550' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/2154616328428578550'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/2154616328428578550'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/z-iranu-do-pakistanu-czyli-granica.html' title='Z Iranu do Pakistanu, czyli granica Mirjaveh-Taftan (25.01.2009)'/><author><name>Zuza</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09938474755253073487</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_sSBe7uVJbas/SWID8mk4RYI/AAAAAAAAAAM/9n2BCCLVjpQ/S220/zuza.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-7394542875588524467</id><published>2009-02-22T15:37:00.003+01:00</published><updated>2009-02-28T10:48:31.863+01:00</updated><title type='text'>stopowanie w Iranie (23.01.2009)</title><content type='html'>Od Sziraz jedziemy tirami, ale na krotszych odcinkach niz przez Turcje: 100-150 km.&lt;br /&gt;Kiedy nastepny tir zatrzymuje sie, zeby podwiezc nas kolejne ok. 100 km, zaczynamy sie zastanawiac, czy rzeczywiscie warto zabierac sie na tak krotki odcinek. Ale dwaj mlodzi panowie w srodku gwaltownie zaczynaja nam robic miejsce w srodku, wiec postanawiamy wsiasc. Nie wiemy jeszcze wtedy, ze okaze sie to jedna z najlepszych decyzji conajmniej ostatniego tygodnia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciezarowka sunie przez rownine, dookola na horyzoncie gory. Probujemy jak zwykle wymienic pare slow z naszymi "gospodarzami". Po kilku minutach rozmowy okazuje sie, ze sa bracmi i zapraszaja nas na nocleg do domu. Mieszkaja niedaleko, w malutkiej wiosce u podnoza gor (!). Niestety musimy odmowic, bo troche juz spieszymy sie na spotkanie z Wojtkiem, ktory za 5 dni przylatuje do Kathmandu. Szkoda, no ale nie mozna miec wszystkiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy jeden z braci wysiada, zaczynamy wiecej rozmawiac z naszym kierowca. Jest to zadanie dosc wymagajace, bo my w farsi mniej wiecej tyle samo, co on po angielsku - czyli 3 slowa:) (dzien dobry, dziekuje, do widzenia).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, jak to sie dzieje, ale mimo bariery jezykowej zaczynamy z czasem rozumiec jego pytania. Przez jakie kraje przyjechalismy? Ile mamy braci i siostr? Jak wygladaja polskie pieniadze?&lt;br /&gt;Rasul uczy nas tez kilku wiecej slow w farsi (zawsze takie lekcje udzielane przez kierowcow okazuja sie potem przydatne): dom, dobrze, tak, nie itd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest to chyba najpiekniejszy odcinek z calej naszej dotychczasowej trasy. Dookola gory czesciowo pokryte sniegiem, wyzsze partie tajemniczo zanurzajace sie w chmurach. Wjezdzamy coraz wyzej, dokola coraz wiecej sniegu. Przed nami wylania sie duza gora poprzecinana serpentynami drogi, prowadzacej na wysoka przelecz. Rasul zatrzymuje auto. Daje nam znak, abysmy poczekali w samochodzie. Sam zas bierze wyjetego 15 minut wczesniej "homeiniego" (tak Iranczycy nazywaja swoja walute narodowa, czyli riale) i wysiada z ciezarowki.&lt;br /&gt;Jakas lapowka? - myslimy. Rasul kieruje sie na pobocze drogi, gdzie stoi dosc potezna kolorowa skrzynka, opatrzona napisami w farsi, z powiewajaca nad nia flaga. Rasul podchodzi i wrzuca pieniadze. Patrzymy w oslupieniu... Skrzynka na jalmuzne!! Na iranskich ulicach to norma, ale w takim miejscu?! Czyzby naszego kierowce nagle naszla potrzeba wsparcia biednych? Czy tez moze to chec "przekupienia" Allaha, aby spojrzal laskawym okiem podczas pokonywania kretej drogi na przelecz...? (jalmuzna u muzulmanow to jeden z 5 religijnych obowiazkow).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba zadzialalo, bo reszta drogi z Rasulem uplywa spokojnie. Kiedy  nasze drogi rozchodza sie jest juz ciemno. Rasul zaczyna sie frasowac, co bedzie teraz z nami. Jest zimno, ciemno, a my w samym srodku "niczego". Uspokajamy go, ze damy sobie rade, rozbijemy namiot i poczekamy do rana na kolejnego stopa. Nie, na taka opcje nasz kierowca nie moze sie zgodzic. Wysiada z samochodu i kieruje sie w strone posterunku policji, ktory minelismy chwile wczesniej. Po chwili rozmowy z dwoma policjantami, przywoluje nas do siebie i, zegnajac sie, zostawia pod ich pilnym okiem.&lt;br /&gt;Siadamy na wskazanej nam lawie i zaczynamy grzac sie przy wielkim piecu. Zaniepokojeni, gdyz posterunek policji znajduje sie po 2 stronie drogi, wiec nie mozemy siedzac tam lapac kolejnych ciezarowek, ktorych jeszcze troche jezdzi o tej porze. Probujemy to wytlumaczyc policjantowi. -"Otobus" - stwierdza on na to i daje nam do zrozumienia, ze kiedy bedzie przejezdzal autobus, on go dla nas zatrzyma.&lt;br /&gt;-"Nie nie, panie wladzo, nie chcemy autobusu! My - autostop". Patrzy na nas, jakby nie mogl zrozumiec. "Ciezarowka" - mowimy po polsku, pokazujac na przejezdzajacego tira, - "Otostop". A on wciaz upiera sie przy swoim:&lt;br /&gt;-"Otobus".&lt;br /&gt;-"No, no! No "Homeinis"!".&lt;br /&gt;W koncu do niego dociera -"No money?".&lt;br /&gt;- " Yes, yes! No money!" - uradowani, ze w koncu udalo sie wyjasnic.&lt;br /&gt;- "Ok. No problem. Otobus." - odpowiada. Po czym wychodzi na sasiedni pas drogi i zatrzymuje autobus z pasazerami...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejne 800km drogi pokonujemy w komfortowych warunkach. Autobusem zlapanym "na stopa" przez iranska policje...:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-7394542875588524467?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/7394542875588524467/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=7394542875588524467' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/7394542875588524467'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/7394542875588524467'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/stopowanie-w-iranie-23012009.html' title='stopowanie w Iranie (23.01.2009)'/><author><name>Zuza</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09938474755253073487</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_sSBe7uVJbas/SWID8mk4RYI/AAAAAAAAAAM/9n2BCCLVjpQ/S220/zuza.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-6544949769351760380</id><published>2009-02-22T15:26:00.003+01:00</published><updated>2009-02-28T10:43:58.146+01:00</updated><title type='text'>anomalie pogodowe (23.01.2009)</title><content type='html'>Ostatni snieg widzielismy 1500 km wczesniej, Sziraz po krotkim deszczu, ugoscilo nas bardzo wiosennym sloncem. Teraz, kiedy opuszczamy miasto, za oknem dolmusza (iranskiego mini-busika) zaczyna padac snieg (!) Po przejechaniu kilkunastu kilometrow zauwazamy dobre miejsce do lapania stopa, wiec, ku zdziwieniu kierowcy i wspolpasazerow wysiadamy, stawiajac plecaki w blotnistej zatoczce.&lt;br /&gt;Zaczynamy lapac i kolejne zaskoczone twarze wokol nas - panowie sprzedajacy podroznym banany "Autostop???? Autobus!". "Nie, nie autobus!".&lt;br /&gt;W Iranie instytucja autostopu jest calkowicie wlasciwie nieznana. Trudno jest miejscowym wytlumaczyc, ze nie chcemy autobusu ani taxi, ale ciezarowke...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po 15 minutach udaje sie - jedziemy z milym starszym panem-tirowcem. Panowie od bananow ciesza sie razem z nami:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-6544949769351760380?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/6544949769351760380/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=6544949769351760380' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/6544949769351760380'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/6544949769351760380'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/anomalie-pogodowe-23012009.html' title='anomalie pogodowe (23.01.2009)'/><author><name>Zuza</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09938474755253073487</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_sSBe7uVJbas/SWID8mk4RYI/AAAAAAAAAAM/9n2BCCLVjpQ/S220/zuza.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-5835880586579777150</id><published>2009-02-22T14:47:00.004+01:00</published><updated>2009-02-22T15:20:41.508+01:00</updated><title type='text'>Filippas i Selda(21.01.2009)</title><content type='html'>Autobus zatrzymuje sie na kolejny postoj. Otwieram oczy "Nie, nie chce mi sie wysiadac", zapadam znowu w sen. "Zuza, to juz Sziraz!" - glos Michala dochodzi jakby z zakmarkow innego swiata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z wysilkiem podnosze ciezkie powieki. Rzeczywiscie, duzy ruch dookola i za chwile nie ma w autobusie nikogo poza nami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na zewnatrz ciemno, musi byc jakas 5-6 rano. Wchodzimy do poczekalni. 50 par oczu zwraca sie ku nam i tak zostaje wlasciwie do momentu, kiedy opuszczamy budynek dwie godziny pozniej. Chyba znow jestesmy jedynymi turystami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazuje sie to jednak nieprawda. Za rogiem przy stoliku dostrzegamy dwie postacie z dlugimi dredami. Sa chyba tak samo zaskoczeni nasza obecnoscia jak my ich, bo kiedy przechodze obok, patrza na mnie wielkimi oczami.&lt;br /&gt;Po chwili rozmowy okazuje sie, ze podobnie jak my przyjechali z Esfahanu i czekaja do switu. Zabieramy wiec bagaze i wspolnie wybieramy sie na poszukiwanie jakiegos taniego hotelu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sziraz wita nas drobnym wiosennym deszczem. Starajac sie ignorowac przekrzykujacych sie taksowkarzy "Mister! Taxi!", kierujemy sie w strone oddalonego o pol godziny centrum miasta pieszo.&lt;br /&gt;Miasto powoli budzi sie do zycia, na pustym bazarze otwieraja sie kolejne stragany. Bladzac waskimi kretymi uliczkami miedzy budynkami w piaskowym kolorze, probujemy odnalezc hotel opisany w straszej wersji przewodnika Lonely Planet (dlaczego nie ma go w nowej - niedlugo sie dowiemy).&lt;br /&gt;Kiedy w koncu udaje nam sie tam dotrzec, okazuje sie, ze hotel, z cichym zielonym ogrodem wewnatrz,  zamkniety jest dla ruchu turystycznego i moga w nim przebywac wylacznie zolnierze i policjanci. Selda (nasza wspoltowarzyszka spotkana na dworcu) dogaduje sie z jednym z nich po turecku i dzieki temu juz za chwile jestesmy przez niego prowadzeni do innego hotelu, do ktorego wejscie, opisane jedynie w farsi, ukryte jest miedzy dwoma straganami na ruchliwej uliczce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy docieramy do hotelu, Filippas wyjmuje swoja setar (iranska trzystrunowa "gitara"), ktora kupil w Esfahanie i zaczyna grac. Po chwili dolacza sie Selda ze skrzypcami i swoim niesamowitym glosem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Selda i Filippas sa muzykami. Ona z Turcji, on z Grecji.  Poznali sie w Turcji, kiedy Filippas podrozowal tam, grajac na roznych instrumentach strunowych. Zarabiali przez kilka miesiecy, grajac na ulicach Istambulu, aby potem wspolnie wyruszyc w podroz na Wschod.&lt;br /&gt;Spedzamy z nimi czas, wloczac sie po miescie i po wzgorzach Persepolis, wieczorami zas palac fajke wodna (nasz dumny zakup esfahanski) i sluchajac ich muzyki. Kiedy zaczynaja grac i spewac, bardzo dbaja, aby okno i drzwi byly zamkniete. Kobietom w Iranie nie wolno spiewac (ewentualnie tylko jako glosy tla), grozi za to wiezienie.&lt;br /&gt;Naszego ostatniego wspolnego wieczoru urzadzaja prawdziwy koncert - na obu instrumentach, oboje spiewaja. Na szczescie recepcjonista jest przyjaznie nastawiony, bo sam gra na jakichs instrumentach. Puszcza nam nagrania swojej muzyki z komorki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-5835880586579777150?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/5835880586579777150/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=5835880586579777150' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/5835880586579777150'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/5835880586579777150'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/filipas-i-selda21022009.html' title='Filippas i Selda(21.01.2009)'/><author><name>Zuza</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09938474755253073487</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_sSBe7uVJbas/SWID8mk4RYI/AAAAAAAAAAM/9n2BCCLVjpQ/S220/zuza.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-7899740117952283675</id><published>2009-02-22T14:46:00.001+01:00</published><updated>2009-02-28T10:31:48.944+01:00</updated><title type='text'>O tirach i tirowcach slow kilka (21.01.2009)</title><content type='html'>Tir, zwany przez nas podczas podrozy (w celu dogadania sie z autochtonami w roznych miejscach) rowniez “kamionem”, “trakiem”, “ciezarowka”, “tyrem”, sklada sie, jak powszechnie wiadomo, z naczepy (paki), w ktorej przewozone sa bardzo rozne towary (w naszym przypadku od mandarynek po cegly) oraz kabiny kierowcy, ktora jest skarbnica roznych, czesto nieoczekiwanych przedmiotow. W przypadku tureckiego tira (a takimi podrozowalismy najwiecej jak do tej pory) na wyposazenie, oprocz standardowych sprzetow (dwa fotele, dwa lozka, kierownica, “dmuchawa” do sprzatania itd.), skaldaja sie rowniez obowiazkowo dywany, ktorymi wyscielona jest podloga i przestrzen miedzy fotelami oraz dyndajace na miejscu naszego Sw. Krzysztofa wycinki z Koranu, mowiace prawdopodobnie o zachowaniu pasazerow w bezpieczenstwie podczas podrozy. Dodatkowo, fakultatywnie, moga sie tam znalezc: flaga turecka, dzbanek z grzalka do wody, poduszka i koldra w ladnych kolorowych poszewkach, roznego rodzaju specyfiki do czyszczenia dloni i kierownicy, perfumy do odswiezania siebie i atmosfery wewnatrz oraz wiele wiele innych, ktorych nie dane nam bylo zobaczyc. Nie znajdziemy tam natomiast nigdy, wizerunku nagiej kobiety na plakacie, reczniku, kocu czy zdjeciu, co czesto zdarza sie w polskich ciezarowkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wsrod kierowcow znajduja sie Turcy o lagodnym wygladzie i usmiechu Nicolasa Cage’a (Kaya), bardziej surowo wygladajacy Kurdowie o oczach czarnych jak wegla (Dzahid i Murat), starsi kulturalni panowie o 38-letnim stazu, ktorzy zjechali pol swiata (nasze “poliglotyczne”, czterojezykowe stwierdzenie “Wy visited alles harita”), gotujacy w swojej kabinie kawe Nescafe (Hakan), ale tez mniej bezinteresowni, zabierajacy pasazerow tylko ze wzgledu na ich plecak (a wlasciwie na plecak jednej z pasazerek…).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-7899740117952283675?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/7899740117952283675/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=7899740117952283675' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/7899740117952283675'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/7899740117952283675'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/o-tirach-i-tirowcach-slow-kilka.html' title='O tirach i tirowcach slow kilka (21.01.2009)'/><author><name>Zuza</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09938474755253073487</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_sSBe7uVJbas/SWID8mk4RYI/AAAAAAAAAAM/9n2BCCLVjpQ/S220/zuza.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-3679315223440145152</id><published>2009-02-22T14:45:00.001+01:00</published><updated>2009-02-28T10:29:02.709+01:00</updated><title type='text'>Iran - pierwsze wrazenia (21.01.2009)</title><content type='html'>Podrozujac z Michalem, przedstawiamy sie jako brat i siostra. U wiekszosci Turkow budzi to respekt i dzieki temu nie oswiadczaja mi sie po 15minutach rozmowy;) (Oczywiscie zdarzaja sie wyjatki, jak od kazdej reguly, o ktorych jednak nawet nie warto tu pisac…).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy zabiera nas tir iranski, od pierwszej chwili okazuje sie, ze Iranczycy sa ludzmi bardzo otwartymi i przyjacielskimi, a przy tym, co wazne, nie narzucajacymi sie ze swoja przyjaznoscia i bezinteresownymi (slynne tureckie “Helol maj frjend, aj hew speszjal prajs for ju”). Bardzo ciekawi nas, naszej kultury i obyczajow, a do tego goscinni (zapraszajacy na herbate nie tylko po to, abysmy kupili od nich “de hajest kualiti” dywan, jak to czesto mialo miejsce w Turcji). Przynajmniej ci spotkani do tej pory – nie tylko kierowcy, ale i nasz gospodarz w Esfahanie, Amir i jego koledzy oraz spotykani na ulicy przechodnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak dla mnie osobiscie jest to chwila wytchnienia po, pelnej mezczyzn myslacych o jednym, Turcji. W koncu moge poczuc sie normalnie, jak wsrod “swoich”. Bo takie wlasnie wrazenie wywarli na mnie Iranczycy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla Michala z kolei to rowniez przyjemna odmiana, bo w koncu ludzie chca z nim rozmawiac nie tylko z powodu tego, ze jest towarzyszem europejskiej dziewczyny, ale przez samo zaciekawienie jego osoba.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-3679315223440145152?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/3679315223440145152/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=3679315223440145152' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/3679315223440145152'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/3679315223440145152'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/iran-pierwsze-wrazenia-21012009.html' title='Iran - pierwsze wrazenia (21.01.2009)'/><author><name>Zuza</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09938474755253073487</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_sSBe7uVJbas/SWID8mk4RYI/AAAAAAAAAAM/9n2BCCLVjpQ/S220/zuza.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-1904956521188783122</id><published>2009-02-22T14:44:00.001+01:00</published><updated>2009-02-22T14:46:50.010+01:00</updated><title type='text'>Zaleglosci...</title><content type='html'>Za kilka chwil, tak jak obiecywalam, pojawia sie zalegle (czasem bardzo zalegle) moje posty. Przy kazdym bedzie sie znajdowac data, zebyscie nie pogubili sie chronologicznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zeby bylo jasne - zeszlismy z gor wczoraj, jestesmy w Kathmandu i pare dni jeszcze tu zostaniemy. A wiecej, na biezaco bedzie we wpisach Michala.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-1904956521188783122?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/1904956521188783122/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=1904956521188783122' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/1904956521188783122'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/1904956521188783122'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/zaleglosci.html' title='Zaleglosci...'/><author><name>Zuza</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09938474755253073487</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_sSBe7uVJbas/SWID8mk4RYI/AAAAAAAAAAM/9n2BCCLVjpQ/S220/zuza.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-6022533221171481498</id><published>2009-02-02T16:34:00.004+01:00</published><updated>2009-02-02T16:37:59.529+01:00</updated><title type='text'>z wyrazami przeprosin...</title><content type='html'>hmm hmm... to tylko taki krotki wpis, w ktorym chce przeprosic tych, ktorzy chcieliby znac subiektywny bieg wydarzen rowniez z mojej perspektywy, za zaniedbanie regularnego zamieszczania postow. obiecuje jednak, ze jak tylko wrocimy z gor (czyli za ponad dwa tygodnie), obszernosc materialu, ktory zamieszcze, wynagrodzi Wam cala cisze z mojej strony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps. no ale zamieszczane zdjecia sa tez moje;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-6022533221171481498?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/6022533221171481498/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=6022533221171481498' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/6022533221171481498'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/6022533221171481498'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/z-wyrazami-przeprosin.html' title='z wyrazami przeprosin...'/><author><name>Zuza</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09938474755253073487</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_sSBe7uVJbas/SWID8mk4RYI/AAAAAAAAAAM/9n2BCCLVjpQ/S220/zuza.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-2649126354746715306</id><published>2009-02-02T10:26:00.005+01:00</published><updated>2009-02-02T17:06:59.639+01:00</updated><title type='text'>Nepal</title><content type='html'>Teraz jestesmy w Kathmandu. Jutro wyruszamy w gory - w planach dolina Langtang i szczyt 5 tys m z haczkiem :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nepal opiszemy dopiero po powrocie z gor. Wtedy tez powrzucam zdjecia. Dzis juz nie zdaze z powrotu ograniczonego dostepu do pradu :) Dzis np prad byl dostepny w godzinach 23.00-4.00 oraz 12.00-16.00 :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Errata: znalezlismy kafejke zasilana generatorem :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-2649126354746715306?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/2649126354746715306/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=2649126354746715306' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/2649126354746715306'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/2649126354746715306'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/nepal.html' title='Nepal'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-8108908736405133689</id><published>2009-02-02T10:21:00.004+01:00</published><updated>2009-02-02T16:58:44.812+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='indie'/><title type='text'>Tranzyt przez Indie</title><content type='html'>27.01.2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano wstajemy wsrod mgly i ptasich treli rodem z rownikowej dzungli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Szwajcarow przyjechala telewizja zrobic program. Po tym juz nie bylo problemow z przekroczeniem granicy pakistanskiej :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przejscie indyjskie zamykaja o 15.30 (o 16 zaczyna sie widowisko), a my zbieramy sie dopier o 15… Biegniemy przez posterunki pakistanskie, potem zaraz za granica Szwajcarow zatrzymuja Hindusi i kaza im wracac. Mathias siada na ziemi i mowi ze sie nie ruszy. Jest mnostwo zamieszania, na szczescie schodza sie ludzie i zolnierze nie chca gwaltownie reagowac. Zaliczam kilka kilkusetmetrowych biegow z plecakiem tam i z powrotem na posterunek, zeby na nas zaczekali, mimo ze jest juz po czasie. Zuza udaje ze ja boli kolano, dlatego sie opoznilismy. W koncu wpuszczaja cala czworke, Szwajcarzy musza tylko (he he) zalatwic przez ambasade pozwolenie z ministerstaw finansow na swoje osiolki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Noc spedzamy zaraz za siatka otaczajaca terenem graniczny, pod czujnym okiem straznika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;28.01.2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Schemat kupowania biletu relacji Amritsar-Moradabad:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Z okienka przy wejsciu do dworca kieruja nas na druga strone torow do “Rezerwacji”.&lt;br /&gt;- Tam 20-30min probujemy dogadac sie na temat mozliwych godzin odjazdow i cen. Na koniec mowia nam, ze nie mozemy tu kupic biletow, musimy najpierw isc do kogos w rodzaju naczelnika.&lt;br /&gt;- Idziemy z powrotem na pierwsza strone torow. Naczelnik sie smieje i kaze nam wracac.&lt;br /&gt;- Wracamy wiec i bez problem dostajemy bilety. Kobieta mowi, ze jestemy na liscie oczekujacych. Pytamy wiec, kiedy bedziemy wiedzieli, ze na pewno mozemy jechac. Kaze nam isc z powrotem do naczelnika.&lt;br /&gt;- Naczelnik pisze cos na bilecie i kaze nam isc za jakas stara kobieta.&lt;br /&gt;- Kobieta prowadzi nas kilkaset metrow poza teraz dworca do zupelnie innego budynku. Tam siedzi Szef Wszytskich Szefow, sprawdza cos w swoich tabelkach (zero komputera) i mowi ze ok – mamy te bilety, miejsca 27 i 28, i o nic mamy sie nie martwic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do pociagu kilka godzin, wiec jedziemy do centrum zwiedzic swiete miejsce Sikhow. Tam wita nas jadlodajnia dostepna dla wszystkich (Sikhowie m.in. odrzucaja system kastowy) – mozemy wiec nawcinac sie do woli kuchni indyjskiej. Potem spotyka nas jeden facet I opowiada nam o swojej religii, o historii, o znaczeniu roznych rzeczy w swiatyni. Niby mozna to wszystko przeczytac, ale uslyszec to z ust czlowieka, ktory w to wszystko wierzy, to zupelnie co innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcXNmreFqI/AAAAAAAAAJc/Jrz_liUJFwA/s1600-h/IMG_3904.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcXNmreFqI/AAAAAAAAAJc/Jrz_liUJFwA/s320/IMG_3904.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298229009113290402" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcXVqAnZYI/AAAAAAAAAJk/eug5sRcW6N8/s1600-h/P1100167.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcXVqAnZYI/AAAAAAAAAJk/eug5sRcW6N8/s320/P1100167.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298229147446240642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Morze turbanow. Atmosfera jest raczej festynowa niz gleboko religijna...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem wsiadamy do pociagu. Okazuje sie ze jedno z naszych miejsc jest najzupelniej legalnie zajete… Na szczescie sa wolne miejsca. W “przedziale” jest 6 lezanek (na 3 pietrach). Ladujemy sie na te najwyzsze. Ja dziele swoja z naszymi plecakami. W nocy stuka mnie 2 facetow I pokazuja ze maja bilet na moje miejsce i miejsce ponizej. Ja sie nie ruszam, ale wyganiaja 70-letnia babcie spiaca ponizej i laduja sie we dwoch na jej prycze. Babcia lazi, lazi, zartuje sobie z innymi i nagle wchodzi po drabince do zuzy I siada jej w nogach. Mowimy zeby zawolali konduktora, zeby rozwiazal to dziwna sytuacje, ale nikt sie nie kwapi – wszyscy maja gdzie lezec/siedziec wiec jest ok… Kilka godzin pozniej przychodzi konduktor. Patrzy w jakies wydruki i mowi ze tak naprawde nie mamy miejsc, bo ciagle jestesmy tylko na liscie oczekujacych. Bomba :) Wygania Zuze na moja lezanke (na ktorej sa juz dwa wielkie placaki) – to byl jeden z najbardziej hardkorowych noclegow ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcXoRx7nKI/AAAAAAAAAJs/M8Vt5JYn4S4/s1600-h/IMG_3910.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcXoRx7nKI/AAAAAAAAAJs/M8Vt5JYn4S4/s320/IMG_3910.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298229467359714466" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-8108908736405133689?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/8108908736405133689/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=8108908736405133689' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/8108908736405133689'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/8108908736405133689'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/tranzyt-przez-indie.html' title='Tranzyt przez Indie'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcXNmreFqI/AAAAAAAAAJc/Jrz_liUJFwA/s72-c/IMG_3904.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-3178693260063429466</id><published>2009-02-02T10:18:00.002+01:00</published><updated>2009-02-02T16:50:15.809+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pakistan'/><title type='text'>Pakistan - Twarz trzecia</title><content type='html'>26.01.2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Lahore pytamy o droge, wsiadamy w autobus (kobiety i mezczyzni oddzielnie), potem drugi i po poludniu jestesmy na granicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazuje sie trafiamy akurat na niezwykla uroczystosc (tzn tu zwykla bo odbywa sie codziennie). Po obu stronach granicy ludzie zasiaduja na trybunach i skanduja patriotyczne hasla – Pakistanczycy swoje, a Hindusi swoje, gra muzyka i odbywa sie parada zolniezy. Po jednej i drugiej stronie zolnierze maszeruja jakby w lustrzanym odbiciu, krokiem przypominajacym koguta w zalotach albo akcji bojowej (tzn np podnosza nogi tak wysoko, ze czasem prawie wala sie kolanami w nosy – po powrocie wrzuce filmik, bo na zdjeciach slabo to widac). Cale widowisko ma z jednej strony konfrontacyjny character (okrzyki, flagi itp), a z drugiej strony, ta parada zolniezy ma przypominac, ze kiedys to byl jeden kraj – Pendzab (gdy spotykaja sie na linii granicznej, przybijaja sobie piatke).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcVVX37xUI/AAAAAAAAAJU/g3n3KK03TB0/s1600-h/P1100019.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcVVX37xUI/AAAAAAAAAJU/g3n3KK03TB0/s320/P1100019.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298226943554733378" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcVOijoR2I/AAAAAAAAAJM/tKZqK8x0V9Q/s1600-h/IMG_3856.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcVOijoR2I/AAAAAAAAAJM/tKZqK8x0V9Q/s320/IMG_3856.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298226826163275618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W porownaniu z chaosem i brudem okolicy, wojskowy teren przygraniczny jest oaza spokoju -  pytamy wiec, czy moglibysmy tu rozbic namiot. Niestety nie – kieruja nas do hotelu (tez na terenie wojskowym). A wlasciciel hotelu pozwala nam rozbic sie na trawce przed wejsciem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poznajemy tu kolejna niezwykla pare. Celine i Mathiasa ze Szwajcarii, ktorzy przywedrowali tu pieszo z dwoma osiolkami i jednym psem. Gdy mieli szesnascie lat obiecali sobie ze pojda pieszo w Himalaje i majac lat trzydziesci pare... zaczeli to postanowienie realizowac. Doszli az do tej granicy i tu zatrzymala ich biurokracja – w przepisach nie ma slowa o tym, ze granice moga przekraczac takie twory natury jak osly… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcVCY3NqgI/AAAAAAAAAJE/sp3c1qqM4Ro/s1600-h/untitled.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcVCY3NqgI/AAAAAAAAAJE/sp3c1qqM4Ro/s320/untitled.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298226617402632706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczor spedzamy we czworke przy naszym namiocie. Co jakis czas podchodza do nas ludzie i zagaduja. Poczatkowo mam ochote ich splawiac, majac juz dosc po przejsciach pociagowych, ale niereformowalna otwartosc i grzecznosc Zuzy krzyzuje moje plany ;) Powoli choc z trudem ucze sie od niej takiego nastawienia… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo jest ono jedynym slusznym… Czasem mozna sie naciac, ale tym razem jest zupelnie inaczej. Ludzie nie sa nachalni, chca tylko zawrzec znajomosc – spedzajac 5 minut na wspolnej herbacie albo pociagajac 2 buchy z naszej fajki. Czuje sie tak, jakbysmy zostali wprowadzeni do wielkiej rodziny pogranicznikow (celnicy, straznicy, hotelarze i sporo innych ludzi) i ze od teraz mozemy na nich liczyc. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczor i noc na granicy to byla prawdziwa sielanka. Pytam Zuzy: “Co bys teraz odpowiedziala na pytania z Polski, czy pogranicze Indyjsko-Pakistanskie jest bezpieczne?” (przed wyjazdem wszyscy nas straszyli bliska wojna miedzy tymi krajami). Zuza nic nie mowi tylko szczerze i dlugo sie smieje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed snem ide podgladac dziekie swinie na pobliskim polu. Ale od razu pojawia sie zolnierz i odprowadza mnie pod namiot - jednak nie wszystko nam tu wolno...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-3178693260063429466?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/3178693260063429466/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=3178693260063429466' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/3178693260063429466'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/3178693260063429466'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/pakistan-twarz-trzecia.html' title='Pakistan - Twarz trzecia'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcVVX37xUI/AAAAAAAAAJU/g3n3KK03TB0/s72-c/P1100019.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-7091014588780717399</id><published>2009-02-02T10:12:00.005+01:00</published><updated>2009-02-02T16:38:56.827+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pakistan'/><title type='text'>Pakistan - Twarz druga</title><content type='html'>25.01.2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga twarz Pakistanu to pociag z Quetty do Lahore, bieda z nedza widziana z jego okien oraz niezliczona ilosc najbardziej namolnych “friendow” swiata...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Udalo nam sie zdazyc na poranny pociag do Lahore. Prawie dostalismy znizke studencka, ale… Zeby ja dostac, trzeba isc z karta Euro 26 do specjalnego urzedu, wypelnic druczek, dostac zaswiadczenie, i  z tym zaswiadczeniem isc do okienka. Samo pokazanie karty w okienku to za malo. No a ze jest niedziela, to urzad zamkniety. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzenia dostajemy oczywiscie w “sieni” wagonu przy kiblu i mocno nieszczelnych drzwiach. A rano i w nocy jest naprawde zimno – wyciagamy spiwory.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ciagu dnia siedzimy sobie w otwartych drzwiach i podziwiamy widoki. Nagle pociag zatrzymuje sie w jakiejsc wiosce. Momentalnie zbiera sie doslownie kilkadziesiat osob i gapia sie na nas. Czujemy sie jak w zoo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcR3rTWMJI/AAAAAAAAAIs/6p1PU5lxYEY/s1600-h/IMG_3760.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcR3rTWMJI/AAAAAAAAAIs/6p1PU5lxYEY/s320/IMG_3760.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298223134839025810" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Po kilku godzinach postoju, o zachodzie slonca, tlumek zaczal sie rozchodzic...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcRsRFJwOI/AAAAAAAAAIk/OmQQb7SHKHo/s1600-h/IMG_3749.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcRsRFJwOI/AAAAAAAAAIk/OmQQb7SHKHo/s320/IMG_3749.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298222938821607650" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Zebrzace dzieci...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;“Friendsi”… Czasem tylko pytaja skad jestemy i dokad jedziemy… Czasem chca pocwiczyc angielski (I am so excited! To pierwszy raz kiedy rozmawiam po angielsku z cudzoziemcem!)… Czasem nie wiadomo co chca, bo nawijaja po swojemu… Czasem chca sie zaprzyjaznic i nie chca przestac gadac prze godzine, potem staja obok, gapia sie i za jakis czas znowu zaczynaja gadac… Czasem tylko przychodza, staja metr od Ciebie i gapia sie – 10min. 20min, 30 min… Jestesmy anielsko cierpliwi, bo rozumiemy dlaczego tak robia. Problem polega na tym, ze nie maja zadnego szacunku dla prywatniosci, nie zwazaja na to ze jestesmy zmeczeni, spiacy, ze akurat jemy. Szczytem wszystkiego byl gosc, ktory obudzil nas tylko po to by powiedziec ze sprzedaje herbate…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Probuje wykorzystac ich praktycznie i wypytac o rozne ciekawostki dotyczace Pakistanu. Niestety ich angielski pozwala tylko na rozmowy typu skad jestemy, gdzie jedziemy, jaka jest pogoda w Polsce i czy podoba sie nam Pakistan. Wzrusza mnie jeden zolniez, ktory przyssal sie do nas najmocniej. W pewnym momencie prosi Zuze – Prosze, daj mi jakas rade - ???? – Powiedz cokolwiek, o zyciu, daj mi jakas rade… Nie wiem czego biedak sie spodziewal… W kazdym razie rade dostal :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcSqAjZOTI/AAAAAAAAAI8/xpeQU00PSj0/s1600-h/P1080989.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcSqAjZOTI/AAAAAAAAAI8/xpeQU00PSj0/s320/P1080989.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298223999536937266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Tu siedzimy sobie w tych drzwiach - jak widac nawet we wspolne zdjecie musza sie wcinac :)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolo nas rozsiadla sie na ziemi 3-osobowa rodzinka. Sa wyjatkowi, bo nic od nas nie chca :) Siedza w tym zimnie na ziemi, w sandalach, cienkich ubraniach. Zuza daje kobiecie jeden ze swoich polarow. ja gotuje im wode na kawe (sokista kaze mi wylaczyc kuchenke, gotuje wiec wode w kiblu, trzymajac jedna reka kuchenke, druga siebie, a noga drzwi – trzesie jak cholera ;) ), potem oni czestuja nas ciastkami, pokazujemy im zdjecia z wyprawy. Przez cala podroz zamienilismy moze kilka slow, ale w jakis dziwny sposob bardzo sie zaprzyjaznilismy. Wieczorem przed ich wyjsciem robimy sobie zdjecie – kobieta zdejmuje zakrycie z twarzy, co poczytujemy sobie za wielka oznake przyjazni i szacunku…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcSc1cjbEI/AAAAAAAAAI0/owRZ18ZNx_s/s1600-h/P1080985.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcSc1cjbEI/AAAAAAAAAI0/owRZ18ZNx_s/s320/P1080985.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298223773217156162" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-7091014588780717399?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/7091014588780717399/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=7091014588780717399' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/7091014588780717399'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/7091014588780717399'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/pakistan-twarz-druga.html' title='Pakistan - Twarz druga'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcR3rTWMJI/AAAAAAAAAIs/6p1PU5lxYEY/s72-c/IMG_3760.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-2601429821767098906</id><published>2009-02-02T10:06:00.004+01:00</published><updated>2009-02-02T17:40:23.200+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='taftan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pakistan'/><title type='text'>Pakistan - Twarz pierwsza</title><content type='html'>24.01.2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po przekroczeniu granicy trafiamy w totalnie inny swiat. Totalnie. Wokol pustynia (zaczela sie wczesniej, ale z okien taksowki wyglada to zupelnie inaczej) – prawdziwa kamienista pystynia, wiatr, wszedobylski pyl, glosni mezczyzni w sandalach zakutani w chusty (w calym przygranicznym Taftanie nie zobaczylismy na ulicy ani jednej kobiety), niektorzy ot tak po prostu z karabinami na plecach, niskie budynki stojace w absolutnym chaosie…&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Jemy obiad w “zajezdzie”, ktory 100 lat temu wygladal pewnie prawie tak samo (lacznie z “kierownikiem”) i kupujemy bilet na autobus (tzn dostajemy – zaplacic mamy dopier w autobusie) i mamy kilka godzin przed soba. Postanawiamy wiec isc na pobliski parking tirow i zlapac stopa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kierowcy wygladaja i zachowuja sie, jakby dopiero wczoraj przesiedli sie z wielbladow za kierownice. Jeden z nich gwaltownie zabrania nam jechac z pewnymi typami, potem tlumaczy, ze oni pala haszysz i nie mozna im ufac. Mowi zebysmy jechali za godzine z nim, ale czujemy ze kreci (moze chce w ten sposob powstrzymac nas od zabierania sie z podejrzanymi typami). Ale mysl o autostopie w tym miejscu ma dla nas jakas magnetyczna moc... Kiedy prawie wsiadamy do innego tira, przychodzi zolniez, wygania facetow i prowadzi nas do celnikow. Ci mowia to samo, co ten poprzedni kierowca… I w koncu wsiadamy do autobusu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcO8nKuKyI/AAAAAAAAAIM/isR3wCjK8dg/s1600-h/P1080895.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcO8nKuKyI/AAAAAAAAAIM/isR3wCjK8dg/s320/P1080895.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298219921093569314" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Przyznaje sie - wyglad pakistanskich ciezarowek byl moja glowna motywacja, zeby zlapac stopa w tym miejscu.&lt;/em&gt; ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcPYWW6FoI/AAAAAAAAAIc/Qk0Q-Eztjfw/s1600-h/P1080929.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcPYWW6FoI/AAAAAAAAAIc/Qk0Q-Eztjfw/s320/P1080929.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298220397617616514" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcPPPCu0vI/AAAAAAAAAIU/w50jUFJ-8tE/s1600-h/P1080919.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcPPPCu0vI/AAAAAAAAAIU/w50jUFJ-8tE/s320/P1080919.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298220241035121394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Zdjecia Zu robione przez okna autobusu.&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-2601429821767098906?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/2601429821767098906/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=2601429821767098906' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/2601429821767098906'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/2601429821767098906'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/pakistan-twarz-pierwsza.html' title='Pakistan - Twarz pierwsza'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcO8nKuKyI/AAAAAAAAAIM/isR3wCjK8dg/s72-c/P1080895.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-7349918820741649687</id><published>2009-02-02T10:01:00.001+01:00</published><updated>2009-02-02T10:07:16.177+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='iran'/><title type='text'>Droga do Pakistanu</title><content type='html'>23.01.2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet nasi nowi znajomi, ktorzy sa w podrozy od wielu wielu miesiecy, odradzali nam stopa na poludniu Iranu, ale trzymamy sie naszego planu. Po 2 godzinach kluczenia i wypytywania trafiamy na odpowiedni dworzec i jedziemy busikiem na wylotowke. A potem jak zwykle – odganianie busiko–taksowek, machanie na tiry, gadki z kierowcami, wysiadka i na nowo. Kierujemy sie do Zahedanu, skad juz rzut beretem do granicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W koncu zabiera nas Rasul. Dojezdzamy do serpentyny pnacej sie stromo ze hej! Rasul wysiada, idzie do jakiejsc skrzynki i wrzuca tam pieniadze. Okazuje sie ze jest to skrzynka na jalmuzne. A potem… jeden z najpiekniejszych krajobrazow jaki w zyciu widzialem. Gory, wszystkie odcienie czerwonego, rudego, brazowego, przypruszone sniegiem, otoczone kamienisto-trawiastymi rowninami mieniacymi sie wszystkimi odcieniami zielono-burego – intensywne, surowe, potezne. Naprawde trudno opisac to slowami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Robi sie ciemno. Zaluje ze nie poprosilismy Rasula, zeby nas wyrzucil wczesniej – w nocy raczej nie zlapiemy kolejnego stopa i trzeba bedzie rozbijac namiot. W koncu Rasul zatrzymuje sie przy posterunku policji, cos zagaduje z policjantami i odjezdza. Policjanci sadzaja nas przy wielkim piecu i… zatrzymuja dla nas stopa. W autokarze! Bezposrednio do Zahedanu! Kierowca nie ma szczesliwej miny, ale zgadza sie nas zabrac za darmo. Z wladza sie nie dyskutuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rasul – dziekujemy :) Staramy sie zawsze zadzierzgnac jak najbardziej pozytywne wiezi z kierowcami – dzielimy sie wlasnym jedzeniem, pokazujemy zdjecia rodziny (caly czas udajemy siestre i brata) itp itd. Oplaca sie to zawsze, bo pozytywna ciepla atmosfera jest bezcenna, a czasem jak widac dodatkowo mozemy liczyc na rozne przyjacielskie inicjatywy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano gotujemy sobie obiad na dworcu, wsiadamy w taksowke (po najdluzszym targowaniu sie dotychczas, ale wytargowalismy nizsza cene, niz jest dla miejscowych – potem sie dowiedzielismy) i po ok godzinie jestemy na granicy z Pakistanem…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I co? Jak sie chce, to mozna przebyc cala Turcje i Iran autostopem – I to w imponujacym tempie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-7349918820741649687?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/7349918820741649687/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=7349918820741649687' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/7349918820741649687'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/7349918820741649687'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/droga-do-pakistanu.html' title='Droga do Pakistanu'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-5280666680646518497</id><published>2009-02-02T09:52:00.003+01:00</published><updated>2009-02-02T16:13:06.798+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='iran'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='shiraz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='persepolis'/><title type='text'>Shiraz</title><content type='html'>20.01.2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedna z zasad rzadzacych Podroza jest, ze zawsze wszystko sie uda jesli tylko ma sie otwarta glowe i pozytywne podejscie do swiata i ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z Esfahanu do Shiraz postanowiamy wyjatkowo przetransportowac sie autobusem – po to by zaoszczedzic na czasie (wyjazd na wylotowke Esfahanu to pewnie byloby co najmniej pol dnia). Amir zarezerwowal nam miejsca i jedziemy na dworzec taksowka. Oczywiscie na ostatni gwizdek, bo pozegnanie sie przeciagnelo. A  musimy jeszcze wymienic dolary, bo nie mamy juz zadnych reali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na miejscu probujemy wymienic walute u taksowkarza, ale nie rozumie o co chodzi. Robi sie maly tlumek ciekawskich i ktos proponuje nam 2-och chomeinich za 20 dolarow (1 chomeini = 10 000 reali = 1 dolar). Nie jestesmy glupi, wiec zostawiamy ich i lecimy na ten dworzec (nie mamy pojecia ktory przewoznik, ktora kasa i w ogole nic). I nagle… Pojawia sie chlopak i krzyczy do mnie: Mister Mike? Mister Mike? No tak to ja… Na pewno Amir powiedzial im przez telefon, zeby szukali zagubionych bialych... Troche jestesmy zaskoczeni goracym powitaniem, zastanawiamy sie czy przygotowali dla nas tez czerwony dywan :) A w kasie bez wiekszych problemow przyjmuja dolary. Jedziemy. Wyjazd oczywiscie na noc, zeby skorzystac z noclegu na fotelach autokarowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;21.01.2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano na dworcu idziemy spac na plecakach w oczekiwaniu na swit. O swicie spotykamy pare wedrownych muzykow – Selde z Turcji i Filipa z Grecji. Razem idziemy na poszukiwania przewodnikowego hotelu za 2 dolary. Po przebyciu najkretszych zaukow swiata okazuje sie, ze hotel nie jest dla turystow i mozemy spadac. Ale zgodnie z zasada, o ktorej pisalem, jestesmy dla wszystkich mili i pewien urzedujacy tam azerski zolniez zaprowadza nas do innego taniego hoteliku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wedrujemy po Shirazie. Miasto jest o wiele bardziej iranskie niz Esfahan. Ludzie ubrani bardziej tradycyjnie, bardzo malo “normalnych” sklepow, za to pelno roznych stoisk, straganow itp, architektura domow tez bardziej tradycyjna…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Docieramy do najwiekszego z meczetow w miescie. Straznik mowi ze tylko muzulmanie moga wejsc. Selda odpowiada, ze jestesmy z Turcji i jestesmy muzulmanami (co akurat w jej przypadku bylo prawda). Dziewczyny musza tylko wypozyczyc biale chusty zakrywajace cale cialo i wchodzimy.  Meczety (bo przy rozleglym dziedzincu sa dwa) robia wielkie wrazenie. W srodku wylozone sa roznokolorowymi lustereczkami, synbolizujace Allaha, ktory jest swiatlem. Na podwyzszeniu siedzi muezzin i wyspiewuje modlitwy. Ale mezczyzni modla sie wszyscy niezaleznie od siebie, w swoim tempie. Niektorzy jedza, pija herbate, niektorzy drzemia lezac. Ale i tak czuje sie, ze maja ogromny szacunek dla tego miejsca. Niektorzy wchodzac witaja sie ze wszystkimi obecnymi, takze z nami, dokladnie tak samo, jakby nie traktowali nas jak turystow. Dziewczyny w swojej czesci meczetu maja gorzej, sa pilnowane i musza np wypowiedziec muzulmanskie wyznanie wiary – dobrze ze Zuza jest z Selda…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcLIRc3eWI/AAAAAAAAAHk/s05hrHFZRbU/s1600-h/IMG_3626.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcLIRc3eWI/AAAAAAAAAHk/s05hrHFZRbU/s320/IMG_3626.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298215723376015714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zdjecie oczywiscie zrobione z ukrycia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;22.01.2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepnego dnia wybieramy sie na wycieczke do Persepolis – kilkadziesiat km obok. Pozno wstajemy, potem dlugo sie zbieramy i robi sie pozno, ale potwierdza sie zasada, ze nie ma co sie napinac – i tak wszystko sie uda. Do Persepolis blyskawicznie docieramy lokalnym busikiem i taksowka – zeby zaoszczedzic na bezposrednim polaczeniu dla turystow – a 4 czy 5 godzin, ktore nam zostalo, wystarcza w zupelnosci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Persepolis, czyli ruiny perskiego miasta wybudowanego po srodku niczego, glownie po to, by raz do roku goscic, olsniewac i rzucac na kolana zagranicznych poslow, niestety nie zrobilo na mnie takiego wrazenia jak na Kapuscinskim w “Podrozach z Herodotem”…&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Ale nie ma co narzekac. Dosc szybko weszlismy za grobowiec Kserksesa wykuty w skale gorujacej nad Persepolis, a potem jeszcze wyzej, na gore znajdujaca sie dalej. Piekne, dzikie miejsce. Mozna tam bylo spedzic caly dzien – jesli ktos wybierze sie do Persepolis musi koniecznie tam zboczyc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcMz76SH6I/AAAAAAAAAH0/klZOJCaGiNM/s1600-h/P1080823.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcMz76SH6I/AAAAAAAAAH0/klZOJCaGiNM/s320/P1080823.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298217573019688866" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;To male na dole to stada koz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcMhrnRc0I/AAAAAAAAAHs/oK7wYjpXePY/s1600-h/IMG_3689.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcMhrnRc0I/AAAAAAAAAHs/oK7wYjpXePY/s320/IMG_3689.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298217259407340354" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem Selda z Filipem robia dla nas koncert w pokoju hotelowym (na sitare, skrzypce i niesamowity spiew Seldy), palimy fajke wodna (bo mam za malo bagazu i kupilismy w Esfahanie wlasna fajke ;) – w trakcie takich wieczorow nie chce sie wracac do Warszawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcM-YK2ovI/AAAAAAAAAH8/5fRT9Er7ilE/s1600-h/IMG_3639.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcM-YK2ovI/AAAAAAAAAH8/5fRT9Er7ilE/s320/IMG_3639.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298217752404075250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-5280666680646518497?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/5280666680646518497/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=5280666680646518497' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/5280666680646518497'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/5280666680646518497'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/02/shiraz.html' title='Shiraz'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYcLIRc3eWI/AAAAAAAAAHk/s05hrHFZRbU/s72-c/IMG_3626.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-5258062634840583058</id><published>2009-01-25T12:04:00.002+01:00</published><updated>2009-01-25T12:28:31.586+01:00</updated><title type='text'>Pakistan</title><content type='html'>Tajny korespondent donosi:&lt;br /&gt;&lt;blockquote style="font-style: italic;"&gt;"Przekrzykujemy stukot kół pociągu, za oknem hektary pustkowi, wokół wszędobylski kurz, mężczyźni w chustach i mały chłopiec jeżdżący po naszych kurtkach zapalniczką jak samochodem - to już Pakistan. Zaczął się zupełnie inny świat."&lt;/blockquote&gt;Zaległe relacje blogowe dotrą pewnie dopiero z Indii.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-5258062634840583058?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/5258062634840583058/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=5258062634840583058' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/5258062634840583058'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/5258062634840583058'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/01/pakistan.html' title='Pakistan'/><author><name>Tajny korespondent</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-497588763557025185</id><published>2009-01-21T20:38:00.005+01:00</published><updated>2009-01-23T18:16:30.052+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Esfahan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='iran'/><title type='text'>Esfahan</title><content type='html'>Zatrzymujemy sie u Amira z couchsurfing.com. Noc w mieszkaniu jest calkiem mila odmiana po ostatnich pieciu dniach w ciezarowkach. Nawet jesli spi sie na podlodze, w towarzystwie jeszcze 4 osob (do Amira przyszli koledzy wspolnie uczyc sie do egzaminow). A wczesniej jeszcze magiczny wieczor pod mostami. Przychodza tu mezczyzni i po prostu spiewaja sobie nawzajem. A glosy maja po prostu nieziemskie. Zuza nagrywa wszystko na dyktafon.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastepnego dnia idziemy zwiedzac. Podobno “zobaczyc Esfahan to jak zobaczyc pol swiata”, “najpiekniejsze miasto w Iranie” itp itd. Jest zima i jestesmy chyba jedynymi europejskimi turystami w miescie. Idziemy na glowny plac i jak sie okaze, juz sie z niego nie ruszymy do konca dnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpierw spotykamy Hosaina. Strasznie psioczy na rzad. Opowiada nam, ze gdy tylko chca ukryc jakies problemy, zaczynaja wycierac sobie usta Islamem, Koranem i Allahem. Ze pieniadze z ropy zamiast byc wydawane w Iranie, ida na pomoc dla Libanu, Palestyny i Talibow. Wczesniej nasi gospodarze, tlumaczac nam propagandowy plakat na ulicy, mowia, ze Liban, Palestyna itd sa oficjalnymi przyjaciolmi Iranu. Ale ich osobistymi juz napewno nie.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/SXn6NAi3aXI/AAAAAAAACHM/djP2GYha8KU/s1600-h/esfahan6.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/SXn6NAi3aXI/AAAAAAAACHM/djP2GYha8KU/s320/esfahan6.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294537938342209906" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W Turcji wszyscy lamentowali ze ten zly Izrael zabija setkami dzieci i kobiety w Gazie. W telewizji tureckiej (iranskiej tez) doslownie za kazdym razem, gdy mielismy okazje widziec, lecialy materialy pelne zgliszcz i zakrwawionych ludzi. Tymczasem spotkani Iranczycy maja wiekszy dystans do tego konfliktu. Hosain tlumaczy nam ze rozumie, ze Izrael zostal sprowokowany ciaglym ostrzalem mozdziezowym zydowskich osiedli w wykonaniu Hamasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generalnie nikt tu w Esfahanie nie lubi rzadu. Kolejny nasz rozmowca, gdy mijalismy jakiegos imama zaczal nam szeptac: “They enemies of the people…”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rownie daleki od oficjalnego jest stosunek do spraw obyczajowych. Kontakty miedzyplciowe przed malzenstwem sa zakazane, ale po prostu wszyscy spotykaja sie w domach. Zreszta na ulicy widac mnostwo par. Poza tym najwidoczniej zakazany owoc smakuje najlepiej. Gdy spojrzy sie mlodym Irankom w oczy (a oczy maja fenomenalne – wielkie, iskrzace sie, czarne jak smola), w ogole nie odwracaja wzroku, a czesto wrecz patrza tak intensywnie, ze bywa, ze czuje sie troche jak Zuza w Turcji :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hosain pokazuje nam zabawny filmik na komorce. Pojawiaja sie w nim nagie posladki, ale nie ma w tym nic erotycznego. Podobno za taki filmik mozna pojsc do wiezienia. Potem puszcza nam iranska muzyke. Nagle widzi jakiegos zblizajacego sie brodacza. Nerwowo probuje wylaczyc telefon (nie jest zbyt obeznany z technika): “Hezbollach, hezbollach, shit, shit!”. Brodacz odchodzi, Hosain znowu puszcza muzyke.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/SXn6L4z3hQI/AAAAAAAACG0/GX7aMnKiys0/s1600-h/esfahan2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/SXn6L4z3hQI/AAAAAAAACG0/GX7aMnKiys0/s320/esfahan2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294537919086167298" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/SXn6Nb6FH9I/AAAAAAAACHU/xpFDdfHymak/s1600-h/esfahan7.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/SXn6Nb6FH9I/AAAAAAAACHU/xpFDdfHymak/s320/esfahan7.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294537945687334866" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wizytujemy jeszcze warsztat dywaniazy, gadamy z jakimis dzieciakami, wystepujemy w programie dla niemieckiej telewizji, idziemy z Wahidem do ukrytej przed turystami knajpki z fajkami wodnymi – wszystko to na jednym placu. Robi sie wieczor, wracamy do domu. Musimy zostac tu jeden dzien dluzej niz planowalismy, bo jednak wypada cos zobaczyc w tym miescie :)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/SXn6MVQ1TTI/AAAAAAAACG8/KDVfyZ4XmOc/s1600-h/esfahan3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/SXn6MVQ1TTI/AAAAAAAACG8/KDVfyZ4XmOc/s320/esfahan3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294537926723849522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/SXn6M86F-zI/AAAAAAAACHE/34X0Lv8swvo/s1600-h/esfahan5.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/SXn6M86F-zI/AAAAAAAACHE/34X0Lv8swvo/s320/esfahan5.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294537937365891890" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/SXh91hoCWiI/AAAAAAAACB0/A16vd3zvcJg/s1600-h/esfahan5.jpg"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-497588763557025185?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/497588763557025185/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=497588763557025185' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/497588763557025185'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/497588763557025185'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/01/esfahan.html' title='Esfahan'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/SXn6NAi3aXI/AAAAAAAACHM/djP2GYha8KU/s72-c/esfahan6.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-8093966338334060280</id><published>2009-01-21T20:36:00.001+01:00</published><updated>2009-01-22T14:52:39.171+01:00</updated><title type='text'>Iran – pierwsze wrazenia</title><content type='html'>Iran z okien ciezarowek wyglada surowo i groznie. Wokol drogi ciagna sie zupelnie plaskie rdzawobure pustkowia, z ktorych gdzies daleko wyrastaja nagle potezne, osniezone gory. Co jakis czas monotonie przerywaja skupiska parterowych klockowatych domkow z nieotynkowanej cegly. Wszystkie wygladaja tak samo. Wszedzie mnostwo smieci, blota i wyjacej biedy. Wschod slonca jest zapylony, rozmazany i zlowrozbny. Zastanawiamy sie, czy Iran wyglada tak, jakby wygladala Turcja, gdyby nie bylo Ataturka.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/SXh5Tec09HI/AAAAAAAACAs/vCs3KCkrv1s/s1600-h/iran-pierwsze+wrazenia2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/SXh5Tec09HI/AAAAAAAACAs/vCs3KCkrv1s/s320/iran-pierwsze+wrazenia2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5294114737472468082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Na szczecie kierowcy sa fantastyczni- wyluzowani, z poczuciem humoru, nienachalni, spokojni, traktujacy Zuze jak normalnego czlowieka. Zreszta zobaczcie filmik:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy dojezdzamy do Esfahanu okazuje sie, ze jest to zupelnie inny Iran - bardzo nowoczesny, zamozny, “europejski”. Potem wychodzi na jaw, ze granica miedzy dwoma Iranami przebiega nie tylko przez portfele, ale takze przez umysly.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-8093966338334060280?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/8093966338334060280/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=8093966338334060280' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/8093966338334060280'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/8093966338334060280'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/01/iran-pierwsze-wrazenia.html' title='Iran – pierwsze wrazenia'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_8hwMyvOXfZM/SXh5Tec09HI/AAAAAAAACAs/vCs3KCkrv1s/s72-c/iran-pierwsze+wrazenia2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-8665231667474466941</id><published>2009-01-21T20:30:00.006+01:00</published><updated>2009-08-21T14:55:07.693+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='iran'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='turcja'/><title type='text'>Migawki z podrozy- granica turecko-iranska</title><content type='html'>Gdy przekraczamy granice jest juz ciemno. Trafiamy na wielki parking dla tirow. Nie wiemy co robic, bo wszyscy nam mowia, ze stad wcale nie jedzie sie tam, gdzie chcemy. Szwedamy sie po tym parkingu, ale nie jestesmy w stanie zgadnac w ktora strone powinnismy sie udac. Rozkladamy wiec oboz i gotujemy ryz. Zaczyna lapac mroz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W koncu postanawiamy pochodzic po zaparkowanych tirach, popytac czy ktos jedzie na Tabriz i wprosic sie do ktoregos z nich. Po chwili przyczepia sie do nas brodacz o oczach psychopaty, z wielka palka w reku. Cos od nas chce. Nie mija pol minuty, a maszeruje za nami juz cala zgraja podejrzanych typow. Na szczescie szybko trafiamy na fantastycznego kierowce – starszego Turka – ktory nas przygarnia. Ale typy nie daja mu spokoju i ciagle cos od niego chca. Nic nie rozumiemy i nie wiemy o co chodzi. W koncu przychodzi angielskomowiacy policjant. Upiera sie ze nie mozemy nocowac w tym tirze i musimy isc do hotelu. Wcale nam sie to nie usmiecha, wiec dyskusja trwa z kilkanascie minut. W koncu dowiaduje sie, ze jestesmy bratem i siostra. Wtedy mieknie i pozwala nam zostac. Brodacz jeszcze wraca i rzuca sie w kierunku kierowcy, ale na szczęście też daje spokoj.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Sytuacja wygladala groznie, ale caly czas mielismy swiadomosc, ze niedaleko jest posterunek i mamy wszystko pod kontrola. Tak czy siak, nie mamy pojecia o co chodzilo. I to pomimo, ze wladamy juz doskonale tureckim:) Szczegolnie jesli kierowca zna kilka slow po angielsku/niemiecku/rosyjsku, mozemy gadac jak starzy znajomi. Moj ulubiony przyklad to ten, o ktorym pisala Zuza – “A wiec zwiedzil pan juz caly swiat!”, czyli “Wy (pol/ros) visited (ang) alles (niem) harita (mapa po turecku)!”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spedzamy noc w ciezarowce i rano odjezdzamy na poludniowy wschod.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SXXd2eKYtgI/AAAAAAAAAGs/r9m_HE9VflM/s1600-h/IMG_0261.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SXXd2eKYtgI/AAAAAAAAAGs/r9m_HE9VflM/s320/IMG_0261.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5293380864923186690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z Hakanem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYbGiV3OGkI/AAAAAAAAAHc/-fbNYchLvxE/s1600-h/z.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYbGiV3OGkI/AAAAAAAAAHc/-fbNYchLvxE/s320/z.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298140304934574658" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Sniadanie w przygranicznym miasteczku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-8665231667474466941?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/8665231667474466941/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=8665231667474466941' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/8665231667474466941'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/8665231667474466941'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/01/migawki-z-podrozy-granica-turecko.html' title='Migawki z podrozy- granica turecko-iranska'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SXXd2eKYtgI/AAAAAAAAAGs/r9m_HE9VflM/s72-c/IMG_0261.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-4667650748047947174</id><published>2009-01-21T20:26:00.001+01:00</published><updated>2009-01-21T20:26:01.044+01:00</updated><title type='text'>Migawki z podrozy – Dobugayazit</title><content type='html'>Kurdowie wysadzaja nas w Dogubayazit niedaleko granicy z Iranem. Czuje sie jak na koncu swiata. Miasteczko wyglada tak, jak zawsze wyobrazalem sobie zapadle dziury gdzies w tundrze na dalekiej Syberii. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sa dwie szerokie krzyzujace sie drogi bez chodnikow, wokol chaotyczne pomieszanie roznego rodzaju bud, wszedzie bloto zmieszane ze sniegiem i smieciami. Po chwili trafiamy na cos dziwnego – straganik z “fastfoodem”. Po chwili pojawia sie wlasciciel, zamawiamy po kebabie i jogurcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W miedzyczasie jakis czlowiek zaprasza nas do “biura” na herbate. Glownym sprzetem jest stojacy po srodku piecyk typu “koza” opalany gazetami. Siedzimy naprzeciwko siebie i usmiechamy sie. Co jakis czas wymieniamy kilka zdan, np gdzie jest Polska, a potem znowu zapada cisza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracamy donaszego kebabiarza. Okazuje sie, ze dostalismy po calym bochenku chleba, przecietym na pol, w srodku salata, pietruszka i kawalki watrobki. Zaprowadza nas do kanciapy, zebysmy sobie usiedli. Kanciapa: klepisko, koza, pietrowe lozko z brudna posciela, kanapa, 2 rozklekotane fotele oraz… biurko z komputerem i telewizor. To chyba miejscowy motel. W srodku dwoch staruszkow jak z obrazka – wysuszone wiatrem i mrozem twarze, wasy, tureckie czapy. Siedza wyprostowani, sacza czaj i usmiechaja sie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasz kebabiarz zna rosyjski. Kiedys pracowal w Stambule, mial tam sklep z dywanami. Potem zastanawiam sie, jak to sie stalo, ze facet znajacy obcy jezyk, majacy kiedys sklep w najwiekszym miescie kraju, wyladowal na starosc na koncu swiata i sprzedaje watrobki, ktorych tu przeciez i tak nie ma komu kupowac… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety jest juz za pozno, by zapytac. Moze ktos go oszukal? Moze po prostu postanowil spedzic starosc w miejscu, gdzie sie urodzil? Ile takich ludzkich wszechswiatow miniemy po drodze, nie poznajac z nich nawet ulamka? A przeciez te swiaty sa ciekawsze niz wszystkie krajobrazy czy zabytki, ktore zobaczymy. O ile jednak trudniej poznac dobrze zywa osobe niz martwe miejsce… Wiekszosc z nas pozna w zyciu naprawde dobrze najwyzej kilka osob – jeden stolik w knajpie. Na poznanie calej knajpy potrzeba juz 10 zyc. A wszystkich knajp przy ulicy – 100 zyc. Kamera oddala sie – dzielnica ma kilkadziesiat ulic, a miasto kilkanascie dzielnic… Czlowiek czuje sie malym bezsilnym pylkiem w obliczu takiego ogromu roznych historii, ktorych nigdy nie pozna…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kamera wraca nad zasniezono-zablocona ulice Dobugayazit. W momencie gdy nakladam paste do zebow na szczoteczke, nadjezdza tir. Wchodze na schodki, zdejmuje buty (nie wolno zabrudzic dywanow w srodku), laduje swoj plecak na tylne siedzenie opracowanym juz chwytem, potem Zuza podaje mi siaty i swoj plecak. Kamera powoli podaza za nami ku granicy z Iranem. Kolejne miejsce-zagadka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-4667650748047947174?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/4667650748047947174/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=4667650748047947174' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/4667650748047947174'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/4667650748047947174'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/01/migawki-z-podrozy-dobugayazit.html' title='Migawki z podrozy – Dobugayazit'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-8424132637995380968</id><published>2009-01-21T20:21:00.001+01:00</published><updated>2009-02-02T11:01:00.307+01:00</updated><title type='text'>Do widzenia, Istanbule...</title><content type='html'>Po milych chwilach spedzonych przy fajce wodnej z Justyna, Olkiem i ich wspollokatorem, Alexem, opuszczamy Istambul, wzbogaceni o pare nowych doswiadczen i odwiedzonych zakamarkow oraz umiejetnosc gry w Tavle (zwana rowniez Baggamonem).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wbrew pozorom miasto to nie daje nam taklatwo opuscic swoich murow. Na jeden pociag, wywozacy na autostrade, spozniamy sie 10 minut, nastepny zas, po dwugodzinnym oczekiwaniu, na naszych oczach odjezdza z sasiedniego peronu (wynik malego nieporozumienia z milym statrszym panem).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koniec koncow jednak wydostajemy sie pod miasto, gdzie po dwukilometrowej wedrowce przez blota cichego tureckiego miasteczka udaje nam sie dotrzec do autostrady – wylotowki na Ankare. Stad zabiera nas pierwszy zamachany tir. I tak dzieje sie wlasciwie za kazdym razem, kiedy zmieniamy auto – na siedem lapanych ciezarowek, zatrzymuje sie i zabiera nas szesc. Jednym slowem, podrozowanie autostopem po Turcji, przynajmniej naszym zdaniem, jest wlasciwie najlepszym z mozliwych srodkow transportu. Nie trzeba czekac na autobusy, ktore sie spozniaja albo wypadaja z rozkladu, przy okazji majac darmowe miejsce do spania (fakt faktem, czasem w dosc spartanskich warunkach, czego w naszym przypadku najbardziej doswiadczyl Michal,ktory, jako mezczyzna, zawsze dostawal gorsze miejsce –zazwyczaj gdzies miedzy fotelami albo na jednym fotelu z dwoma plecakami;) ). Do tego spotyka sie baaardzo roznych ludzi, bo,trzeba przyznac, tureccy kierowcy tirow stanowia znacznie zroznicowana grupe zawodowa;) (Zreszta, przypuszczam, nie tylko tureccy). Na szczescie wizerunek tirowca-Turka,stworzony przez Osmana, zostal zmieniony przez kolejnych kierowcow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYbEKbSracI/AAAAAAAAAHM/x4xjiqUmlsw/s1600-h/P1080537.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYbEKbSracI/AAAAAAAAAHM/x4xjiqUmlsw/s320/P1080537.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298137695051803074" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYbBoiYryOI/AAAAAAAAAHE/HjV9NKuQ3Wg/s1600-h/IMG_0238.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYbBoiYryOI/AAAAAAAAAHE/HjV9NKuQ3Wg/s320/IMG_0238.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5298134913817233634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-8424132637995380968?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/8424132637995380968/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=8424132637995380968' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/8424132637995380968'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/8424132637995380968'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/01/do-widzenia-istanbule_21.html' title='Do widzenia, Istanbule...'/><author><name>Zuza</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09938474755253073487</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_sSBe7uVJbas/SWID8mk4RYI/AAAAAAAAAAM/9n2BCCLVjpQ/S220/zuza.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SYbEKbSracI/AAAAAAAAAHM/x4xjiqUmlsw/s72-c/P1080537.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-114891118266817567</id><published>2009-01-21T17:26:00.002+01:00</published><updated>2009-01-21T18:03:57.438+01:00</updated><title type='text'>Organizacyjnie</title><content type='html'>Wielkie dzieki za komentarze!:)&lt;br /&gt;Niestety mamy albo malo czasu na internet albo nie mamy dostepu... Teraz np za 20 min. podobno zamykaja kafejke, a Zuza nie moze zamiescic swoich wpisow nie wiadomo dlaczego... Dlatego zdjecia dodamy zapewne pozniej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-114891118266817567?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/114891118266817567/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=114891118266817567' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/114891118266817567'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/114891118266817567'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/01/organizacyjnie.html' title='Organizacyjnie'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-6134509147979153068</id><published>2009-01-14T01:53:00.008+01:00</published><updated>2009-01-14T09:47:41.882+01:00</updated><title type='text'>Stambuł</title><content type='html'>13.01.2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś dzień zwiedzania. Ograniczamy "atrakcje" do minimum: takie gdzie "mówią wieki" (choć najczęściej jest to cichy szept, który trzeba wyłowić ze zgiełku turystów - na szczęście o tej porze turystów brak) - Haga Sofia i Błękitny Meczet oraz takie gdzie czuć lokalnego ducha - Wielki Bazar i Nowy Meczet - udało nam się wejść na muzułmańskie nabożeństwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem turecka knajpa, a w domu fajka wodna w towarzystwie Justyny i Olka. Wielkie dzięki za ugoszczenie nas! &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SW03yI7pYCI/AAAAAAAAAGE/vDwiqYKFB1w/s1600-h/IMG_0206.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SW03yI7pYCI/AAAAAAAAAGE/vDwiqYKFB1w/s320/IMG_0206.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5290946471760846882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak modlą się mężczyźni w Błękitnym Meczecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SW04WI4RNJI/AAAAAAAAAGM/96CIRwd8B7Q/s1600-h/IMG_0210.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SW04WI4RNJI/AAAAAAAAAGM/96CIRwd8B7Q/s320/IMG_0210.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5290947090221970578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A za tą kratką modlą się kobiety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SW2k4Hmo7YI/AAAAAAAAAGc/Pfmitdl-bxI/s1600-h/to.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 214px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SW2k4Hmo7YI/AAAAAAAAAGc/Pfmitdl-bxI/s320/to.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291066421250944386" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Haga Sofia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SW2mCvE5BzI/AAAAAAAAAGk/8bzTsm5saEc/s1600-h/IMG_0177.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SW2mCvE5BzI/AAAAAAAAAGk/8bzTsm5saEc/s320/IMG_0177.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5291067703157131058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Prom na drugi kontynent.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SW042NKbfQI/AAAAAAAAAGU/T-9ulqSxfP0/s1600-h/P1080486.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SW042NKbfQI/AAAAAAAAAGU/T-9ulqSxfP0/s320/P1080486.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5290947641127697666" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wielki Bazar&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogromne podziękowania dla&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-6134509147979153068?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/6134509147979153068/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=6134509147979153068' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/6134509147979153068'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/6134509147979153068'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/01/stambu.html' title='Stambuł'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SW03yI7pYCI/AAAAAAAAAGE/vDwiqYKFB1w/s72-c/IMG_0206.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-4472817161102024370</id><published>2009-01-14T01:25:00.004+01:00</published><updated>2009-01-14T02:04:24.799+01:00</updated><title type='text'>Bułgaria, Turcja</title><content type='html'>12.01.2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pociągu przeżywam koszmar. Jest ze 40 stopni ciepła i zerowa wilgotność. Natomiast na korytarzu jest tak zimno, że wolę nie wychodzić. Co jakiś czas zapadam w niespokojny sen, ale wyspać się nie da. Nagle budzę się z myślą o budziku i że chyba już dojeżdżamy… Jest za 20 piąta, dojechać mamy na piątą. Budzę Zuzę i powoli, jak na zjeździe heroinowym zaczynamy się szykować. Nagle stajemy na stacji… &lt;br /&gt;- To Dmitrograd!&lt;br /&gt;- Jezu! Wysiadamy!&lt;br /&gt;Pakujemy się w panice. Nici ze zmiany skarpetek, umycia zębów itd. Myślę sobie, ze dobrze byłoby zakrzyknąć na konduktora, żeby wstrzymał pociąg. Ledwo przechodzi mi to przez głowę, do przedziału wchodzi konduktor, młodziutki chłopak w okularach:&lt;br /&gt;- Do you speak English? – łał, mówi po angielsku.&lt;br /&gt;- Yes, we have to get out now! – konduktor jednak stoi nieporuszony i uśmiecha się uśmiechem Mona Lizy.&lt;br /&gt;- Swilengrad? I will check. – Skąd on wie o Swilengradzie?????? – 7:38 – Super, czyli za półtorej godziny, ale skąd on wie??&lt;br /&gt;- Swilengrad - kill yourself – dodaje za chwilę.&lt;br /&gt;- ????? Why????&lt;br /&gt;- Yes. – kończy rozmowę z miną wyroczni delfickiej.&lt;br /&gt;- But why???&lt;br /&gt;- Yeeees…. – i znika…&lt;br /&gt;Za jakiś czas Zuza orientuje się, że zapomniała karimaty. Pociąg jeszcze stoi, ale w przedziale dla konduktorów siedzi zupełnie inny facet… Mara senna? Przepowiednia? Klątwa?  – Czekamy… &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SW02xP_Td7I/AAAAAAAAAF0/j-dzn9EJaRI/s1600-h/P1080402.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;"  src="http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SW02xP_Td7I/AAAAAAAAAF0/j-dzn9EJaRI/s320/P1080402.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5290945356963739570" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na stacyjce w Dmitrogradzie stara stareńka cyganka i dwoje dzieciaków. Ubrani byle jak, zimno im jak diabli. My też marzniemy, robimy sobie zupę, ale nie rozgrzewa na długo, zaczynamy więc podskakiwać itd. Cyganka śmieje się i coś tam komentuje – widzi, że chociaż obcy, to w jakiś sposób swoi. Po jakimś czasie Zuza ma dość i wyjmuje swoją wielką puchową „ogrzeję wszystko i zawsze” kurtę. Mina cyganki tężeje i taka zostaje już do końca…&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SW03HUhVdPI/AAAAAAAAAF8/SpIqdMVOy0c/s1600-h/IMG_0165.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SW03HUhVdPI/AAAAAAAAAF8/SpIqdMVOy0c/s320/IMG_0165.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5290945736137340146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem pociąg do Swilengradu (w cieple, ale już cywilizowanym, zasypiamy po minucie), jazda trwa godzinę. Tam znów rezygnujemy z taksówki za równowartość 50zł (choć dało się targować) i o 9 rano zjadamy obiad (jak się okaże prawie na cały dzień) – fantastyczne bułgarskie frykasy w przydworcowym barze z kiblem w budce na zewnątrz, i… robimy to co tygrysy lubią najbardziej, czyli podchody na postoju dla tirów. Za niedługo jedziemy do granicy z pewnym Słowakiem. Dalej piechotą.&lt;br /&gt;Granica z Turcją jest niesamowita. Ciągnie się pewnie z kilometr, po drodze jest z 8 posterunków (wszędzie chcą paszport Zuzy, a mojego nawet nie dotykają). Ale najlepsze jest to, że pierwsze, czego się doświadcza już z daleka, to widok ośnieżonego meczetu i zaśpiew muezina… Azja czeka! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po stronie tureckiej po może 10minutach zatrzymuje się tir – sam z siebie. Tirowiec Osman uczy nas wszystkich ważnych słów po turecku – dzień dobry, samochód, dom, piersi, stanik, uprawiać seks, penis, pochwa, obrzezanie, kochać, brać ślub itd., itp., do zanudzenia… Poza tym był niezwykle miły, zadzwonił do znajomych Zuzy ze Stambułu, żeby im wytłumaczyć, że wyrzuci nas na przedmieściach 50 kilosów od miasta. Niestety nam o tym nie mówi. Generalnie lądujemy w wielkiej dupie, w dodatku bez tureckich lir…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście w sklepiku pewna starowinka wymienia nam dolary po kursie z gazety (my mówiliśmy po polsku, ona po turecku) i kieruje nas na „przystanek autobusowy,”… na środku skrzyżowania! Potem jeszcze parę przesiadek, w tym nocny prom przez cieśninę Bosfor i ok. 20tej docieramy do Azji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zagubieni w nowej rzeczywistości jedziemy dolmuszem (busikiem), nie wiedząc zupełnie gdzie i kiedy powinniśmy wysiąść. Nagle widzimy znajomą postać – to Olek w świecącej czapce Mikołaja. „Proszę się zatrzymać!” – Zuza drze się po polsku. Zrozumieli. Udało się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując ;) Podróż od granicy z Polską zajęła nam 48h, niewiele krócej niż bezpośrednie połączenie autobusowe, za to wydaliśmy 2 razy mniej i przeżyliśmy 10 razy więcej. Tutaj wpisujemy tylko niektóre rzeczy, bo wszystkich fizycznie nie da się zamieścić, a i Wy byście pewnie nie dali rady przeczytać… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dajcie więc znać, czy lepiej pisać krótsze notki, i w ogóle skomentujcie „techniczną” stronę pisania – może pomoże nam to zbliżyć się do „relacji idealnej”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-4472817161102024370?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/4472817161102024370/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=4472817161102024370' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/4472817161102024370'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/4472817161102024370'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/01/bugaria-turcja.html' title='Bułgaria, Turcja'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/SW02xP_Td7I/AAAAAAAAAF0/j-dzn9EJaRI/s72-c/P1080402.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-4864523343164743557</id><published>2009-01-14T01:23:00.001+01:00</published><updated>2009-01-14T01:25:25.190+01:00</updated><title type='text'>Rumunia, Bułgaria</title><content type='html'>11.01.2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Czerniowcach busem na dworzec autobusowy i stamtąd marszrutką do Suczawy w Rumuni (10 dolarów!). Potem jazda autokarem do Bukaresztu, tam znowu na postój busików. Dobrze że facet zgadza się na zapłatę w dolarach, bo dookoła zero kantorów, a waluta się skończyła. Jedziemy do Giurgiu nad granicą. Jest koło 18, ciemno już od godziny i zaczyna łapać mróz…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedyny transport jaki został do granicy to taxa za 40 euro, więc idziemy na piechotę. Ludzie pytani o drogę na granicę pukają się w głowę (Żołnierz: „do Indii? Fuck, shit, fuck, shit!”). Idziemy, idziemy, co jakiś czas ktoś nam proponuje podwiezienie za kasę, ale za dużo chcą, zresztą jeszcze jesteśmy chojrakami i nie chcemy brać taksówek dla zasady. Łapiemy jednego stopa – z kilometr. Potem znowu piechotą wzdłuż drogi z czołówką na plecaku, żeby nas widzieli. Robimy „romantyczny” postój na moście nad Dunajem. Mgła, GIGANTYCZNY księżyc ( w radiu słyszałem, że właśnie teraz tarcza jest największa, jaką zaobserwujemy w ciągu swojego życia), ptasie mleczko (Tak! Dźwigamy to na prezent dla naszych przyszłych gospodarzy ;), pasztet i 4 maksymalnie wychudzone pieski czekające na jakiś ochłap.. W końcu po na oko niecałych 10km dochodzimy do granicy Bułgarskiej, znowu rezygnujemy z taksówki, bo chcą aż 5euro i czekamy na przystanku na autobus. Ale robi się NAPRAWDĘ zimno. Hmm, 5 euro to w sumie malutko… Niestety taksówka już pojechała… Na stacji benzynowej dowiadujemy się, że busu już nie będzie… Facet proponuje Zuzie, że zadzwoni po taksówkę. Taksówka przyjeżdża, a tu się okazuje, że przecież jedyne co mamy to 3 euro Zuzy… Na szczęście kierowca widzi, ze nie ściemniamy i podwozi nas do dworca. I dobrze, bo zamarzła nam woda w butelce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma już pociągów do Swilengradu (przy granicy z Turcją). Bierzemy więc nocny pociąg do Dmitrogradu, który jest gdzieś po drodze (nie mamy ze sobą ani skrawka mapy Europy, ale Zuza była tu już 3 razy i się orientuje :). Mamy więc gdzie spać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-4864523343164743557?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/4864523343164743557/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=4864523343164743557' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/4864523343164743557'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/4864523343164743557'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/01/rumunia-bugaria.html' title='Rumunia, Bułgaria'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-8742335307968012158</id><published>2009-01-14T01:07:00.000+01:00</published><updated>2009-01-14T01:10:51.349+01:00</updated><title type='text'>Ukraina</title><content type='html'>10.01.2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pociąg do Przemyśla: „A wy na weekend do Zakopanego?”, „Nie do Przemyśla…”, „Uuu, to kawał Polski zwiedzicie!”…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z Przemyśla na granicę wyruszamy ok. 18tej po godzinnym oczekiwaniu, czy aby na pewno marszrutka się zapełni i pojedzie. Na granicy z polskiego do ukraińskiego posterunku wiedzie długa alejka ogrodzona siatką/kratą, co chwile podziurawioną i porozciąganą – to miejsca, gdzie „mrówki” podają sobie papierosy i inne dobra, w razie potrzeby. Po ichniej stronie oczywiście pomyliliśmy się w papierach, zostaliśmy w tyle i załoga naszej marszrutki zniknęła przed nami… Najpierw spotkaliśmy taksówkarza, który mówi ze wszystkie busiki dawno odjechały i został tylko on. Ale niedługo jednak spotykamy busika – 50 hrywien, kierowca jest 100%-owo pewny, ze się zgodzimy „bo nic już nie jedzie”. I co? Za busikiem, dosłownie 2 metry dalej, stał drugi, za 15 hrywien :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ze Lwowa jedziemy do Czerniowców. Dworzec jak z XIXw, dróżnicy w mundurach jak z XIXw, nasz przedział 3-ciej klasy, tez jak z innej epoki. Przez cały wagon ciągną się leżanki ustawione w trzech piętrach – to pewnie pozostałość po radzieckim taborze, który musiał przebywać tysiące kilometrów, więc lepiej było zrobić leżanki niż siedzenia. Nasze miejsca oczywiście na końcu, zaraz przy wejściu do kibla :) Obok przy stoliku trwa uczta z chlebem i wódką z plastikowych kubeczków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz dopiero powoli, powoli zaczyna do nas dochodzić, że jedziemy w wielką podróż gdzieś na koniec świata...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-8742335307968012158?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/8742335307968012158/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=8742335307968012158' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/8742335307968012158'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/8742335307968012158'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/01/ukraina.html' title='Ukraina'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-7727590056504527587</id><published>2009-01-10T18:00:00.003+01:00</published><updated>2009-01-25T12:10:31.682+01:00</updated><title type='text'>Na razie, Polsko!</title><content type='html'>Wiadomość z ostatniej chwili:&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Pierwsza granica zaraz zostanie przekroczona. Na razie, Polsko!"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-7727590056504527587?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/7727590056504527587/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=7727590056504527587' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/7727590056504527587'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/7727590056504527587'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/01/na-razie-polsko.html' title='Na razie, Polsko!'/><author><name>Tajny korespondent</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-7270386055420889052</id><published>2009-01-09T23:03:00.001+01:00</published><updated>2009-01-09T23:03:33.426+01:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>No to jedziemy:):):)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech sie dzieje!!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-7270386055420889052?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/7270386055420889052/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=7270386055420889052' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/7270386055420889052'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/7270386055420889052'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/01/no-to-jedziemy-niech-sie-dzieje.html' title=''/><author><name>Zuza</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09938474755253073487</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_sSBe7uVJbas/SWID8mk4RYI/AAAAAAAAAAM/9n2BCCLVjpQ/S220/zuza.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-5160804337470226616</id><published>2009-01-09T17:18:00.003+01:00</published><updated>2009-01-09T17:51:59.811+01:00</updated><title type='text'>Jazda!</title><content type='html'>Pa pa Warszawo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ok7utac94dM&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/ok7utac94dM&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-5160804337470226616?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/5160804337470226616/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=5160804337470226616' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/5160804337470226616'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/5160804337470226616'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/01/jazda.html' title='Jazda!'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-8852064181937569372</id><published>2009-01-09T10:10:00.003+01:00</published><updated>2009-01-09T11:15:52.218+01:00</updated><title type='text'>reisefieber...</title><content type='html'>... czyli gorączka podróżna. Chyba mogę stwierdzić, że od dzisiejszego poranka odczuwam ją w pełni. Wydaje się, że w końcu dziś Ten Dzień nastąpi i wyjedziemy. O 14 odbiór paszportów z ostatnimi irańskimi wizami (insz Allah będą..).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-8852064181937569372?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/8852064181937569372/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=8852064181937569372' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/8852064181937569372'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/8852064181937569372'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/01/reise-fieber.html' title='reisefieber...'/><author><name>Zuza</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09938474755253073487</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_sSBe7uVJbas/SWID8mk4RYI/AAAAAAAAAAM/9n2BCCLVjpQ/S220/zuza.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-5147726092981860312</id><published>2009-01-07T23:58:00.010+01:00</published><updated>2009-01-08T02:09:53.368+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='iran'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pakistan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wizy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='indie'/><title type='text'>Przygody z wizami</title><content type='html'>„Pomyśl, czego najbardziej się boisz, a potem... zrób to!”. Nie, to nie jest myśl, która skłoniła nas do wyprawy autostopem do Nepalu - tak się motywowałem do zmierzenia się z biurokracją, gdy zaczął nadchodzić już ostatni moment by zacząć wyrabiać sobie wizy ;) Pierwsze starcie ze wschodnią cywilizacją było nader ciekawe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ambasada Indii to nowocześnie wyglądające biuro w bardzo nienowoczesnym biurowcu, co chyba na upartego może stanowić metaforę tego kraju. W środku siedzi młody Hindus, niezwykle szarmancki, uroczy, czarujący, dowcipny, słodki i miły - wobec kobiet. Wobec mnie nie chciało mu się nawet klecić całych zadań: "When?", "Two photos", "Money", a w końcu - "Tickets". Wśród dokumentów koniecznych do uzyskania wizy znajdować się bowiem musi ksero biletu lotniczego do Indii. Ale ja nie mam tickets bo jadę by bus. "By bus?! By bus?!" - wykrzywił się, jakbym mu krzywdę robił. No i szybko znalazł lekarstwo na taką sytuację - biurokrację. Musiałem napisać specjalne podanie do samego pana ambasadora, w którym wielce uprzejmie prosiłem o przyznanie mi jednak tej wizy (założę się, że nawet go nie powąchał...).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprócz biurokracji przećwiczyli mnie także w słynnym wschodnim targowaniu się. Wczoraj wróciłem tam z paszportami, zeby nam wbili wizę. Pytam, czy na pewno będę mógł odebrać je z powrotem o 16.30 (to oficjalna godzina startu wydawania wiz) - Nie ma takiej możliwości, za dużo pracy dzisiaj mamy, jutro - Ale ja jutro wyjeżdżam - Nie dziś nie, najwyżej jutro rano. - O 9-tej? - Nie, nie, po 11-tej - Ale ja wtedy nie mogę, przykro mi. A zresztą o 9-tej też nie mogę - Ech, no dobrze to dzisiaj, ale niech pan przyjdzie późno, na sam koniec - Mi bardzo zależy na czasie. O której przyjść? - No o 16.30...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ambasada Pakistanu mieści się w biurowcu obok, ale jej wnętrze przypomina ubogi acz przytulny domek - dywanik, czajniczek, szafeczka, stare lustro, starszy pan w sweterku a la lata 80-te. Jeśli chodzi o stosunki międzypłciowe, to tu sytuacja była odwrotna, wobec mnie był niezwykle miły, a wobec Zuzy opryskliwy. Ale większym problemem było to, że ulubioną odpowiedzią na większość istotnych pytań (o rodzaje wiz itp) było "Don't worry, no problem"... Drugim problemem było to, że bardzo zwlekali z wydaniem wiz, a musieliśmy zostawić u nich paszporty (w pozostałych ambasadach można bez problemu donieść paszport dopiero w dniu wydania wizy). Za każdym razem, gdy dzwoniłem słyszałem nowy, późniejszy termin. W końcu na 100% miały być we wtorek. Dzwonię we wtorek - "Nie ma jeszcze, będą w piątek". No więc zrobiłem awanturę, że muszę mieć te wizy dziś do 12-tej. Skończyło się na tym, żebym przyszedł przed tą 12-tą, może będą. I co? I były. Mam nauczkę, żeby awanturować się od razu, nawet na zapas...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ambasada Iranu mieści się w majestatycznej willi, a wszystkie ogłoszenia na tablicy korkowej zaczynają się od złowrogiego wezwania "W imię Boga!". Mimo groźnej, jak na religijną dyktaturę przystało, fasady, z tą ambasadą były najmniejsze problemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, kiedy w końcu odzyskaliśmy paszporty i mogliśmy pójść odebrać irańską wizę, podstępnie, nie uprzedzając nas, nadszedł jeden z najważniejszych dni dla muzułmanów, a szyitów w szczególności - święto Aszura.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ambasada zamknięta. Start wyprawy opóźniony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdybym był złośliwy, to miałbym nadzieję, że pracownicy ambasady Pakistanu świętują zgodnie z tradycją ;)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.theodoresworld.net/pcfreezone/ashura_day_two.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 379px; height: 295px;" src="http://www.theodoresworld.net/pcfreezone/ashura_day_two.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-size:85%;" &gt;Tego dnia opłakuje się męczeńską śmierć Husajna ibn Alego, wnuka Mahometa poległego w bitwie pod Karbalą. W czasie procesji zmierzających do grobu Husajna gromady mężczyzn biczują się i kaleczą do krwi.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-5147726092981860312?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/5147726092981860312/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=5147726092981860312' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/5147726092981860312'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/5147726092981860312'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/01/przygody-z-wizami.html' title='Przygody z wizami'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-6313834467038790232</id><published>2009-01-07T20:30:00.003+01:00</published><updated>2009-01-08T00:52:28.147+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='szczepienia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='indie'/><title type='text'>Przygody ze szczepieniami</title><content type='html'>W poniedziałek poszedłem w końcu do Sanepidu zaszczepić się na różne paskudztwa. Konkretnie na dur brzuszny i żółtaczkę typu A (na pozostałe indyjskie hity, tężec i żółtaczkę B, byłem zaszczepiony już kiedyś tam). Zarejestrowałem się, zapłaciłem (170 zł za sztukę), wszedłem do gabinetu, jedna pani uraczyła mnie pogadanką, że skoro nie chcę się zaszczepić na meningokoki, to powinienem unikać zatłoczonych pociągów i wieloosobowych dormitoriów, a druga w tym czasie zaszła mnie od tyłu i rach ciach zaszczepiła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili ta druga, po wnikliwym wpatrywaniu się w moją kartę, mówi z przejęciem: Ojejku, przepraszam, ja pana niechcący zaszczepiłam na malarię!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako że prezent nie może się zmarnować, czeka mnie teraz obowiązkowa podróż do Afryki :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-6313834467038790232?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/6313834467038790232/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=6313834467038790232' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/6313834467038790232'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/6313834467038790232'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/01/przygody-ze-szczepieniami.html' title='Przygody ze szczepieniami'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-5589082895524444446</id><published>2009-01-04T13:54:00.002+01:00</published><updated>2009-01-04T13:57:17.208+01:00</updated><title type='text'>Moja wersja Wyprawy;)</title><content type='html'>Jest bardzo podobna do Michałowej. Choć dla mnie Azja była na pierwszym miejscu od samego początku. No nic, zobaczymy, co przyniosą najbliższe miesiące...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-5589082895524444446?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/5589082895524444446/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=5589082895524444446' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/5589082895524444446'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/5589082895524444446'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2009/01/moja-wersja-wyprawy.html' title='Moja wersja Wyprawy;)'/><author><name>Zuza</name><uri>http://www.blogger.com/profile/09938474755253073487</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_sSBe7uVJbas/SWID8mk4RYI/AAAAAAAAAAM/9n2BCCLVjpQ/S220/zuza.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3936182887642041449.post-1658587176446598251</id><published>2008-12-31T15:46:00.006+01:00</published><updated>2008-12-31T16:32:31.230+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='azja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wyprawa'/><title type='text'>Wyprawa</title><content type='html'>Na początku miała być Afryka.&lt;br /&gt;Ale zanim pomysł się skrystalizował, Afryka zamieniła się w Azję.&lt;br /&gt;Chcieliśmy spędzić Nowy Rok w Istambule, prawosławne Boże Narodzenie w Gruzji, tybetański Nowy Rok w Tybecie i Holi, hinduskie święto wiosny, w Indiach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koniec końców plan jest taki: 7 stycznia wyruszamy z Zuzą do Istambułu. Tam przesiadamy się na autostop i podróżujemy przez Turcję i Iran. W Pakistanie przesiadamy się do pociągu, by jak najszybciej dostać się do Nepalu. Tam spotykamy się z Wojtkiem i wyruszamy na trekking po Himalajach (wielkie marzenie Zuzy i Wojtka, a dla mnie pierwszy kontakt z prawdziwymi górami - dotąd nawet na Giewoncie nie byłem :).  Potem Wojtek odlatuje do domu, a my jedziemy szwędać się po Indiach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jak będzie, to zobaczymy :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3936182887642041449-1658587176446598251?l=traveliada.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://traveliada.blogspot.com/feeds/1658587176446598251/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3936182887642041449&amp;postID=1658587176446598251' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/1658587176446598251'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3936182887642041449/posts/default/1658587176446598251'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://traveliada.blogspot.com/2008/12/wyprawa.html' title='Wyprawa'/><author><name>Michał</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01992013738930551636</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='26' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_lUiu8EfHF1E/So6VsSo84bI/AAAAAAAAAkI/a5T1oxF7FWA/S220/morda1.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry></feed>
